zamknij

Wiadomości

Robert Butwicki chce zostać prezydentem Wrocławia. „Miasto trzeba zabrać partyjniakom...” [WYWIAD]

2017-08-11, Autor: Marcin Torz

Robert Butwicki oficjalnie ogłasza zamiar startu w przyszłorocznych wyborach na prezydenta Wrocławia i wypowiada wojnę „partyjniakom”. W wywiadzie dla tuWroclaw.com działacz społeczny prezentuje swoje pomysły na zarządzanie miastem, anegtoty z przeszłości, ale też ostro atakuje Alicję Chybicką.

Dlaczego Robert Butwicki postanowił zostać prezydentem Wrocławia?

Reklama

Dlaczego startuję? Ooo!!! Zaczyna pan ze mną rozmowę z grubej rury… Od pozornie najłatwiejszego pytania do kandydata. To ja zacznę od tego, żebyśmy nie oszukiwali Czytelników i przestali sobie „panować”. Dobra? Znamy się przecież i nie ukrywam, że tylko z tego powodu zdecydowałem się na ten wywiad.

No dobrze, to może już powiesz, dlaczego kandydujesz?

Po takim pytaniu powinienem, zacząć od cytatu: „miałem sen”… A następnie – gdybym był jednym z tych polityków w krawacie - pewnie rzuciłbym formułkę w stylu: „Chcę zostać prezydentem Wrocławia, by ludziom w naszym mieście żyło się spokojniej, wygodniej, dostojniej, lepiej”. Albo nie, jeszcze inaczej! „Panie dziennikarzu, dzwonią do mnie, pewne znane i bardzo wpływowe osoby, które proszą mnie o startowanie. Robert ratuj! Startuj!” Coś mi się wydaje, że akurat taki tekst niebawem możemy usłyszeć z ust innego kandydata. Wiadomo o kogo chodzi.

Nic z tych frazesów jednak ode mnie nie usłyszysz. Podjąłem decyzję o stracie i jest to poważna decyzja, przegadana z moją rodziną i gronem najbliższych mi przyjaciół. Żeby było jasne: nie stoi za mną żaden kapitał, żadna partia czy stowarzyszenie. W przyszłym roku skończę 53 lata. To taki wiek, że wzrok zaczyna szwankować, ale słuch zaczyna się wyostrzać. To, co słyszę, zaczyna mnie przerażać, a to, co pamiętam, a pamięć w moim wieku jest lepsza niż kiedykolwiek, bo choć mogę nie pamiętać o urodzinach żony (śmiech), to dokładnie pamiętam Wrocław sprzed 37 lat, czyli tuż przed stanem wojennym. W czasach komuny starałem się walczyć z systemem, byłem jednym z założycieli Międzyszkolnego Komitetu Oporu. W czerwcu 1989 roku odbywają się pierwsze w Polsce i pierwsze dla mnie demokratyczne wybory. Rok później prezydentem Wrocławia zostaje Bogdan Zdrojewski.

Na pytanie nie odpowiedziałeś… Ale OK, kontynuuj.

Zdrojewski szybko stał się symbolem sukcesu samorządu, jego mocnego zakorzenienia i związku władzy z mieszkańcami. Dziecko obudzone o trzeciej w nocy potrafiło powiedzieć, kim jest prezydent Wrocławia. To był niesamowity powiew świeżości i wolności. Przecież kilkanaście miesięcy wcześniej komunistyczni włodarze miasta byli zupełnie anonimowi. Nikt ich nie znał. Aż tu nagle taka zmiana... Jego słynne audycje w telewizji Echo, a potem Dolnośląskiej, w których prezydent błyskał szczegółami naprawy dachu w jednej z kamienic, czy załataniem dziury na uliczce na obrzeżach, przykuwały przed telewizorami tysiące wrocławian. I nieistotne było to, że wszystkie szczegóły były drobiazgowo opracowane przez zespół PR. Zdrojewski stał się prawdziwym symbolem Wrocławia, jego ikoną – dlatego w kolejnych wyborach osiągał rekordowe poparcie. Udało mu się też niemożliwe: potrafił przekuć klęskę powodzi tysiąclecia w sukces społeczności miasta, która zjednoczyła się jak nigdy w walce z żywiołem i wyszła z tego z nowym etosem i miejskimi legendami.

Pod koniec drugiej kadencji popadł w poważne kłopoty, gdy jeden jedyny raz usiłował narzucić państwu swoja autorską interpretację VAT-u płaconego przez miasto. Starcie z fiskusem, inaczej niż w przypadku powodzi, udać się nie mogło, choć i z tego prezydent wyszedł obronną ręką, dostając się do parlamentu z olbrzymim poparciem wrocławian.

Czyżbyś był wielkim fanem Zdrojewskiego?

Zapamiętałem pana prezydenta jako zachowawczego, ale za to przytomnego PR-owca podejmującego szybkie działania, które wpływały na opinię publiczną. Przykłady? Proszę bardzo. Podczas Millenium Wrocławia w 2000 roku, byłem właśnie świadkiem takiej szybkiej PR-owej decyzji. Byłem pomysłodawcą i organizatorem plenerowego koncertu oratoryjnego Carmina Burana. Zamysłem moim było, by wykonali to wybitne dzieło wyłącznie wrocławscy artyści. Chodziło mi o promocję naszych, rodzimych talentów. Do współpracy zaprosiłem maestro Marka Pijarowskiego, solistów: światową gwiazdę Aleksandrę Kurzak, Tadeusza Pszonkę, czy Jacka Jaskuł. Do tego orkiestrę Filharmonii Wrocławskiej, chóry „Gaudium”, Uniwersytetu Wrocławskiego i wiele innych… Wtedy wyglądało to tak, jakby pan prezydent Zdrojewski robił wszystko, by koncert się nie odbył. Ale do rzeczy. Finał jest taki: na rynku tysiące wrocławian ponad dziesięciominutową owacją nagrodziło artystów. Pan Zdrojewski niczym doświadczony skoczek wzwyż, pokonał barierki oddzielające scenę i przejął mikrofon. Wrocławianie byli szczęśliwi i oczywiście bili brawa panu prezydentowi za zorganizowanie całego przedsięwzięcia (śmiech). A pan prezydent – nie przykładając ręki do organizacji – znowu zaistniał jako dobry gospodarz. Tak było…

Teraz dużo bardziej elektryzuje postać Rafała Dutkiewicza. Jak oceniasz obecnego prezydenta Wrocławia?

A to już zupełnie inna bajka. W 2002 roku, kiedy Dutkiewicz objął władzę, z miejsca rozpoczął politykę metropolitalną z prawdziwego zdarzenia. Ściągnął do miasta w wielkiej skali zachodnich inwestorów. Dzięki środkom unijnym zwielokrotnił inwestycje miejskie. Pozwoliło to na skokowy rozwój i przejście Wrocławia do pierwszej ligi polskich miast. Doskonały PR spowodował, że przez wielu byliśmy uważani wręcz za lidera w skali kraju. Ciężko było w to uwierzyć, gdy wspomni się siódme, ósme miejsce Wrocławia, które okupował za komuny. Oceniam bardzo wysoko tę część prezydentury Dutkiewicza. Natomiast mam bardzo krytyczną ocenę pozostałej części. Jego trzecia, a już w szczególności czwarta, kadencja cechowała się swoistym cezaryzmem, w ramach którego wszelkie kolektywne zarządzanie stało się fikcją. A ono właśnie stanowiło o sile miasta za Zdrojewskiego. Za prezydentury Dutkiewicza zmieniło się w układ dworski, w którym zabrakło miejsca dla silniejszych i samodzielnych osobowości.

Układ dworski? Wiele osób o tym mówi… Możesz rozwinąć?

Układ, który wytworzył się wokół Dutkiewicza, ma to do siebie, że się zamyka, blokuje i kręci wokół własnego ogona. Przy prezydencie tkwią te same osoby od lat. Nie wszyscy to wybitni fachowcy, delikatnie mówiąc. Za to przynajmniej kilka osób, które miało swoje zdanie, kompetencje i wiedzę, wylatywało z ratusza. Nie pasowali do dworu. Nie zapewniali Dutkiewicza o jego nieomylności i o tym, że Wrocław jest idealny pod jego rządami. Miasto straciło na takich roszadach.

Wielu szefów otacza się przecież grupą zaufanych ludzi. Co w tym złego?

Wierzę w inteligencję i wiedzę wrocławian. Zmianę tego stanu rzeczy, dworskich klimatów, dworskiego sposobu zarządzania miastem, uważam za najważniejszą i absolutnie kluczową. Wrocław należy oddać wrocławianom. Nie na zasadzie wyborczego sloganu, tylko zarządzania głęboko partycypacyjnego, wykorzystującego jak najwięcej głów, atutów i środowisk. Te „głowy” czy „atuty”, nie mogą pochodzić na przykład od radnych miejskich wybieranych przez suwerena, a zatrudnianych następnie przez prezydenta w zaprzyjaźnionych spółkach. Ta zależność paraliżuje i pracodawcą radnego miejskiego staje się prezydent, a nie wyborca. To koniecznie trzeba zmienić. Cieszę się przy tym, że są już samorządowcy we Wrocławiu, którzy nie boją się o takich patologiach głośno mówić. Kłaniam się tutaj tym samorządowcom, którzy kilka razy publicznie nie owijali w tej sprawie w bawełnę. Szacunek.

Kolejną ważną kwestią jest choćby budżet obywatelski. Powinno się go od razu powiększyć, do co najmniej 100 mln. Ale też uporządkować, tak by w jego ramach faktycznie były realizowane projekty obywateli, a nie urzędnicze, na które żal wydać kasę bezpośrednio z budżetu.

Kolejny grzech obecnego prezydenta to... zaniedbania Dutkiewicza. Przestał spotykać się ze zwykłymi wrocławianami, przestał ich słuchać. Te dyżury prezydenckie, które wprowadził... Na które mogli przyjść zwykli ludzie, żeby opowiedzieć o swoich problemach. Przecież to było żałosne. Tania zagrywka pod publiczkę.

I te słynne już, wyśmiewane przez coraz więcej osób, czwartkowe kolegia prezydenckie. Przestały zupełnie spełniać swoją rolę, jako miejsce starcia poglądów, idei. Stały się maszynką do przyjmowania decyzji, podczas których otwarta dyskusja jest nie do pomyślenia. Nikt tam nie ma prawa krytykować, nie wolno za bardzo pokazywać, że ma się swoje zdanie. Tacy, którzy to próbowali robić, już nie pracują w urzędzie. Z tym wszystkim należy zerwać, otwierając urząd na nowe myślenie i nowe pomysły.

Bezpośrednie zaplecze prezydenta musi być wobec niego krytyczne i mieć odwagę kwestionowania jego woli - tylko wtedy potencjał miasta będzie właściwie wykorzystany. Polityka kadrowa musi uwzględniać przede wszystkim kompetencje, ale też siłę charakteru, niezbędną, aby zrobić z nich właściwy użytek. Średnia wieku kluczowych urzędników musi odpowiadać dynamice wyzwań: wiek emerytalny nie jest zakazany, ale nie może dominować. Politykę miejską trzeba koniecznie wyrwać z kolein utartych szablonów i schematów. Trzeba wpuścić do ratusza dużo świeżego powietrza.

To trochę oczywiste gadanie. Każdy tak może powiedzieć.

Oczywiście. Ale, zrobić to wszystko może tylko kandydat, a potem prezydent, niezależny. Niezależny! Poza układami politycznymi i układem klienteli. Ważne kierunkowe decyzje muszą być poprzedzone autentycznymi konsultacjami społecznymi, przeprowadzanymi profesjonalnie i we właściwym czasie, nie za pięć dwunasta i z pytaniami sugerującymi odpowiedź. Mam cichą nadzieję, że wrocławianie to wszystko już widzą. Że otworzyli oczy i zrozumieli, co się stanie z miastem, gdy wygra partyjniak. Nic się nie zmieni. Jedni kolesie, zastąpią innych. Wrocław pewnie będzie się rozwijać, ale – za przeproszeniem – jak papier toaletowy. W mieście potrzeba nowej siły.

Z podobnymi hasłami startował ostatnio Tomasz Owczarek. W wyborach przepadł, a teraz współpracuje z Platformą Obywatelską.

I robi to pod płaszczykiem wspierania niby obywatelskiej kandydatki, jaką rzekomo jest pani Alicja Chybicka. Cudowna kobieta. Uratowała wiele chorych dzieci. We Wrocławiu należy się jej pomnik i zapewniam, że tak właśnie uważam, ale to nie jest odpowiedni kandydat na prezydenta Wrocławia. Jest otoczona partyjniakami z PO, a ostatnio nawet członkowie PSL uznali, że warto się przy niej zakręcić. Do tego pani profesor nie ma żadnego doświadczenia menadżerskiego. Wiem, że wiele osób mnie za to będzie hejtować, ale przecież i tak każdy o tym mówi: pani profesor jest sprawną kobietą, ale – przepraszam – ma już swoje lata. Czy 70 lat to odpowiedni wiek na to, by uczyć się zarządzać takim organizmem jak Wrocław? Moim zdaniem: nie.

Krytykujesz, opowiadasz o przeszłości. Ale czym chcesz przekonać wrocławian, że to na Ciebie mają głosować.

Mówiłem o tym wyżej. Chcę, żeby Wrocław był zarządzany przez grupę ludzi, którzy się na tym znają. Przez fachowców od dróg, komunikacji miejskich, czy spraw społecznych. Od architektury. To prezydent odpowiadać ma za całość, ale musi być wsparty profesjonalistami. Nie osobami, które będą się mu podlizywać, tylko które będą mu mówić, co należy poprawić, zmienić.

Masz takich ludzi?

Mam. Uwierz, że to grupa specjalistów najwyższej próby. I nie, nie zdradzę teraz ich nazwisk. Na to jest za wcześnie.

Wiele osób uważa, że Twój start to jedynie żarty. Że zapowiadasz udział w wyborach, ale wiesz, że nic z tego nie będzie, że ostatecznie się nie zgłosisz…

To niech sobie mówią. Zobaczymy. Wpływ na moją decyzję miała również frekwencja wyborcza podczas wyborów w 2014 r. Mogę się nieco mylić, ale było to około 32 proc. Na wrocławskich radnych oddano około 167 tys. głosów, a na Rafała Dutkiewicza około 60 tys. Sam przyznasz, że jak na 500 000 uprawnionych do głosowania to trochę mało. Widzę, że się uśmiechasz pod nosem… Tak, liczę na to, że moja, co by nie mówić, odważna decyzja startu, spowoduje, że te kilkaset, a może nawet kilka tysięcy więcej osób pójdzie do urn oddać swój głos. Siedzieć w domu i narzekać kolejne cztery lata, to najgorsze co mogą zrobić. Taki prosty i oczywisty przekaz chce oznajmić swoim startem. Wiecznym malkontentom zabieram ich podstawowy argument „nie idę głosować, bo znowu ci sami! Nic się nie zmieni!”

Dodatkowo nakręca mnie ciekawie zapowiadająca się kampania wyborcza. Po raz pierwszy od 30 lat nie ma „Walca”. Walec jak wiadomo, rozjeżdża po drodze wszystko i wszystkich. Kimś takim był – do ostatnich wyborów – Dutkiewicz.

To dodaje pikanterii i może się okazać, że cały ten plankton partyjny, przegra z inteligencją i mądrością wrocławian.

No dobrze, a jeśli jednak sromotnie przegrasz?

Ja nie mam parcia na szkło, przegrana nic w moim życiu nie zmieni. Dalej będę mieszkał we Wrocławiu, prowadził biznes i wzorowo płacił podatki. Tu mieszkam, stąd pochodzi moja żona, z którą od 26 lat tworzymy wraz z dwiema córkami wspaniałą rodzinę. Tu mam przyjaciół, kolegów, koleżanki, znajomych z którymi od lat rozmawiam o zaletach, wadach, ułomnościach szybkiego rozwoju cywilizacyjnego naszego miasta. Z Wrocławiem wiąże swoją obecną i dalszą perspektywę pracy zawodowej i społecznej. Jeśli zaś jednak wygram… Nie… Nie będę zapeszał! (śmiech)

---

Robert Butwicki (ur. 14 lutego 1965) – Wrocławianin, w młodości grał z sukcesami w koszykówkę: w Gwardii Wrocław, a także w reprezentacji Polski juniorów. Prowadzi własną działalność gospodarczą. Organizator imprez wrocławskich, menedżer kultury.

Kto byłby lepszym prezydentem Wrocławia?




Oddanych głosów: 532

Oceń publikację: + 1 + 31 - 1 - 9

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy podoba Ci się nowy mural przy ul. Ruskiej?




Oddanych głosów: 321