Drużyna Widzewa Łódź zdobyła twierdzę Wrocław. Łódzka ekipa bezlitośnie wypunktowała Śląsk w pierwszej połowie, strzelając dwa gole. I zespół gości nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa, choć Śląsk - po golu Sebastiana Mili w drugiej połowie - do ostatniej sekundy gry oblegał bramkę rywala. Niestety, oblężenie bramki Macieja Mielcarza efektów nie przyniosło i Śląsk musi przełknąć gorycz pierwszej w tym sezonie porażki, na dodatek poniesionej na własnym boisku.
To było pięć minut, które wstrząsnęło Śląskiem Wrocław i - na dobrą sprawę - ustawiło niedzielny mecz. Widzewiacy od dobrych kilkunastu minut coraz mocniej zaznaczali swoją obecność na boisku, a Śląsk nieco za mocno cofnął się do obrony, dając łodzianom się rozkręcić. I wrocławianie musięli przyjąć dwa szybkie ciosy. Pierwszy zadał w 33. minucie Gruzin Mika Dżalamidze. Młody pomocnik uśpił czujność Amira Spahicia i pognał samotnie na bramkę Śląska. Pewnie położył na murawie Mariana Kelemena i otworzył wynik meczu. Drugi cios zadał chwilę później stoper Jarosław Bieniuk. Ten dołożył tylko głowę do dobrego dośrodkowania Dudu Paraiby z rzutu wolnego i podwyższył prowadzenie Widzewa.Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze