Firma powstała w 1963 w Manchesterze i obecnie posiada 30 sklepów na całym świecie. Wszystkie zaprojektowane są w taki sam sposób niezależnie od tego, w jakim państwie się znajdują.
Założycielem marki Henri Lloyd jest Henryk Strzelecki, były żołnierz walczący podczas drugiej wojny światowej na wielu frontach. Po zakończeniu kampanii włoskiej osiadł na stałe w Wielkiej Brytanii. Swoje początki opisuje krótko.
- Generał Anders dał nam możliwość dokształcania się. Swoją wiedzę zdobywałem w gimnazjum, potem w technikum, a wreszcie na uniwersytecie w Leeds. To była moja podstawa - mówi Henryk Strzelecki. - Sądzę, że jestem przykładem dla młodych ludzi na to, że można robić coś z niczego. Początki nie były łatwe, bo rząd angielski był przeciwko Polakom. Jednak dzięki temu, że sam żeglowałem, wiedziałem czego żeglarze potrzebują i to pomogło mi w otworzeniu pierwszych sklpów.
Mimo tego, że "Mr. Henri", jak nazywają go w Wielkiej Brytanii, osiągnął wielki sukces, to wyróżnia się skromnością i nie zapomina o swoich korzeniach.
- Jestem bardzo prostym i zwykłym człowiekiem, obywatelem Brodnicy. Nie myślę, że jestem cudem. Pamiętam, kiedy byłem dzieckiem, wraz z moim kolegą miałem kajak. Zrobiliśmy do niego żagiel i wtedy dostałem tę krew, jako kapitan, że to jest mój statek i tak się rozpoczęło - opowiada.
Jak ocenia, jego kontakt z pracownikami jest bardzo dobry.
- Oni pracują dla mnie, a ja pracuję z nimi, są naprawdę kochani - mówi. - Trzeba wziąć pod uwagę, że człowiek sam nie może nic zrobić.
Przez ostatnich dwadzieścia lat głównymi dyrektorami firmy są synowie Henryka Strzeleckiego. Sam i tak jest bardzo zajęty, w Polsce bywa dwa, trzy razy w roku, bo podróżuje po całym świecie. Niedługo leci do Bolonii na 65 rocznicę zwycięstwa i wyzwolenia tego miasta przez wojska polskie. Rok temu, przed tysiącami zgromadzonych Włochów przemawiał do nich w ich ojczystym języku.