zamknij

Sport i rekreacja

Łukasz Dobranowski: W Knurach stawiamy na profesjonalizm [WYWIAD]

2017-02-10, Autor: Paweł Prochowski

Ultimate frisbee to wciąż sport niszowy, ale bardzo widowiskowy. Szerszej publiczności zostanie zaprezentowany podczas tegorocznych igrzysk The World Games we Wrocławiu. Łukasz Dobranowski, grający prezes KWR Knury Kamieniec Wrocławski i wielki miłośnik ultimate opowiada o tej ciekawej dyscyplinie, a także o początkach klubu i jego obecnej działalności. Zapraszamy do lektury!

Ultimate frisbee to wedle ogólnej definicji gra łącząca elementy rugby, piłki nożnej, piłki ręcznej i koszykówki. Przybliż proszę trochę bardziej ten sport.
Wiodącymi sportami są koszykówka, piłka ręczna i futbol amerykański. A o co w tym wszystkim chodzi? Gra się na boisku o wymiarach 100 na 37 metrów, na końcach którego umieszczone są strefy przyłożenia, gdzie trzeba złapać dysk, by zdobyć punkty. Zaczynamy długim wyrzutem, przeciwnik łapie dysk i jest w ataku. Celem gry jest podawanie w taki sposób, by doprowadzić dysk do strefy przyłożenia. Co ważne, nie wolno biegać z dyskiem. W ultimate można złapać go w wyskoku, ale spadając trzeba się jak najszybciej zatrzymać.

Skąd pomysł na taki trochę nietypowy sport we Wrocławiu, gdzie dominuje piłka nożna, a silne są m.in. siatkówka i koszykówka?
Faktycznie, to nietypowy sport i... chyba właśnie stąd ten pomysł, żeby spróbować czegoś innego. We Wrocławiu jest spora grupa osób otwartych na innowacje. W tym sporcie nie ma sędziów, a wszystko bazuje na specjalnych zasadach, naszym kodeksie "spirit of the game", czyli po prostu duchu gry. Oprócz zasad, które są ściśle ustalone i trzeba się ich trzymać, są też zawarte kwestie rozwiązywania sporów oraz co zrobić, kiedy trudno wyjaśnić dany spór, kiedy nie można znaleźć wspólnego języka z rywalem. A ponadto, ultimate to jest coś wspaniałego, nieprzewidywalnego. To nie piłka, tylko 175 gram plastiku, który nie zawsze lata tak, jak byśmy sobie tego życzyli. To też jest w tym wyjątkowe.

Nieformalnie historia Knurów Kamieniec Wrocławski rozpoczęła się w 2013 roku...
Wtedy pojechaliśmy jeszcze nieformalnie do Dopiewa na GOSiR Cup, w którym zajęliśmy drugie miejsce. Wcześniej graliśmy w zespole Flow Wrocław i właśnie tam zaczynaliśmy swoją przygodę z ultimate. A pomysł na założenie swojego zespołu pojawił się u nas, na boisku w Kamieńcu Wrocławskim.

...a oficjalnie działacie jako klub sportowy od roku 2016. Można powiedzieć, że przeszliście na zawodowstwo?
Bardziej można powiedzieć, że się sformalizowaliśmy. Chcemy być klubem sportowym, by pokazać, że wszystko u nas funkcjonuje tak, jak w innych klubach. Przyjęliśmy w Knurach wewnętrzną listę zasad, którą każdy zawodnik podpisuje i jest ona takim odpowiednikiem kontraktu. Zawodnicy są zobowiązani do przestrzegania zasad, ale można je również modyfikować podczas walnych zgromadzeń, które właśnie często służą jako panel dyskusyjny. W naszym klubie stawiamy na profesjonalizm, na dyscyplinę, w skrócie - chcemy być najlepsi!

A jak to się zaczęło u Ciebie? Od kilku lat wielką pasją jest ultimate, a co było wcześniej?
Od siódmego roku życia trenowałem tenisa ziemnego, na bardziej profesjonalnym poziomie, bo byłem w kadrze Dolnego Śląska, jeździłem też na mistrzostwa Polski. Później przyszła matura i rodzice postawili na naukę, musiałem zakończyć karierę. Ale absolutnie nie żałuję (śmiech). Przez chwilę grałem w koszykówkę, a w kwietniu 2012 roku - pamiętam to jak dziś - poszliśmy ze znajomymi na pierwszy trening frisbee, dostaliśmy zaproszenie od Oli Szyrwiel z AWF-u, która zresztą cały czas gra aktywnie we Flow, i tak nam się to spodobało, że gramy do dziś. I jeszcze długo pogramy, bo to miłość od pierwszego wejrzenia (śmiech).

Graliście w drużynie Flow, a po czasie postanowiliście powołać do życia Knury. Skąd ten rozłam?
Doszliśmy do takiego poziomu, gdzie oprócz tego, że graliśmy, postanowiliśmy jeszcze uczyć innych i nie wychodziło nam to najgorzej. Nowe osoby w szybkim tempie zaczęły łapać zasady i grać coraz lepiej, aż w pewnym momencie mieliśmy świetną ekipę u nas, która nie grała we Flow. Tam natomiast dochodziło do małych zgrzytów wewnątrz, nastąpiło trochę komplikacji i postanowiliśmy, że założymy nową drużynę, która będzie działać na naszych zasadach.

Ilu obecnie zawodników liczy sobie kadra Knurów?
Obecnie jest 26 aktywnych graczy, z czego dwóch poza Kamieńcem, na wyjeździe, ale cały czas liczymy ich jako aktywnych, bo mogą w każdej chwili wrócić. Z pozostałych osób trenujących wybieramy kadrę na halowe mistrzostwa Polski, które odbędą się za trzy tygodnie we Wrocławiu. Tam gramy po pięciu zawodników, na plaży również występuje się po pięć osób, a na dużych trawiastych boiskach już po siedmiu zawodników. Na zawody na tej nawierzchni przydałoby się zabrać takie trzy linie, czyli 21 zawodników, więc praktycznie bierzemy wszystkich.

Obecnie jesteście jednym z najlepszych zespołów w Polsce, a niewiele brakowało, by Knury przestały istnieć.
Jesteśmy w czołowej trójce, obok Flow Wrocław i Grandmaster Flash Warszawa. Wiedziemy prym we Wrocławiu i okolicach, ale cieszy nas fakt, że zawiązują się inne zespoły. Na początku mieliśmy problem, żeby wskoczyć na odpowiedni poziom, pojawiały się problemy z samodyscypliną i dbaniem o reprezentatywność, szczególnie na wyjazdach. Dwukrotnie byliśmy blisko zrezygnowania, ale usiedliśmy, poważnie sobie porozmawialiśmy i wszystko przeanalizowaliśmy. Szybko nauczyliśmy się na błędach, bo już pół roku później osiągnęliśmy coś niesamowitego, bo jako debiutanci zajęliśmy drugie miejsce w mistrzostwach Polski.

I rozumiem, że to pozostaje Waszym największym sukcesem?
Zdecydowanie tak. W tym roku będziemy chcieli poprawić ten wynik, a także powalczyć o mistrzostwo Polski na hali, choć traktujemy je bardziej jako przetarcie, trening. Oczywiście nie odpuszczamy, bo to dobra okazja, by pokazać, jak działa nasz klub i jak prosperuje. A w mistrzostwach Polski na trawie chcemy zająć miejsca w czołowej dwójce i kto wie, może uda pojechać się do Ohio na Klubowe Mistrzostwa Świata.

Jednak nie byłby to Wasz debiut w rozgrywkach międzynarodowych, prawda?
Jako Knury wzięliśmy udział w kilku turniejach międzynarodowych, ale wszystkie były rozgrywane w Polsce. W tym roku dostaliśmy zaproszenie, z racji wicemistrzostwa Polski, żeby rywalizować w europejskich rozgrywkach - Klubowych Mistrzostwach Europy, takiej naszej "Lidze Mistrzów", gdzie spotkamy się z najlepszymi drużynami w Europie. Ponadto pod koniec zeszłego roku wzięliśmy udział w międzynarodowym turnieju Igloo, który wygraliśmy. Powoli się rozkręcamy, jesteśmy jeszcze młodzi (śmiech).

W jakich krajach ultimate jest najbardziej rozwinięty?
Na pewno Stany Zjednoczone. Tam to wymyślono i tam jest profesjonalne podeście, zresztą do każdego sportu, niezależnie czy jest to ultimate, kręgle czy futbol. Teraz we Wrocławiu odbędą się Igrzyska Sportów Nieolimpijskich The World Games i reprezentacji USA również tam nie zabraknie. Będzie też Kanada, Japonia, Kolumbia i Australia, czyli topowe drużyny na świecie.

A w jakim miejscu jest Polska?
W kategorii mixed w zeszłym roku na mistrzostwach świata w Londynie zajęliśmy miejsca 9-12. Ze względu na bardzo trudne warunki organizatorzy zaniechali rozgrywania meczów o te lokaty, przyznając je czterem zespołom. Patrzę na nasz team Polska optymistycznie, bo sam jestem członkiem reprezentacji, a z Wrocławia w kadrze jest jeszcze mój brat Filip oraz Paulina Lewandowska z Flowers Wrocław. Na World Games zagramy z wymienioną już światową czołówką i będzie nam bardzo ciężko. To jest inny turniej niż mistrzostwa świata, niemniej jestem dobrej myśli.

Ultimate to również nietypowy sport, bowiem nieczęsto zdarza się, by w jednym zespole grały kobiety i mężczyźni.
To bardzo ciekawe doświadczenie. Wszyscy nastawiamy się na jeden cel, a bardzo dobrze czasami skonfrontować swoje poglądy na boisku z żeńskim punktem widzenia, więc ta koedukacja jest fajna (śmiech). Kategoria mixed jest najbardziej rozwinięta w kraju, bo tak naprawdę od tego się zaczęło. W innych sportach zdarzają się drużyny mieszane, przykładowo jak Agnieszka Radwańska zagra z Jerzym Janowiczem, ale ta kategoria jest na drugim planie. Myślę, że właśnie rozwój w kategoriach open i women to coś, co pozwoli na troszkę większą uwagę szerszej publiczności. Dobrym trendem byłaby zmiana dywizji wiodących na open i women, a nie mixed. Swoją drogą dzięki temu łatwiej byłoby w przyszłości zorganizować ciekawą ligę, a moim zdaniem polskiemu ultimate potrzeba ligi z prawdziwego zdarzenia. Mam nadzieję, że wszystko przed nami.

Jesteś grającym prezesem klubu, takim człowiekiem od wszystkiego. Ciężko zarządza się klubem w takiej sytuacji?
Nasza Pani Sołtys powiedziała o mnie "człowiek-orkiestra", więc coś w tym jest (śmiech). Nie jest ciężko, bo ultimate jest na takim poziomie, że wszystkie inicjatywy wychodzą od zawodników. Dzięki formalizacji mamy pomoc gminy, ale wszystkie relacje i układy sponsorskie pochodzą od graczy. Brakuje jeszcze w tym sporcie sponsorów i dużych pieniędzy. Wszystko dlatego, że ultimate jest jeszcze sportem niszowym, ale o ogromnym potencjale, który może mu nadać dynamiczny rozwój. Niewiele osób wie, co to jest, część dalej sądzi, że frisbee ogranicza się do zabaw z psem (śmiech). Jeszcze nie ma nas w telewizji, jeszcze nikt nie wpadł na to, że na tym można zarabiać. Myślę, że potrzeba jeszcze kilkunastu lat, żeby ultimate zaczął być traktowany i postrzegany w naszym kraju jako prawdziwy sport. Tak jest przykładowo w Stanach Zjednoczonych, pełen profesjonalizm. Nie ukrywam, że wszelka pomoc sponsorska na tym etapie naszej działalności jest mile widziana. Staramy się promować poprzez eventy, działamy też w social mediach i na turniejach, na których z roku na rok przybywa widzów. W ostatni weekend marca organizujemy w Kamieńcu Wrocławskim UltiWeek, czyli takie nasze otwarcie sezonu. Będziemy również tam przeprowadzać nabór do naszej drużyny.

Wspomniałeś o naborze - co powinien umieć, czym charakteryzować się potencjalny zawodnik?
Przede wszystkim pokora. To tak na sam początek, bo trzeba umieć słuchać bardziej doświadczonych zawodników. Gra w ultimate znacznie różni się od rzucania w parku i my głównie uczymy grać, choć na rzutach też się skupiamy. Ważna jest jednak wszechstronność i przyswajanie informacji, nie tylko o rzutach, ale również o dobrym ustawianiu się i mądrej grze. A z innych cech to na pewno szybkość, skoczność, dynamika i bycie zdolnym do działania w zespole. To jest sport drużynowy, trzeba być wyrozumiałym i liczyć się z innymi. Są różne sytuacje, w których niezbędna jest chłodna głowa i zimna krew.

A jakie są koszty utrzymania klubu ultimate?
Musimy płacić za boiska pełnowymiarowe, które są dla nas najlepsze do treningów. Z kolei te mniejsze "orlikowe" mamy darmowe, ale ciężko na nich przeprowadzić pełną jednostkę treningową. Opłaty wiążą się z różnego rodzaju turniejami, a klub utrzymuje się ze składek członkowskich i grantów od partnerów. Koszty nie są duże, bo jeszcze nie mamy opcji, żeby płacić zawodnikom.

"Jeszcze" - to brzmi optymistycznie.
Dokładnie tak, "jeszcze", bo nie oszukujmy się, cały czas dążymy do tego, by się to zmieniło.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ PROCHOWSKI

Reklama

Oceń publikację: + 1 + 17 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy będziesz korzystać z Centrum Innowacji dla Kultury i Edukacji w przejściu Świdnickim?




Oddanych głosów: 44