- Pierwszymi słowami, które przychodzą mi do głowy, gdy w kilku zdaniach mam opisać swoje wrażenia z podróży po Mongolii, są: przestrzeń i cisza- mówi Wilkowski. - Mongolia to kraj pięciokrotnie większy od Polski, a jednocześnie liczący niecałe trzy miliony mieszkańców. Poza stolicą, Ułan Bator, Mongolia nie posiada większych metropolii czy zagłębi przemysłowych. Gdy opuścimy miasto lub wioskę przez wiele godzin możemy wędrować przez rozległe stepy spotykając na swojej drodze jedynie nomadów, którzy poczęstują nas słoną, ale smaczną herbatą czy kumysem, mlecznym napojem alkoholowym- opowiada fotograf.
O swoich niecodziennych spotkaniach, a także o wyprawie konno wzdłuż jeziora Chubsuguł, o perypetiach związanych z podróżowaniem autostopem, powrocie koleją transsyberyjską i kilku innych sprawach autor zdjęć będzie wspominał o 17.00 w Centrum Kultury Zamek.
O autorze:
Marcin Wilkowski, z zawodu fotograf, z zamiłowania idealista z przechyłem w kierunku melancholii. Jeśli muzyka to jazz, jeżeli napój to kawa lub woda. Dużo czyta, sporo spaceruje. Zapytany o idola wymieni najprawdopodobniej Junga. Podatny na wzruszenia, przeczulony na uproszczenia. Dawno temu grał na perkusji w dwuosobowym zespole, wykonującym muzykę wymykającą się wszelkiej definicji.
Jako fotograf współpracował min. z organizacją NICEM (zajmującą się sprawami mniejszości narodowych w Irlandii Północnej), Mandarin Speakers Association (zrzeszającą imigrantów z krajów azjatyckich, mieszkających na terenie Wlk. Brytanii) oraz magazynem Link Polska wydawanym na terenie Irlandii.