Reklama

Orest Lenczyk wraca do Śląska Wrocław

27/09/2010 00:00

Trener, który doprowadził nasz zespół do trzeciego miejsca w lidze (w sezonie 79/80), po 30 latach wraca do Wrocławia. - Przejmuję okręt trafiony, który wymaga żeby wyprowadzić go na bezpieczne wody. Żeby dopłynął w takie miejsca, na jakie zasługuje Wrocław– mówił o swoim zadaniu Orest Lenczyk. Kim jest nowy trener Śląska Wrocław, którego piłkarska Polska nazywa człowiekiem o żelaznej ręce?

Orest Lenczyk przeprowadził dziś pierwszy trening piłkarzy Śląska:

- Zrobiłem testy wydolnościowe, żeby wiedzieć jak dobrać obciążenia w treningach – tłumaczy nowy, stary selekcjoner WKS.

W ubiegłym tygodniu Śląsk rozstał się z Ryszardem Tarasiewiczem, który wprowadził nasz klub z powrotem do ekstraklasy i zdobył puchar ligi. Lenczyk zapowiada, że będzie się konsultował z byłym już szkoleniowcem, żeby „nie popełnić tych samych błędów.



W ostatnich latach wzywano go na ławki trenerskie ekip, które były w tarapatach. Tak jak teraz Wrocławianie, którzy po piątkowej porażce z Koroną w Kielcach zajmują przedostatnie miejsce w tabeli, bo przegrali ostatnich 5 meczy z rzędu.



68-letni Lenczyk jest najstarszym trenerem pracującym w Ekstraklasie. Do niego też należy rekord pod względem liczby meczów na ławce trenerskiej. Ma ich na koncie 505, z czego 194 wygrał, 155 zremisował, a 160 przegrał. A ten bilans na pewno się zmieni, bo Lenczyk ma pracować we Wrocławiu przez najbliższe dwa sezony. Nestor polskich szkoleniowców rozpoczął tym samym swoją drugą w karierze przygodę z piłkarskim Śląskiem. Ale po kolei.



Lenczyk próbował swoich sił jako piłkarz, ale bez większych sukcesów. Za futbolowym chlebem przejechał za to pół Polski, grając kolejno w Sanoczance Sanok, Stomilu Poznań, Ślęzy Wrocław i Moto Jelczu Oława. Gdy skończył 28 lat, powiesił piłkarskie buty na kołku i zabrał się za trenerkę. Zaczął w 1970 od Karpat Krosno. Pięć lat później dostał pracę asystenta trenera
w Wiśle Kraków. Jako drugi szkoleniowiec przepracował rok, później przejął kierownictwo “Białej Gwiazdy” i w sezonie 1977/1978 poprowadził ją do m.in. mistrzostwa Polski.



Kolejny ligowy sukces zanotował, prowadząc w sezonie 1979/1980 wrocławski Śląsk. Zajął
z nim wtedy trzecie miejsce w lidze, awansował do europejskich pucharów, wprowadzał też do dorosłej piłki młodego Ryszarda Tarasiewicza.



Lista klubów, w których pracował Orest Lenczyk , jest długa i liczy 13 drużyn. W tym m.in. GKS Bełchatów, z którym wywalczył wicemistrzostwo Polski (2006/07), Zagłębie Lubin (awans do Ekstraklasy, sezon 2008/09). Także czwarta przygoda Lenczyka z krakowską Wisłą zapewne zapisała się w jego życzliwej pamięci. Wtedy krakowianie po pasjonującym dwumeczu pokonali hiszpański Real Saragossa i wywalczyli awans do drugiej rundy Pucharu UEFA.



Nazwisko nowego - starego trenera Śląska przewinęło się też na giełdzie nazwisk potencjalnych kandydatów do fotela selekcjonera reprezentacji. W 2009 r. Lenczyk był ponoć w grze o to stanowisko. On sam, pytany przez dziennikarza “Gazety Wyborczej” o zamieszanie wokół jego osoby, komentował je w typowym dla siebie, niepowtarzalnym stylu:



- W trenerskiej karierze przygotowywałem kilku selekcjonerom wielu reprezentantów Polski. Wciąż grają. Poza tym nie uważam się za szkoleniowca coraz głupszego i jeśli funkcjonuję czynnie na rynku trenerskim do dziś, to ma pan odpowiedź na pytanie.



A przy okazji ocenił grę polskiej kadry i jej styl: - Na mecz w biało-czerwonych strojach wychodzą piłkarze nieprzygotowani. Jaki sens mają dyskusje, czy gramy 4-4-2, czy 1-8-2. Jaki sens ma to pieprzenie, skoro zawodnicy nie mają siły?



Na owej “sile” warto chwilę się zatrzymać, bo zdradza kolejną cechę, która tworzy wizerunek Oresta Lenczyka . Szkoleniowiec ten uważany jest w środowisku piłkarskim za człowieka wyjątkowo wymagającego. Pisano o nim, że wyciska z zawodników ostatnie poty, że wymaga od nich doskonałego przygotowania, a czasem wręcz siłą zmusza ich do podstawowych ćwiczeń, jak przewroty w przód czy w tył.



Jest przy tym jest człowiekiem dość zasadniczym. Takim w stylu przedwojennego nauczyciela, który ma wiedzę i potrafi ją przekazać swoim podopiecznym, ale bywa szorstki w obejściu. Wieść gminna niesie, że podczas swojej ostatniej przygody z Wisłą Kraków dość obcesowo potraktował Tomasza Frankowskiego. Młody wówczas piłkarz, widząc Lenczyka po raz pierwszy, miał wyciągnąć rękę na powitanie. Co na to Lenczyk? Miał udać, że “Franka” nie widzi i pójść dalej. W myśl zasady, że to starszy pierwszy wyciąga rękę.



Trudno więc się dziwić, że Lenczyk - ze swoim podejściem do pracy i charakterem - uważany jest za człowieka absolutnie czystego, unikającego układów z menadżerami czy działaczami.
I, co ważne w kontekście afery korupcyjnej, całkowicie odrzucającego wszelkie machlojki.



- Jeśli używa pan sformułowania "polska myśl szkoleniowa", to ja do niej nie należę. Ubolewam, że w kursokonferencjach, w których zabierałem głos, zaledwie garstka trenerów rozumiała, co do nich mówię, i przyznawała mi rację. Ci, którzy podporządkowywali się polskiej myśli szkoleniowej, są tam, gdzie są. Obecny prezes PZPN też był kiedyś trenerem. Mogę żałować, że w Olimpii Poznań, tworze, który w pewnym czasie się skompromitował. W porównaniu z nim ja pracowałem w naprawdę zacnych klubach i pracowałem zupełnie inaczej - powiedział Lenczyk we wspomnianym już wywiadzie dla “GW”, pytany o przyczyny tak krytycznego podejścia wobec działaczy PZPN i tzw. “polskiej myśli szkoleniowej”.



Być może trener o takiej osobowości jest teraz w Śląsku bardzo potrzebny. Dlaczego? Bo Ryszard Tarasiewicz prowadził zespół przez kilka sezonów, tworząc ją według czysto autorskiego projektu. W tegorocznych rozgrywkach jego pomysł stracił potencjał, a Tarasiewicz posadę. Trudno oczekiwać, by po takiej zmianie morale piłkarzy było na poziomie wyższym niż zerowe. Tajemnicą poliszynela jest zaś, że niektórzy z graczy Śląska niekoniecznie myślą tylko o ciężkiej pracy na treningach i wygrywaniu kolejnych spotkań.



Skoro jesteśmy przy tajemnicach poliszynela: kolejną jest, że przez stracił posadę selekcjonera WKS 30 lat temu przez swoją „ciężką” rękę: piłkarze buntowali się przeciw zbyt ich zdaniem ciężkim treningom. Mówi się, że przegrana 7:2 z Dundee United w pucharach to ich „prezent” dla Lenczyka.

O to, czy nie będzie zbyt twardy dla piłkarzy, także pytali go dziś dziennikarze:

- Jestem synem skrzypka, moja córka jest skrzypaczką i ja też mam bardzo delikatne ręce – żartował Orest Lenczyk. - Liczę na uczciwość w kontaktach z piłkarzami. Klub ma kłopoty i to dla niego mają grać – dodał.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości