W środę piłkarze Śląska po raz pierwszy trenowali pod okiem Stanislava Levego. Ale to nie czeski szkoleniowiec prowadził zajęcia.
Trening rozpoczął się przed godziną 17 na głównym boisku na Oporowskiej. Najpierw tradycyjnie była rozgrzewka, a później piłkarze ćwiczyli z piłkami. Na murawie był też obecny Stanislav Levy, ale ku zaskoczeniu wszystkich w ogóle nie ingerował w zajęcia, które prowadzili jego asystenci Paweł Barylski i Łukasz Czajka.
- Trener powiedział, że chce się na razie tylko poprzyglądać. Chce zobaczyć jak wyglądają treningi i jak się prezentują zawodnicy – wyjaśniał Michał Mazur, rzecznik piłkarskiego Ślaska.
W drugiej części zajęć piłkarze zostali podzieleni na dwie drużyny. Zespoły rywalizowały ze sobą na skróconym polu gry, które z biegiem czasu było coraz bardziej powiększane. Gierka była bardzo szybka i intensywna, dlatego dość często trenerzy zarządzali przerwy na uzupełnienie płynów. Poza tym walka była ostra i wzbudzała wiele emocji. Kiedy po jednej z akcji Sebastian Mila, już leżąc na murawie, technicznym strzałem posłał piłkę w okienko bramki, cały zespół przyjął to okrzykami radości i uznania.
W sumie zajęcia trwały blisko dwie godziny. Nie uczestniczyli w nich narzekający na drobne urazy Amir Spahić i Marcin Kowalczyk. Nie było też Waldemara Soboty, który przebywa na zgrupowaniu reprezentacji.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze