Piłkarze Śląska pokonali w rewanżowym meczu finału Pucharu Polski Legię Warszawa 1:0. WKS na boisku dominował i aż szkoda, że wrocławianie nie strzelili drugiego gola, który w dwumeczu oznaczałby dogrywkę i szansę na zdobycie drugi raz w historii klubu tego trofeum.
Zielono-biało-czerwoni objęli prowadzenie na samym początku spotkania. W zamieszaniu w polu karnym legionistów interweniował obrońca Legii Michał Żewłakow. Doświadczony defensor główkował jednak tak niefortunnie, że wbił piłkę do własnej bramki.
Wrocławianie nie poprzestali na skromnym prowadzeniu i przeprowadzili kolejne groźne sytuacje. Jak na razie nie udało się jednak po raz drugi znaleźć drogi do bramki strzeżonej przez Wojciecha Skabę i do przerwy WKS prowadzi tylko 1:0.
Tylko, ponieważ 2 maja podopieczni Stanislava Levego przegrali we Wrocławiu 0:2 po trafieniach Marka Saganowskiego i żeby myśleć co najmniej o dogrywce, muszą strzelić jeszcze jedną bramkę.
Co ciekawe, czeski szkoleniowiec Śląska, zdecydował się na nieco eksperymentalne zestawienie i w ataku od początku meczu oglądamy Mateusza Cetnarskiego, a w pomocy Marcina Kowalczyka. Mimo to, wrocławianie grają naprawdę niezły futbol, kompletnie odmienny od bezładnej kopaniny prezentowanej w ostatnich spotkaniach z Pogonią Szczecin czy Zagłębiem w Lubinie.
W drugiej połowie Śląsk nadal nadawał ton grze. Wrocławianie mądrze rozgrywali atak pozycyjny i kilka razy zagrozili bramce Legii. Serca wrocławskich kibiców zabiły mocniej, gdy w 70 minucie po kapitalnej akcji Piotr Ćwielong trafił w poprzeczkę, a Sylwester Patejuk z kilku metrów nie zdołał wbić piłki do bramki.
Legia kilka razy groźnie kontratakowała, ale stojący tego dnia między słupkami wrocławskiej bramki Rafał Gikiewicz zachował czyste konto.
Warszawianie na tle naszych graczy prezentowali się znacznie słabiej, ale po zasłużonej wygranej 2:0 na Stadionie Miejskim we Wrocławiu w pierwszym meczu, to Legia zgarnęła Puchar Polski.
Zespół Jana Urbana jest bardzo bliski zdobycia dubletu, bo w tabeli wciąż prowadzi z dwoma punktami przewagi na Lechem Poznań.
- Chcieliśmy zrobić wszystko, co w naszej mocy, żeby po tym meczu mieć czyste sumienia. Szkoda, że nie udało się wykorzystać dogodnych sytuacji do strzelenia drugiego gola, ale taka jest piłka - mówił na gorąco po meczu kapitan mistrzów Polski Sebastian Mila.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze