Reklama

Jak mecze Śląska z Arką nabrały innego wymiaru

20/03/2012 00:00

Dzisiaj Śląsk w ćwierćfinale Pucharu Polski zmierzy się na Stadionie Miejskim z Arką Gdynia. Pojedynki obu zespołów od pewnego czasu nie są zwykłą rywalizacją. Wszystko rozpoczęło się dziewięć lat temu...

Zacząć trzeba od tego, że bardzo duże znaczenie w meczach Śląska z Arką odgrywają kibice. A właściwie ich wzajemna, delikatnie mówiąc, niechęć. Wszystko przez Lechię Gdańsk. Wrocławscy fani od ponad 30 lat żyją z kibicami z Gdańska w zażyłej przyjaźni. Szalikowcy z Gdyni uważają natomiast lokalnego rywala za wroga numer jeden.


 


Wzajemna niechęć osiągnęła apogeum 30 marca 2003 roku przy okazji meczu obu zespołów występujących wtedy w drugiej lidze (dzisiejsza liga pierwsza). Wówczas na ulicy Grabiszyńskiej we Wrocławiu chuligani Śląska wraz ze wspierającymi ich przyjaciółmi z Wisły Kraków i Lechii Gdańsk stoczyli gigantyczną bitwę z pseudokibicami Arki oraz Lecha Poznań. Jeden z uczestników walk zginął, a kilkunastu zostało poważnie rannych.

Reklama

Niemal w tym samym czasie, kiedy chuligani walczyli na Grabiszyńskiej, piłkarze zaczynali spotkanie na boisku na Oporowskiej. Po jednostronnym widowisku, toczonym w fatalnej atmosferze ze względu na wiadomość o śmierci kibica, Arka wygrała 5:0. Po latach okazało się, że nawet gdyby Śląsk zagrał fantastycznie, nie miał szans, bo spotkanie było z góry ustawione - zespół z Gdyni miał wygrać. I w ten sposób możemy przejść do kolejnej odsłony pojedynków wrocławsko-gdyńskich.


 


Los chciał, że rok później oba zespoły zmierzyły się z sobą w barażach o grę w drugiej lidze. We Wrocławiu na Oporowskiej zjawiło się na pierwszym meczu ponad osiem tysięcy widzów. W Gdyni zainteresowanie było również ogromne. Emocje były niesamowite. Tyle, że wszyscy, którzy wtedy zjawili się na trybunach, mogą się czuć oszukani. Po latach wyszło na jaw, że Arka kupiła baraże i jeszcze przed pierwszym gwizdkiem pierwszego starcia we Wrocławiu, było jasne, że w dwumeczu górą będzie zespół z Gdyni. Sędziowie pilnowali, aby nic się Arce nie stało i wzorowo wywiązali się ze swojej pracy. Dla ścisłości dodajmy, że Śląsk u siebie wówczas zremisował 0:0 a na wyjeździe przegrał 1:2. W pierwszym meczu wrocławianie grali w dziesiątkę całą drugą połowę, a w rewanżu musieli sobie radzić bez jednego zawodnika już od 30 minuty.

Reklama

 


Wszystkie te pozaboiskowe historie sprawiły, że mecze Śląska i Arki są dzisiaj traktowane w sposób szczególny. Z jednej strony można się cieszyć, bo takie pojedynki wzbudzają więcej emocji i zainteresowania. Szkoda tylko, że w tym wypadku fundamentem nie jest zwykła rywalizacja o sportowy wyniki, a sprawy, które z samą piłką nie mają nic wspólnego.


Mariusz Wiśniewski

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości