Reklama

Nie taki słaby Rapid Bukareszt, jak go malują, czyli ostatnia przeszkoda Śląska

06/08/2011 00:00

Już tylko krok dzieli piłkarzy Śląska Wrocław od awansu do fazy grupowej Ligi Europejskiej. Na drodze wrocławskiej drużyny stoi rumuński Rapid Bukareszt. I choć teoretycznie to rywal najsłabszy z grona innych potencjalnych przeciwników Śląska, to jednak wcale nie oznacza, że drużynę Oresta Lenczyka czeka łatwa przeprawa. Wręcz przeciwnie, Rapid Bukareszt zapowiada się na trudnego rywala.

Śląskowi oprócz Rapidu Bukareszt “groziła” gra z włoskim Lazio Rzym, utytułowanym szkockim Celtikiem Glasgow, solidnym co roku Dynamem Kijów z Ukrainy czy angielskim Birmingham City. To firmy renomowane, mające w większości - poza Birmingham - w swoim dorobku sukcesy także na arenach europejskich. Gra z nimi byłaby też sporą atrakcją pod względem marketingowym. Rapid wydaje się być najsłabszy w tym gronie i nic dziwnego, że wynik piątkowego losowania czwartej rundy eliminacji LE przyjęto we Wrocławiu ze sporym optymizmem. Radość nieco jednak opadła, gdy na chłodno przeanalizowano, z kim wrocławskim piłkarzom przyjdzie się zmierzyć. Kapitan Śląska Sebastian Mila przekonuje, że rumuński zespół na pewno wysoki zawiesi poprzeczkę jego drużynie.


- Nie chciałem trafić na Rapid. Dla mnie to taka sama skala trudności jak chociażby Lazio Rzym, z którym też mogliśmy się zmierzyć. Pewnie w Polsce wszyscy teraz myślą, że Rapid to łatwy rywal i Śląsk powinien sobie z nim poradzić. Prawda jest jednak taka, że na tym etapie nie ma już łatwych rywali. Mimo wszystko wierzę w nasz zespół i w to, że awansujemy dalej - komentuje Mila na klubowej stronie internetowej.



Rapid Bukareszt to klub o sporych tradycjach. Założony w 1923 r., zbliża się do okazałej, 90. rocznicy istnienia. Podobnie jak poprzedni pucharowy rywal Śląska, Lokomotiv Sofia, Rapid jest klubem z bogatym kolejarskim wątkiem w swoich dziejach. Należąca dziś do rumuńskiego milionera George Coposa ekipa ze stolicy Rumunii dorobiła się szeregu trofeów. Rapid trzykrotnie był mistrzem kraju (po raz ostatni w 2003 r.), trzynaście razy sięgał po Puchar Rumunii i cztery razy po krajowy Superpuchar.



W poprzednim sezonie piłkarze Rapidu zajęli czwarte miejsce w ekstraklasie i teoretycznie nie mieli co marzyć o grze na boiskach Europy. Ale uśmiechnęło się do nich szczęście. Wicemistrz Rumunii FC Timisoara zbankrutował i został zdegradowany, co sprawiło, że prawo gry w europejskich pucharach otrzymały kolejne zespoły w tabeli. A Rapid, który i tak "załapał się" na puchary, dzięki degradacji FC Timisoara i wysokiej pozycji krajowej federacji w rankingu UEFA, rozpoczął pucharową rywalizację od czwartej rundy i trafił właśnie na Śląsk. Z wrocławianami Rapid powalczy o awans do fazy grupowej i powtórkę z 2006 r., gdy awansował do ćwierćfinału rozgrywek, w których uległ... rywalowi zza miedzy w Bukareszcie, ekipie Steauy.



W kadrze Rapidu większość piłkarzy stanowią Rumuni. Kilku z nich grało niegdyś lub gra obecnie w reprezentacji kraju. To mający za sobą występy m.in. we włoskiej Cessenie czy tureskim Besiktasie Stambuł obrońca Daniel Pancu, wypożyczony z niemieckiego Schalke 04 Gelsenkirchen boczny pomocnik Ciprian Deac, ofensywny pomocnik Ovidiu Herea czy szybki i dysponujący dobrym dryblingiem prawoskrzydłowy Mihai Roman. W talli trenera Razvana Lucescu, syna doskonale znanego w Europie trenera Mircei Lucescu, jest też kilku Brazylijczyków. Na szczególną uwagę zasługuje dwóch z nich. Grający w obronie Ezequias w 2007 r. sięgnął z FC Porto po mistrzostwo Portugalii, a inny defensor Rapidu rodem z Kraju Kawy Gláuber bronił barw m.in. niemieckiego FC Nuernberg (51 występów w Bundeslidze i Puchar Niemiec) i angielskiego Manchesteru City, gdzie zanotował jednak tylko jeden występ.



W ostatnich latach liga rumuńska zrobiła spore postępy. Kluby z tego kraju grywały w Lidze Mistrzów, a Steaua Bukareszt w 2006 r. dotarła nawet do półfinału Pucharu UEFA. Z kolei w sezonie 2009/2010 mało znany nawet w Rumunii zespół Unirea Urziceni pod wodzą dobrze znanego w Polsce trenera Dana Petrescu odważnie wojował w Lidze Mistrzów, gdzie zabrakło mu punktu, by zająć miejsce premiowane awansem do następnej fazy rozgrywek.



Rumuńskich ekip nie wolno więc lekceważyć, bo nonszalancja może się skończyć kiepsko. I dobrze, że piłkarze Śląska Wrocław deklarują szacunek dla rywala. Bo jeśli ze słabszym od Rapidu bułgarskim Lokomotiwem Sofia rozprawili się dopiero po serii rzutów karnych, to z rywalem z Rumunii na pewno nie pójdzie im łatwiej. Najważniejsze, by wrocławianie wykorzystali wreszcie atut własnego boiska, strzelając Rapidowi dwie lub trzy bramki. Bo po raz kolejny potyczka rewanżowa odbędzie się na boisku rywala (w tym wypadku w Timisoarze, bo stadion Rapidu nie spełnia norm UEFA). A jak mawia trener Orest Lenczyk, to właśnie rewanże rozstrzygają o losach pucharowej rywalizacji. Jeśli Śląsk poprawi wreszcie skuteczność i znajdzie sposoby na sforsowanie defensywy ekipy z Bukaresztu, wtedy awans do fazy grupowej Ligi Europejskiej może przenieść się z półki o nazwie “odległe marzenie” do półki podpisanej “piękna rzeczywistość”.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości