Najpierw groźne zderzenie auta z pociągiem na przejeździe kolejowym, potem błyskawiczna akcja ratunkowa - kolejna edycja kampanii "Zatrzymaj się i żyj!" zaczęła się w piątek w naszym mieście od symulacji wypadku. - Niepokoi nas liczba zdarzeń, u podstaw których leżą ignorowanie przepisów, pośpiech czy zwykła ludzka głupota - podkreślają kolejarze.
PKP już po raz dziewiąty, równocześnie w 23 miastach w Polsce, rusza z kampanią społeczną "Bezpieczny przejazd - Zatrzymaj się i żyj!". We Wrocławiu kolejną odsłonę akcji zainugurowała symulacja zderzenia pociągu z samochodem na stacji Wrocław Muchobór. W pokazowej akcji ratunkowej wzięły udział jednostki straży pożarnej, pogotowia, grupy ratownictwa specjalistycznego i Straży Ochrony Kolei.
>Zobacz zdjęcia z symulacji wypadku na przejeździe kolejowym
Jak mówi Andrzej Szeszycki z wrocławskiego Zakładu Linii Kolejowych, w ubiegłym roku na Dolnym Śląsku w wypadkach z udziałem pociągów zginęły 3 osoby, a w tym już jedna. W skali całego kraju te statystyki są bardziej przerażające - rocznie na przejazdach kolejowych w całym kraju dochodzi do blisko 250 wypadków, w których uczestniczą samochody - średnio ginie w nich 38 osób, a 80 zostaje ciężko rannych.
Kolejarze podkreślają, że najczęściej przyczyną tych zdarzeń jest ignorowanie przepisów, próba pokonania przejazdu przed zbliżającym się pociągiem mimo znaków "stop" i sygnalizacji ostrzegawczej, omijanie zamkniętych półrogatek, a nawet przejeżdżanie pod zamykającymi się szlabanami.
- Wszystkie przejazdy kolejowe w Polsce są prawidłowo oznakowane i zabezpieczone, zatem bezpieczeństwo na nich zależy wyłącznie od poszanowania przepisów o ruchu drogowym - mówi Andrzej Pawłowski, wiceprezes zarządu PKP PLK.
Drugim problemem, na który zwracają uwagę przedstawiciele PKP, są piesi chodzący po torach i przechodzący przez nie w miejscach niedozwolonych. To kolejne 300 wypadków każdego roku.
- Stale podnosimy poziom bezpieczeństwa ruchu kolejowego, instalując nowoczesne urządzenia, szkoląc ludzi czy usprawniając procedury zarządzania, wskutek czego corocznie zmniejszamy ilość wypadków. Nadal jednak niepokoi nas ilość zdarzeń, u podstaw których leżą ignorowanie przepisów ruchu drogowego, pośpiech czy zwykła ludzka głupota - dodaje Andrzej Pawłowski.
Eksperci szacują, że koszty nagłej śmierci jednej osoby (wliczając w to koszty wypłaty odszkodowań, działania służb ratowniczych, leczenia rannych itp.) to ponad 2 mln złotych. A w rezultacie wypadku na przejeździe lub potrącenia pieszego, przeciętne ograniczenie ruchu wynosi ponad 5 godzin.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze