Reklama

Śląsk Wrocław poległ w Bełchatowie

15/10/2011 00:00

Sobotni mecz w Bełchatowie miał być dla jednej z drużyn przysłowiowym spacerkiem. I był. Tyle, że nie dla tej ekipy, w której upatrywano faworyta. Śląsk Wrocław przegrał z GKS Bełchatów 0:3, a gospodarze dzięki wygranej wyrwali się ze strefy spadkowej T-Mobile Ekstraklasy.

Przed sobotnią potyczką zarówno trener Śląsk Orest Lenczyk, jak i grający w GKS-ie jeszcze w poprzednim sezonie i latem transferowany do Wrocławia Mateusz Cetnarski uprzedzali: GKS Bełchatów nie jest drużyną, która zasługuje na spadek z ligi. Fakt, bełchatowianom początek sezonu wyszedł miernie - w dziewięciu meczach zdobyli tylko pięć punktów. Ale ekipa z takimi piłkarzami, jak Kamil Kosowski, Marcin Żewłakow, Dawid Nowak, Tomasz Wróbel czy Grzegorz Fonfara nie wygląda na chłopca do bicia i można oczekiwać, że złą passę kiedyś jednak przerwie.


I przerwała. A wodzirejem bełchatowskiego teamu okazał się skuteczny Paweł Buzała. Napastnik GKS znalazł drogę do bramki Śląska już w 5. minucie gry, kiedy - po świetnym podaniu Kosowskiego - strzałem z bliska pokonał Mariana Kelemena. A nie minęło nawet 20 minut, gdy Buzała popisał się kolejnym celnym strzałem, obsłużony dobrym podaniem przez Macieja Szmatiuka.



Trener Lenczyk szybko zareagował na boiskowe wydarzenia, ściągając z boiska stopera Jarosława Fojuta i zastępując go ofensywnie nastawionym pomocnikiem Sebastianem Dudkiem. Ale do końca pierwszej połowy wynik w Bełchatowie nie zmienił się. Czterdzieści pięć minut gry, dwa gole dla gospodarzy, zero dla gości z Wrocławia - wicemistrz Polski był, używając terminologii bokserskiej - solidnie zamroczony po dwóch celnych sierpowych. Po zmianie stron w Śląsku na boisku pojawił się też drugi napastnik, Johan Voskamp, który stworzył ofensywny duet z Cristianem Diazem. I widać było, że ofensywna siła wrocławian wzrosła. Nie na tyle jednak, by na poważnie zagrozić bełchatowianom odebraniem korzystnego wyniku. W sobotę blok obronny GKS był wyjątkowo dobrze dysponowany i nie pozwalał piłkarzom Śląska na zbyt wiele. Bliski szczęścia był Cristian Diaz, próbował Sebastian Dudek, ale bramkarz GKS Łukasz Sapela zachował czyste konto.



A zawodnicy z Bełchatowa pokusili się o jeszcze jednego gola. W 65. minucie solową akcją popisał się Dawid Nowak, który bez problemu wpadł w pole karne Śląska i dokładnie podał do wbiegającego Miroslava Bożoka, a ten tylko głowę przyłożył i pewnie posłał piłkę do bramki Śląska. Gdzie byli w tej akcji obrońcy Śląska, trudno powiedzieć. Na pewno jednak nie pilnowali Bożoka i ten nie musiał się specjalnie wysilać, by podwyższyć prowadzenie swojego zespołu.



Mecz w Bełchatowie był bodaj najsłabszym, jaki Śląsk zagrał od czasu, gdy drużynę prowadzi trener Orest Lenczyk. Owszem, wrocławianie potrafili poprowadzić grę, w drugiej połowie momentami całkowicie dominowali na murawie, ale co z tego, skoro tak wyraźnie ulegli zespołowi, który dopiero odbija się od ligowego dna. Wicemistrzowi Polski takie wpadki nie przystoją, niezależnie od tego, ile rywal ma polotu i szczęścia.



GKS Bełchatów - Śląsk Wrocław 3:0 (2:0)


Bramki: Paweł Buzała (6., 22.), Miroslav Bożok (65.).



GKS Bełchatów: Sapela - Modelski, Szmatiuk, Lacić, Tanevski - Tomasz Wróbel, Fonfara, Baran, Bożok (86. Sawala), Kosowski (90. Kuświk) - Buzała (62. Dawid Nowak).


Śląsk Wrocław Kelemen - Socha, Celeban, Fojut (38. Dudek), Pawelec - Cetnarski (46. Voskamp), Elsner, Pietrasiak, Mila, Madej - Cristian Diaz (76. Łukasz Gikiewicz).



Żółte kartki: Baran, Tanevski, Bożok, Sapela - Fojut, Pawelec, Socha, Pietrasiak.


Sędzia: Marcin Borski (Warszawa).


Widzów: 1100.
Łukasz Maślanka

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości