zamknij

Sport i rekreacja

Co dalej ze Śląskiem? Grzegorz Ślak: Nadal chcę kupić klub! [WIDEO]

2017-07-17, Autor: Marcin Torz

Czy to już koniec szans na to, aby Śląsk Wrocław został teraz sprzedany miastu i trafił do Grzegorza Ślaka? Jeśli wierzyć miastu, to tak. - On nie chce kupić Śląska, nie ma sensu rozmawiać o tym – słyszymy od jednego z ważnych urzędników z otoczenia prezydenta Rafała Dutkiewicza. Za to Grzegorz Ślak ciągle powtarza jak w mantrę: chcę kupić Śląsk, wciąż jestem do tego przygotowany.

Fakty są takie, że Grzegorz Ślak i jego firma Wratislavia – Biodiesel wygrał przetarg na zakup większościowego pakietu akcji Śląska Wrocław. Kilka dni po tym, jak jego oferta została uznana za najkorzystniejszą, okazało się, że biznesmen nie może dojść do porozumienia z miastem, jeśli chodzi o szczegóły. Co prawda Ślak podpisał umowę (mamy jej kopię) z gminą, ale nie załatwiono sprawy u notariusza. Ślak nie przelał też pieniędzy na konto gminy. Czyli transakcja nie została sfinalizowana.

Reklama

Dlaczego? Biznesmen ciągle powtarza, że w aneksie do umowy chciał mieć zagwarantowane wpływy z biletów i sponsora tytularnego stadionu (całość zysku do Śląska) oraz zapewnienie, że za rok korzystania z areny będzie płacił milion złotych. Miało to obowiązywać przez trzy lata. W tym czasie klub miałby już zacząć zarabiać.

Ślak, co trzeba mu przyznać, mówił o tym od samego początku. W czasie konferencji prasowej, podczas której był ogłaszany jako zwycięzca, rozmawialiśmy z nim i nawet wtedy podkreślał, że chce mieć takie gwarancje.

Miasto na początku nie chciało o tym słyszeć. Później uznano, że faktycznie całość wpływów za bilety może trafić do Śląska. Ale już ze sponsora tytularnego to nie – wtedy miasto twierdziło, że spółka stadionowa musi zarabiać, nie może więc być zgody na to, że na jej stadionie będzie reklama, a nie będzie z tego ani grosza. - Prezes spółki mógłby dostać zarzuty prokuratorskie za niegospodarność – tłumaczono.

Minęły jednak dwa dni, podczas których Grzegorz Ślak opowiadał w mediach o swoich planach na funkcjonowanie klubu, na zatrudnienie nowych piłkarzy itd. Kibice byli zachwyceni wizjami biznesmena. Te były zresztą sensowne. Gdy słuchało się Ślaka, to trudno było nie dać się porwać. Właściciel – elekt Śląska o drużynie wiedział wszystko, wymieniał pozycje, na które potrzeba nowych piłkarzy. Rzucał nazwiskami. Snuł plany. Wydawał się być bardzo zaangażowany emocjonalnie. Czy to były tylko pozory?

W mieście w końcu uznano, że jednak Ślak może liczyć również na wpływy ze sponsora tytularnego. Miasto wtedy pokazało, że bardzo chce sprzedać Śląsk. Za wszelką cenę. Potrzeba sprzedaży Śląska graniczyła z desperacją – tak można było odczytywać zachowanie władz Wrocławia. Bo oto urząd wycofał się też z ostatniej ze spornych kwestii: zgodził się, żeby Ślak płacił stadionowi tylko milion złotych, a nie 2,5 miliona. A właśnie 2,5 miliona złotych rocznie to faktyczne koszty utrzymania obiektu pod piłkarski klub. Rafał Dutkiewicz zapowiedział, że przekaże 1,5 miliona złotych z pieniędzy gminy. W teorii Ślak w tym momencie powinien otworzyć szampana, bo ugrał wszystko, co chciał. Nie zrobił tego jednak.  

Stało się coś zgoła odmiennego. Biznesmen zaczął opowiadać dziennikarzom, że miasto mimo zapowiedzi nie przesłało mu żadnych gwarancji na piśmie. - Na konferencji prasowej wszystko można powiedzieć. W biznesie jednak liczy się to, co na papierze. A ja na papierze nic nie mam. Nie mogę w takich warunkach kupić klubu, bo zaraz się okaże, że Śląsk nie będzie miał ani wpływów za bilety, ani za sponsora tytularnego, a do tego będzie musiał płacić duże pieniądze na stadion. Gdy będę się upominał, to usłyszę że przecież podpisałem umowę, w której nie było zawartych takich ustaleń – mówił Ślak.

- Dostał wszystkie gwarancje. Wszystko ma na piśmie. Powinien po prostu kupić klub – ripostuje Jacek Masiota, doradca prywatyzacyjny Śląska.

W momencie, gdy Ślak usłyszał, że miasto spełni jego trzy warunki, zyskał ogromną przewagę negocjacyjną. Czy postanowił ją wykorzystać i teraz prowadzi wyrachowaną grę? Przypomnijmy, że w czwartek – czekając na odpowiedź Ślaka - miasto ogłosiło nagle, że na piątek zwołuje sesję nadzwyczajną. Bo jeśli jednak Ślak nie kupi Śląska, to będzie trzeba zgody radnych, aby klub dostał wsparcie finansowe. Pojawia się nawet kwota: 10 milionów złotych dotacji.

Przypomnijmy, że Ślak kupował Śląsk z zadłużeniem w wysokości 13 milionów. Sam miał wpłacać przez trzy lata 15 milionów rocznie. - Takie pieniądze to przede wszystkim w tym roku o wiele za mało. Dlatego też tak ważne jest zagwarantowanie wpływów za bilety i ze sponsora  – mówił nam Ślak.

Na sesji radni przegłosowują dotację dla Śląska. Urzędnicy o Ślaku zaczynają mówić źle. Rafał Dutkiewicz wypala nawet, że Ślak zrobił ich w konia. Jednak po cichu przyznają również, że jeśli biznesmen wpłaci pieniądze wynikające z umowy, to zostanie właścicielem klubu.

Teraz sytuacja wygląda tak, że Ślak wciąż zapewnia, że chce kupić klub. A miasto i ich doradca Jacek Masiota twierdzą, że Ślak tylko tak mówi, żeby uniknąć wypłaty ogromnego odszkodowania. Jeśli bowiem okazałoby się, że Ślak po wygranym przetargu nie kupi klubu i wykazana zostanie jego zła wola, to będzie musiał wpłacić na konto gminy do 30 milionów złotych.

Trudno uwierzyć w wersję, w której Grzegorz Ślak – co by nie mówić mający na koncie sukcesy w biznesie – przystąpił do przetargu, którego nie chciał wygrać. A jak już wygrał, to postanowił się wycofać rakiem.

Możliwe więc, choć to oczywiście teoria spiskowa, że Ślak występujący z tak wielką przewagą negocjacyjną, rozmawiający z miastem, które marzy o pozbyciu się Śląska, uznał, że zagra o jeszcze więcej: o 10 milionów złotych dotacji, które ma trafić z miasta do Śląska, a których klub nie będzie musiał miastu zwracać.

- Takie rozwiązanie trzeba brać pod uwagę – mówi nam radna Katarzyna Obara, która jako pierwsza zwróciła uwagę na niejasności związane z przetargiem na Śląsk. - Moim zdaniem rzeczywistość jest jednak inna. Grzegorz Ślak wziął udział w przetargu, by się uwiarygodnić w świecie biznesu. Pokazać się jako sprawny menedżer, którego stać na klub. Wygrał przetarg. A teraz, znalazł luki w umowie, które wytyka miastu, i które będą dla niego świetnym pretekstem, by nie podpisać tej umowy. Jeśli miasto poda go do sądu o odszkodowanie, to nie wierzę, aby coś z tego uzyskało. Historia z Solorzem niestety potwierdza takie przypuszczenia – kończy radna.

Jak ostatecznie będzie? Przekonamy się pewnie w ciągu najbliższych miesięcy. Teraz każda ze stron powinna zrobić krok do tyłu i spokojnie porozmawiać. Być może nie wszystko jeszcze stracone. W poniedziałek rano usłyszeliśmy od Ślaka: - Jeśliby jednak został właścicielem Śląska, to proszę mi wierzyć, że zrobiłbym bardzo dużo, żeby pokazać, jak świetnie ten klub może działać i jakie wyniki osiągać.

Tymczasem przypomniał o sobie, nieco przecież zapomniany, Dean Johnson. - Wciąż chce kupić mniejszościowy pakiet akcji, który należy do Konsorcjum – mówi jego prawnik, mec. Paweł Tenerowicz. - Pan Johnson chce być aktywnym współwłaścicielem. Ale o szczegółach nie chcę teraz nic mówić. Porozmawiamy, jak już kupi akcje – słyszymy.

 

 

 

Oceń publikację: + 1 + 12 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~Janusz Stodulski 2017-07-17 21:53:11

    Panowie, duma w kieszeń i powróćcie do rozmów. Kibice tego oczekują. Przecież każdy z Was chce przecież dobra Śląska !!!!!

    7 0

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Kto byłby lepszym prezydentem Wrocławia?




Oddanych głosów: 286