Reklama

Wrocław ma 3. największe korki w Polsce, bo za dużo wydaje na drogi

14/01/2011 00:00

Kraków, Warszawa, Wrocław – tak wygląda pierwsza trójka najbardziej zakorkowanych miast w Polsce wg. raportu Deloitte. Kłopot w tym, że w latach 2007 – 10 na każdego kierowcę wydaliśmy 2,513 tys. zł, a na każdego pasażera jedynie 976 zł. Zaś gdy te proporcje są zaburzone gwałtownie rośnie liczba kierowców, spada pasażerów, a korki zamiast maleć – rosną.

Zacznijmy od danych. Ze wspólnego raportu firm Deloitte i Indigo wynika, że Wrocław ma trzeci najwyższy poziom tzw. korkometru (patrz tabela powyżej).

- Pokazuje on, o ile z powodu korków w godzinach szczytu wydłuża się czas przejazdu po ulicach miasta. Im wyższy ten współczynnik, tym większe korki – tłumaczy Rafał Mikołajczyk, autor raportu. - Ten współczynnik jest skorelowany z czasem przejazdu 10 km statystycznego odcinka w poszczególnych miastach. We Wrocławiu w godzinach szczytu zajmie to 24 minuty. Tylko Warszawa i Kraków są gorsze – dodaje.



Na dołączonej do tekstu tabelce znajdziecie jeszcze jeden wskaźnik – średnią prędkość jazdy autem w km/h. O czym on mówi?

- Pokazuje z jaką prędkością poruszają się wszystkie pojazdy w danej sieci, czyli w konkretnym mieście. Jednak to nie jest dana miarodajna. Wystarczy, że w granicach jakiegoś miasta znajdzie się fragment autostrady czy drogi ekspresowej, po którym jeździ się 100 km/h, i już okaże się, że danych takich nie da się z niczym porównać – mówi Rafał Mikołajczyk. - To, że Katowicach ta średnia prędkość wynosi 63,1 km/h nie znaczy, że nie ma tam korków i z taką prędkością da się jeździć po centrum – dodaje.



Raport Deloitte i Indigo ma jeszcze jedno bardzo ciekawe zestawienie: średnią wydatków na komunikację w poszczególnych miastach w latach 2007 – 2010 (patrz tabela z boku).
W przeliczeniu na jednego mieszkańca Wrocław jest na drugim miejscu za Warszawą, gdy chodzi o wydatki na każdego kierowcę, ale trzeci od końca w wydatkach na jednego pasażera autobusu czy tramwaju.

Na każdego kierowcę wydajemy 2,513 tys. zł, a na każdego pasażera jedynie 976 zł.



Naukowcy udowodnili już, że takie działanie zamiast zmniejszać korki – zwiększa je.
Pisaliśmy kilka razy o tzw. paradoksie Downsa-Thomsona. To prawo naukowe mówiące o tym, że im lepsza będzie komunikacja zbiorowa, tym więcej osób będzie jej używać, a więc na ulicach będzie mniej samochodów, z czego wynikną mniejsze korki.


Z drugiej strony angielski naukowiec Martin J. H. Mogridge wykazał, że poprawa warunków jazdy samochodami zwiększa liczbę kierowców nakłaniając ich do porzucenia transportu publicznego, przez co w efekcie korki są coraz większe.



U nas dzieje się dokładnie to, co przewidzieli naukowcy. Tramwaje i autobusy mamy niepunktualne, pasażerowie narzekają na komfort podróży, ale kluczowe jest, że są one najwolniejsze w Polsce.

Z drugiej strony drogi są coraz lepsze (mimo dziur) i jest ich coraz więcej. Po mieście, wbrew pozorom, szybciej porusza się samochodem niż komunikacją zbiorową. Dlatego coraz więcej jest kierowców i korków.

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.

Zaloguj się

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo tuWroclaw.com




Reklama
Najnowsze wiadomości