Reklama

Obiekty poprzemysłowe: wyburzać czy remontować?

27/06/2010 00:00

Zaczęło się od dawnych fabryk, które dziś przypominają ruiny lub zostały z większym lub mniejszym sensem rozebrane. Skończyło na budowaniu szacunku dla przeszłości, której dowodem są także owe obiekty. Sobotnia debata pokazała, że Wrocław wciąż szuka odpowiedzi na tytułowe pytanie: wyburzać czy remontować.

Przyczynkiem do dyskusji, która zgromadziła historyków sztuki, artystów, dziennikarzy oraz wszystkich tych, którym los architektury poprzemysłowej nie jest obojętny, była wystawa prac Tomasza Jankowskiego w galerii G23 w podwórku wrocławskiego CRK. Autor prezentuje fotografie obiektów, których istnienie jest już najprawdopodobniej przesądzone. Zajezdnia ZNTK, gdzie remontowane były wagony kolejowe, Cukrownia Wrocław, browar przy ul. Jedności Narodowej, budynki Pafawagu, kotłowania 3M czy elewator przy ul. Rycharskiej to miejsca, które przynajmniej częściowo zniknęły lub znikną.





Zdaniem Jankowskiego przyczyna tego zjawiska jest o tyle ważna, co kuriozalna w przypadku sztuki – pieniądze.
- Inwestorowi często bardziej opłaca się wyburzyć stary obiekt i zapłacić karę niż próbować go ratować. - mówi autor wystawy – Potem i tak zwróci mu się to, bo sprzeda drogie mieszkania.
Łatwiej byłoby, gdyby finansowaniem remontu takich obiektów zajęły się instytucje. - Nasze miasto powinno finansować rewitalizację, przeprowadzać remont a potem sprzedawać z zyskiem takie budynki – radził prof. Ernest Niemczyk z Politechniki Wrocławskiej. - To miasto musi mieć pomysł, co zrobić, by stare obiekty zarabiały na siebie!



Nieprecyzyjne prawo, które mówi o możliwości ochrony tego typu obiektów, nie daje jasnej odpowiedzi, które stare zakłady czy fabryki powinny być objęte ochroną w podobnym zakresie, jak zabytki. Dlatego - najczęściej przy małym zainteresowaniu opinii publicznej - znikają one jeden po drugim z wrocławskiej mapy.

- Nie demonizowałbym tego jednak. Wszystkie budynki mają zachowaną dokumentację techniczną i w każdej chwili, kiedy znajdzie się odpowiednio uświadomiony inwestor, można je odtworzyć – tłumaczył dr. Ernest Niemczyk. Kłopot w tym, że potrzebne są też ogromne pieniądze.

– Inwestor, który kupił niszczejący Browar Mieszczański, ochronił go przed wyburzeniem. I za to mu chwała. Inna sprawa, że teraz nie bardzo wie lub ma za co z nim coś zrobić – przekonywała Agata Saraczyńska, historyk sztuki i dziennikarka Gazety Wyborczej Wrocław.



Tomasz Sielicki z Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia wskazywał, że owej dyskusji nie byłoby, gdyby władze i mieszkańcy miasta mieli szacunek dla historii i chcieli zachować tradycję. - Tu cenne pamiątki historii znikają jedna po drugiej i nikomu to nie przeszkadza. To jest najtragiczniejsze. – zaznaczał.



Tymczasem Przemysław Filar (także z TUMW) przekonywał, że nie można zapominać, że miasto musi się rozwijać – Stare fabryki są często w niezłych lokalizacjach w centrum Wrocławia. Nie mam nic przeciwko temu, by te, które są mniej wartościowe znikały na rzecz dobrze zaprojektowanych mieszkań – tłumaczył.



Jasne jest, że nie wszystko warto remontować. - Trzeba starannie wyselekcjonować tych „świadków historii” i walczyć, walczyć ze wszystkich sił, by nie zniknęli z mapy Wrocławia. - apelował autor wystawy.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości