Reklama

Gorzki smak porażki. Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 0:1

26/11/2011 00:00

Kto sądził, że będąca w kryzysie Wisła Kraków w piątek padnie łatwą ofiarą Śląska Wrocław, ten srogo się rozczarował. Mistrzowie Polski pokazali, że dołek dołkiem, ale cały czas są groźni. I wywieźli z Wrocławia trzy punkty, wygrywając 1:0.

Dla Śląska mecz z Wisłą mógł mieć ogromne znaczenie. Raz, że wrocławian zaciekle goni warszawska Legia i każdy punkt ma teraz duże znaczenie dla obu ekip, bo może się przyczynić do roszady na szczycie ligowej tabeli. Po drugie, zwycięstwo pretendenta do tytułu nad mistrzem aktualnym mogło mieć duże znaczenie psychologiczne. Dzięki wygranej Śląsk mógł się poczuć jeszcze mocniejszy. Niestety, krakowianie pokazali we Wrocławiu, że powoli wychodzą z kryzysu, w którym byli przez kilka ostatnich kolejek.


Pierwsza połowa piątkowego meczu poziomem gry nikogo na kolana rzucić nie mogła, bo widowisko tempem gry nie porywało. Lepiej prezentowali się piłkarze “Białej Gwiazdy”. Zespół Kazimierza Moskala dobre kreował grę, w ataku próbował różnych wariantów i obrońcy Śląska mieli pełne ręce roboty. Nieznaczna, ale jednak przewaga Wisły przyniosła owoce w postaci sytuacji bramkowych. Czujność Mariana Kelemena sprawdzali Nunez, Tomas Jirsak, Ivica Iliev i Cwetan Genkow. Ale ze strzałami tej swoistej międzynarodówki piłkarskiej golkiper Śląska sobie radził, albo piłka mijała wrocławską bramkę. Zespół trenera Oresta Lenczyka aż tak klarownych sytuacji strzeleckich sobie nie wypracował. Wrocławianie w tej części gry częściej reagowali na poczynania Wisły, niż samemu prowadzili grę. I tylko Cristianowi Diazowi udało się poważniej zakłócić spokój broniącego bramki Wisły Sergeia Pareiki, ale czujny golkiper z Krakowa strzałami Argentyńczyka zaskoczyć się nie dał.



Piątkową potyczkę ustawiły pierwsze minuty drugiej części meczu. Świeżo po zmianie stron krakowianie wypracowali rzut karny. W 50. minucie Nunez padł w polu karnym po starciu bark w bark z Waldemarem Sobotą. I ta sytuacja będzie we Wrocławiu analizowana dość długo, bo i tej “jedenastki” być nie musiało. Starcie obu piłkarzy przypominało walkę na łokcie żużlowców wjeżdżających w łuk. Ale Nunez najpewniej uznał, że jeśli się położy, to sędzia gwizdnie jedenastkę i się nie pomylił. A rzut karny na gola zamienił Rafał Boguski.



Odpowiedź Śląska była błyskawiczna, ale niestety nie do końca skuteczna. Bo chwilę po straconym golu świetną szansę miał Cristian Diaz. Ale jego strzał z kilku metrów minął poprzeczkę bramki Wisły niekoniecznie z tej strony, z której powinien i krakowanie mieli w tej sytuacji sporo szczęścia. Później fortunę wyręczał już Pareiko, który wybronił strzał Waldemara Soboty oddany prawie z linii bramkowej, efektowną przewrotkę Cristiana Diaza i kolejny strzał Soboty. I golkiperowi z Krakowa koledzy z zespołu winni są co najmniej dobry obiad, bo gdyby nie jego refleks, Wisła mogłaby wyjechać z Wrocławia na tarczy.



Im bliżej było końca meczu, tym Śląsk napierał mocniej. Wisła jednak potrafiła bronić się mądrze, nie dając rywalowi rozwinąć skrzydeł. I z wrocławskich ataków wynikało najczęściej tyle, że “czyścili” je obrońcy krakowskiej ekipy. A Wisła sama też potrafiła przycisnąć Śląsk i niewiele brakowało, by drużyna trenera Moskala strzeliła kolejnego gola. Ale tuż przed końcem meczu Mariusz Pawelec pozbawił premii za zdobytą bramkę Cwetana Genkowa, w ostatniej chwili wybijając mu piłkę spod nóg, gdy ten czyhał już w polu karnym Śląska. I na koncie Wisły tego wieczora pozostała jedna bramka. Gorzej, że Śląsk do siatki rywala drogi nie znalazł i poniósł swoją pierwszą porażkę na nowym Stadionie Miejskim we Wrocławiu.



Wynik piątkowego meczu jest dla Śląska niekorzystny, bo jeśli swój mecz z Koroną Kielce w tej kolejce wygra Legia Warszawa, wrocławianie stracą fotel lidera. A przyznać trzeba, że bardziej sprawiedliwym rezultatem wrocławskiej potyczki byłby remis, bo oba zespoły potrafiły zapracować na to, by poważnie zagrozić bramce rywala, a w ich grze nie było widać różnicy klas jednoznacznie przesądzającej, że w piątek we Wrocławiu ktoś był zdecydowanie lepszy. Szkoda za to, że do poziomu piłkarzy nie dostroił się sędzia Borski. I nie chodzi tu nawet o rzut karny, bo ten - choć kontrowersyjny - nie był typowym pomysłem "z kapelusza". Arbiter piątkowego spotkania często mylił się w innych sytuacjach - niemal każdą sporną piłkę przesądzał na korzyść Wisły, często też przerywał grę, choć mógł przymknąć oko i nie przeszkadzać. Tyle dobrego, że sędzia Marcin Borski wyniku spotkania nie wypaczył i Wisły nie można nazwać przypadkowym zwycięzcą tego meczu.



Śląsk Wrocław - Wisła Kraków 0:1 (0:0)


Bramka: Boguski (50. - karny).



Śląsk: Kelemen - Celeban, Fojut, Pietrasiak, Pawelec - Sobota (88. Socha), Dudek, Kaźmierczak, Mila (78. Voskamp), Ćwielong (46. Madej) - Cristian Diaz.


Wisła: Pareiko - Lamey, Czekaj (73. Chavez), Junior Diaz, Paljić - Iliev, Wilk, Nunez, Jirsak (68. Garguła), Boguski (76. Małecki) - Genkow.



Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).


Żółte kartki: Sobota, Mila - Wilk, Jirsak, Nunez, Lamey.


Widzów: 43 tys.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości