zamknij

Sport i rekreacja

Marek Solarewicz: Zbieramy efekty naszej pracy [WYWIAD]

2017-01-21, Autor: Paweł Prochowski

Impel Wrocław w tym sezonie prezentuje się bardzo dobrze, a ogromna w tym zasługa szkoleniowca Marka Solarewicza i jego sztabu. Ze trenerem wrocławskiego zespołu rozmawiamy m.in. o jego dotychczasowych doświadczeniach, celach na obecny sezon oraz różnicach w siatkówce kobiet i mężczyzn. Zapraszamy do lektury!

Pełnił Pan w siatkówce już wiele funkcji - pierwszego szkoleniowca, trenera przygotowania fizycznego, statystyka. Które z tych stanowisk jest Panu najbliższe?
Mogę powiedzieć tyle, że teraz nie jestem już ani statystykiem, ani trenerem przygotowania motorycznego. Oczywiście wszystkie te doświadczenia mają wpływ na moje obecne prowadzenie zespołu, bo jest wiele aspektów pracy pierwszego szkoleniowca, które się łączą, np. analiza gry z przygotowaniem ćwiczeń siatkarskich czy przygotowaniem motorycznym. Na pewno to się przydaje. Dużo mogę też wziąć z obserwacji innych trenerów czy konferencji trenerskich. Pomocna też była praca jako asystent, bo mogłem podpatrzeć jak inni trenerzy radzą sobie w akcji i przekonać się, które rozwiązania się sprawdzają, a które nie. Teraz mogę je dopasować do swojej filozofii pracy i stylu gry mojego zespołu.

Jako asystent pracował Pan z sześcioma szkoleniowcami - Maciejem Jaroszem, Ireneuszem Kłosem, Rafałem Błaszczykiem, Tore Aleksandersenem, Nicolą Negro i Jackiem Grabowskim. Którego wspomina Pan najlepiej, od którego można było najwięcej się nauczyć?
Od każdego można się wiele nauczyć, tylko trzeba chcieć i obserwować. Często oglądam treningi zespołów młodzieżowych, juniorskich czy nawet seniorskich trzecioligowych i od szkoleniowców tych drużyn również jestem w stanie się dużo nauczyć. Spośród tych, z którymi pracowałem, nie wyróżniłbym jednego. Każdy miał inne podejście - przykładowo trener Aleksandersen to wiedza techniczna, trener Błaszczyk, z którym zaczynałem pracę i wprowadzał mnie do siatkówki, dzielił się wiedzą organizacyjno-siatkarska, a trener Negro to z kolei informacje taktyczne. Miło wspominam pracę z trenerami Kłosem i Jaroszem, a dzięki trenerowi Makowskiemu miałem okazję zobaczyć siatkówkę na wyższym poziomie, międzynarodowym. Zwieńczeniem różnych obserwacji jest osoba Jacka Grabowskiego. Dużo dyskutowaliśmy w poprzednim sezonie. Z każdej współpracy można było coś wyciągnąć.

Był Pan przygotowywany do roli pierwszego trenera, więc późniejsza nominacja nie była aż tak niespodziewana. A czy objęcie zespołu przez prezesa Grabowskiego w trakcie sezonu było zaskoczeniem?
Ciężko mi powiedzieć, ale faktycznie była to niecodzienna sytuacja. Prezes chciał wziąć pełną odpowiedzialność za zespół, bo z poprzednim trenerem sam go budował. To była zagrywka va banque i ostatecznie się opłaciła, bo drużyna zdobyła medal, a trener Grabowski osiągnął sukces i zrealizował swój cel. Odważna decyzja, która zakończyła się happy endem.

Kilka lat był Pan statystykiem. Mógłby Pan wyjaśnić pokrótce na czym polega ta praca?
Jest cała masa rzeczy, które robi statystyk. Teraz wygląda to trochę inaczej, bo gdy ja zaczynałem pracę, to miałem mniej obowiązków, mniej rzeczy było analizowanych i sam rozwijałem temat analizy gry. Następnie dołączył do nas Wojciech Kurczyński, który też dodawał swoje pomysły, a teraz Mateusz Janik, zbiera wspólnie nasze doświadczenia i może na ich przykładzie szybciej się uczyć. A na czym polega... Statystyk obecnie analizuje wszystkie mecze ligowe, ogląda każdy mecz i zapisuje wszystkie akcje. Każde dotknięcie piłki jest bardzo ważne, bo możemy wyciągnąć mnóstwo informacji o zachowaniach przeciwnika na parkiecie i wypracować z tego przewagę.

Przed sezonem Impel zrezygnował z europejskich pucharów. Patrząc z perspektywy czasu czy to dobra decyzja? Nie jest Pan głodny międzynarodowej rywalizacji?
To była przemyślana decyzja. Wiedzieliśmy jakim składem dysponujemy, czego możemy się spodziewać i wiedzieliśmy, że musimy pracować. A jeśli chcemy ciężko trenować, to po prostu musimy mieć na to czas. Nie zakładaliśmy gry w Lidze Mistrzyń, a zamiast tego chcieliśmy mieć więcej czasu w tygodniu na treningi. Obecnie się to sprawdza, wszystko jest zbalansowane i mamy więcej możliwości do ćwiczeń i rozwoju naszych zawodniczek. To jeden z punktów, które obiecałem siatkarkom przed sezonem. Wszystko działa jak zespół naczyń połączonych - jeśli mówimy o rozwoju, to musi być czas na odpowiednie treningi, dlatego decyzja o wycofaniu się z pucharów była jak najbardziej logiczna ze wszystkich stron. A teraz zbieramy efekty naszej pracy.

Czyli rozumiem, że jest Pan zadowolony z pierwszej części sezonu?
Tak, zarówno z zespołu, jak i indywidualnie z siatkarek. Nie zmienia to faktu, że zawsze może być lepiej - na tej zasadzie pracujemy. Zawsze szukamy dodatkowych rozwiązań, a tabela jest efektem naszej pracy, wyznacznikiem pokazującym nam, w którym miejscu jesteśmy. Skupiamy się na każdym najbliższym meczu, nie wybiegamy w przyszłość. To nam ułatwia pracę i analizy.

Poukładanie zespołu po gruntownej przebudowie nie było zbyt łatwe, a klub nie stawiał ściśle określonych celów, więc obecny rezultat jest pozytywnym zaskoczeniem. Nie obawia się Pan, że ewentualne gorsze wyniki będą źle odebrane?
Nie zastanawiam się, jak będzie to odebrane i nie skupiam się na tym. Nie patrzę na to, co mówią ludzie, dla mnie ważne jest zdanie moich zawodniczek, asystentów i wspólnie dyskutujemy nad tym, co jeszcze można poprawić. Klub nie dał określonych celów, ale sami je sobie wyznaczyliśmy. Mamy założenia indywidualne i drużynowe i wiemy, o co walczymy. To nam daje dużo motywacji, bo robimy to dla kibiców, sponsorów i Impela.

Mówił Pan o rozwoju zawodniczek, czy zatem jest Pan zadowolony z postępów młodych siatkarek?
Tak, ale jeszcze dużo pracy przed nimi. Ich postawa już pokazuje, że idziemy w dobrym kierunku jeśli chodzi o ich grę i naszą pracę. Jeśli zawodniczka jest w wieku 18-21 lat, potrzebuje czasu i cierpliwości. Mamy grupę wyróżniających się zawodniczek starszych, 23- i 24-letnich, a jeszcze dwa lata temu to one pełniły rolę tych młodszych i musiały czekać na swoją szansę. Stwarzamy warunki rozwoju, siatkarki mają okazję do wspólnych treningów z najlepszymi zawodniczkami w Polsce i wzajemnie staramy się doskonalić. Bardzo dobrą robotę wykonuje także nasz trener przygotowania motorycznego Łukasz Zarębkiewicz. Progres w zdolnościach motorycznych takich jak siła, szybkość czy wytrzymałość jest widoczny. Rozwój jest jednym z tych celów, o których mówiłem. Myślę, że nie skłamię, jeśli powiem, że każda zawodniczka zrobiła krok do przodu i nie jest to tylko moja sucha opinia, ale mamy potwierdzenie w liczbach. Wskaźniki w stosunku do przedsezonowych sparingów czy poprzednich sezonów podniosły się. Niektórym znacząco, innym nieco mniej, ale widać różnicę.

Przed przerwą świąteczną mówił Pan, że będzie mało czasu na odpoczynek ze względu na pracę. Czy trener siatkarski pracuje 24 godziny na dobę?
To może już przesada (śmiech). Jednak oczywiście, nie było rozprężenia, cały czas pracowaliśmy. Analizowaliśmy ze sztabem nasze mecze, może mniej osobiście, a bardziej telefonicznie. Raz jeszcze ogrom pracy wykonał nasz statystyk Mateusz Janik, bo przeanalizował wszystkie mecze rundy, Wojtek Kurczyński z Mateuszem Żarczyńskim mu pomagali, Mateusz bardziej pod kątem młodych zawodniczek, bo na co dzień pracuje w Młodej Lidze. Zawsze jest coś do zrobienia, a jeśli nie ma, to szukamy czegoś do wykonania. Nie ma sytuacji, że jest idealnie i odpuszczamy sobie.

Pana żona jest byłą siatkarką, a grała m.in. Gwardii. Udziela Panu jakichś wskazówek, komentuje Pańską pracę?
Nie, bardziej obserwuje, ale też dyskutujemy o siatkówce. Monika już nie gra, ale grała, więc wiadomo, że jak o coś zapytam, to podpowiada, szczególnie w kwestii zachowania kobiet. Ja też się rozwijam i cały czas się uczę i ważne żeby o nich dużo wiedzieć. Kobiety mają różne rodzaje charakterów, różnie zachowują się danego dnia i musimy być ze sztabem - jako faceci - świadomi, dlaczego zawodniczka zachowuje się w dany sposób i to może nie jest jej wina, ale bardziej ja coś robię źle. Patrzymy na wiele aspektów.

Idąc w tym kierunku - pracował pan zarówno w zespołach męskich, jak i żeńskich. Jakie są główne różnice pomiędzy siatkówką męską a żeńską?
Siatkówkę męską znam tylko z obserwacji obecnych, bo gdy zaczynałem pracę z trenerem Jaroszem w męskim zespole Gwardii, wszystko było dla mnie nowe. Oprócz pracy nad naszym zespołem podpatrujemy, jak grają mężczyźni, i na tej podstawie patrzymy w jakim kierunku powinna podążać nasza praca. Zawsze będzie tak, że siatkówka męska będzie dwa-trzy kroki przed damską, dlatego możemy brać dużo technicznych i taktycznych zagrań i wdrażać je w nasz zespół. U nas już stosujemy parę zagrań, ale w tym przypadku należy być cierpliwym, poczekać, aż dane działania zostaną zapamiętane i stosowane przez zawodniczki.

I tak na koniec - czy Impel to zespół na medal?
Tak. Trener musi wierzyć w swój zespół, a ja na pewno wierzę. Mamy swoje cele i nad nimi pracujemy, a jeśli będzie tak, jak do tej pory, to będziemy zadowoleni z tej drużyny - my, czyli sztab szkoleniowy, zawodniczki, prezesi, sponsorzy, Impel i kibice. Chciałbym żebyśmy byli cierpliwi i spokojnie czekali na efekty swojej pracy. Każdego dnia robimy maksymalnie wszystko, żeby nasza gra wyglądała jeszcze lepiej.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ PROCHOWSKI

Reklama

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy policjant, który raził paralizatorem Igora Stachowiaka, powinien trafić do więzienia?




Oddanych głosów: 247