W trakcie zorganizowanej przez magistrat konferencji, zaproszeni urzędnicy i eksperci debatowali na temat pytań referendalnych. Rozmawiali o sensowności budowy metra, spierali się o ograniczanie ruchu samochodowego w centrum, mówili o korzyściach z organizacji dużych imprez i dyskutowali, ile miasto powinno wydawać na rewitalizację kamienic.
W niedzielę wrocławianie - po raz pierwszy w powojennej historii naszego miasta - będą mogli wziąć udział w referendum lokalnym, zainicjowanym przez prezydenta Rafała Dutkiewicza.
W środę magistrat zorganizował konferencję dla mieszkańców poświęconą plebiscytowi. Frekwencja niespecjalnie dopisała - auli na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego nie udało się wypełnić nawet w połowie, a większość publiczności stanowili urzędnicy, radni, aktywiści i dziennikarze. "Zwykłych" wrocławian - dla których przede wszystkim zorganizowano debatę - była garstka.
Auta w centrum: ograniczać, ale z głową
W części panelowej konferencji zaproszeni eksperci dyskutowali o czterech referendalnych pytaniach. Na pierwszy ogień poszło to o ograniczanie ruchu samochodowego w centrum miasta, czyli na obszarze Parku Kulturowego.
- Poradziliśmy sobie z tranzytem w centrum, z modernizacją linii tramwajowych, teraz czas na samochody. Jeśli wrocławianie zagłosują na "tak", oddamy tę przestrzeń pieszym, rowerzystom i komunikacji miejskiej - tłumaczył Marek Żabiński z Biura Rozwoju Wrocławia w magistracie.
Żabiński wyjaśniał, że chodzi przede wszystkim uwalnianie chodników od zaparkowanych samochodów i powolne przekształcanie ciągów komunikacyjnych w ciągi pieszo-rowerowe.
- Ucywilizujemy centrum. Ma to być miejsce spotkań a nie miejsce do parkowania aut - dodawał Marek Żabiński.
Zdaniem Zbigniewa Maćkowa, znanego wrocławskiego architekta, kluczem w odpowiedzi na to pytanie jest słowo "stopniowe".
- Nie może być tak, że całkowicie zamkniemy centrum dla aut. Najpierw musi być odpowiednia alternatywa dla ruchu samochodowego. Do restauracji i usług trzeba przecież dojechać - mówił Zbigniew Maćków.
Jak podkreślał Maćków, ograniczaniu ruchu w centrum musi towarzyszyć budowa parkingów strategicznych na jego obrzeżach.
- Już widać różnicę jeśli chodzi o ruch samochodowy choćby między wschodnią stroną centrum Wrocławia, gdzie są parkingi w Galerii Dominikańskiej i na placu Nowy Targ, a stroną zachodnią czy północną, gdzie takich parkingów nie ma - tłumaczył architekt.
Przeciw wyłączaniu centrum z ruchu samochodowego zdecydowanie opowiedział się Andrzej Dobek ze stowarzyszenia restauratorów Nasz Rynek.
- Bez ruchu kołowego nie ma biznesu. Z Rynku biznes już ucieka, zostają marnej jakości usługi i restauracje, które jeszcze się jakoś trzymają. Nie tędy droga - mówił Andrzej Dobek.
Zdaniem Dobka, dobitnym przykładem jest ulica Szewska, która po zamknięciu jej dla aut wymiera.
- Nie wyobrażam sobie damy w Bentleyu, która będzie musiała przejść 500 metrów w szpilkach, by kupić eleganckie buty. Nie zamykajmy centrum dla aut, tylko utrudniajmy poruszanie się samochodami. To podstawowe założenie - dodawał Dobek.
Metro, czyli co?
Najwięcej kontrowersji i emocji budzi pytanie o budowę metra. Zdaniem profesora Cezarego Madryasa z Politechniki Wrocławskiej, to inwestycja - z technicznego punktu widzenia - jak najbardziej możliwa do zrealizowania w naszym mieście.
- Pytanie, czy wrocławianie chcą je mieć. Zdziwiłbym się, gdy odpowiedzieli na "nie". Ważne, żeby pamiętać, że budowa metra to proces długotrwały - samo przygotowanie trwa od 10 do 20 lat. Trzeba wytyczyć trasy, zarezerwować tereny, wykonać badania geologiczne i wreszcie, zdobyć pieniądze - mówił prof. Madryas.
Profesor Madryas tłumaczył, że metro należy rozumieć jako szybki, wydzielony, całkowicie bezkolizyjny transport szynowy (częściowo naziemny, częściowo podziemny), powiązany z innymi środkami transportu.
Inny naukowiec z PWr - dr inż. Maciej Kruszyna - jest natomiast przeciwnikiem tej inwestycji.
- Nadal tak naprawdę nie wiemy, co się kryje za hasłem "metro we Wrocławiu". Trudno oczekiwać wiążącej odpowiedzi na tak mało konkretne pytanie - podkreślał dr Kruszyna.
Jego zdaniem metro nie jest najbardziej atrakcyjnym systemem dla jak największej liczby osób w naszym mieście. A przy tym jest o wiele za drogie jak na możliwości Wrocławia i nieefektywne ekonomicznie.
- Co ciekawe, w uchwalonej przez radę miejską polityce mobilności zapisano priorytet dla wykorzystywania już istniejącej infrastruktury, a nie budowy nowej, a także dla tramwajów i kolei. Powinniśmy się tego trzymać - mówił Maciej Kruszyna.
Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz przypominał, że gdy po raz pierwszy zaczęto w naszym mieście mówić o metrze, towarzyszyła temu fala entuzjazmu. Potem przyszła druzgocąca krytyka.
- Jeśli emocje sięgają zenitu, to znak, że to dobre pytanie - podkreślał Rafał Dutkiewicz.
Dutkiewicz zapewniał, że nie lekceważy ogromnych kosztów całego przedsięwzięcia, ale tłumaczył, że aby dowiedzieć się, ile tak naprawdę metro we Wrocławiu będzie kosztować, trzeba przeprowadzić pogłębione analizy. A żeby je przeprowadzić, wrocławianie muszą dać zielone światło.
Imprezy: inwestycje i know-how
Trzecie referendalne pytanie poświęcone jest organizacji we Wrocławiu dużych, międzynarodowych imprez jak Euro 2012, ESK 2016 czy Igrzyska Sportów Nieolimpijskich w 2017 roku.
- Duże imprezy to nie cel sam w sobie. Robimy je po to, żeby Wrocław zyskał na atrakcyjności i konkurencyjności, podniosła się jakość życia, zwiększyła baza podatkowa, powstały inwestycje infrastrukturalne - wyliczał w trakcie debaty Jacek Sutryk, dyrektor departamentu spraw społecznych w magistracie.
Zdaniem Sutryka, jeśli wrocławianie uznają, że organizacja dużych imprez to błąd włodarzy miasta, będzie to oznaczało, że takie błędy popełniają wszystkie inne duże miasta.
- Trzeba byłoby sobie odpowiedzieć na pytanie, jak w inny sposób budować atrakcyjność miasta - mówił Sutryk.
Krzysztof Bojda z fundacji Hobbit przyznawał, że imprezy pozwalają zaspokoić ambicje i potrzeby, ale zaznaczał, że najważniejsze są codzienne, oddolne działania.
- Byłem na kilku koncertach Wratislavia Cantans, na których było po prostu pusto - mówił Bojda.
Z kolei Paweł Rańda, były znakomity wioślarz, a obecnie wrocławski radny, podkreślał, że organizacja igrzysk olimpijskich pozwoliła wykonać olbrzymi skok cywilizacyjny zarówno Pekinowi, jak i Londynowi.
- Zaniedbane dzielnice odżyły, znacząco wzrosła liczba turystów i osób uprawiających sport - tłumaczył Paweł Rańda.
Piotr Krajewski, współzałożyciel i dyrektor artystyczny Biennale WRO, podkreślał, że po dużych imprezach kulturalnych pozostają nie tylko inwestycje, ale też przyzwyczajenia kulturalne.
- Zyskujemy know-how, inspiracje kulturalne, no i obiekty - wyliczał Piotr Krajewski.
Rewitalizacja, czyli ile wydawać na kamienice?
Najmniej kontrowersji budzi pytanie o rewitalizację kamienic oraz wnętrz międzyblokowych i podwórek. Problem pojawia się, gdy przychodzi do konkretnych wyliczeń.
- Jeśli wrocławianie odpowiedzą na "tak", a jestem przekonany, że tak odpowiedzą, zintensyfikujemy nasze działania w tym zakresie. Dziś na rewitalizację wydajemy - i mówię tu tylko o środkach z budżetu miasta - 15 mln złotych rocznie, a w ciągu sześciu lat zwiększmy te nakłady o 100 procent - zapowiadał Lech Filipiak, dyrektor departamentu nieruchomości i eksploatacji w magistracie.
Ta kwota to - zdaniem Marka Karabona z Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia - kropla w morzu potrzeb.
- Bo zwiększenie nakładów o 100 procent oznacza, że zamiast 10 będziemy remontować 20 kamienic rocznie. Przy takim tempie zrewitalizowanie całego zasobu zajmie nam ni mniej, ni więcej tylko 300 lat - ironizował Marek Karabon.
Aktywista przypomniał, że w 2009 roku na ten cel miasto wydało aż 73 mln złotych.
- Naszym celem powinna być rewitalizacja 100 kamienic rocznie - dodał Karabon.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze