Trzech studentów, którzy wzięli udział w projekcie MongoliAng wróciło do Wrocławia. - Ciężko było się pożegnać.To nie był zwykły wakacyjny wyjazd- mówią po powrocie uczestnicy.
Pomimo niezrozumiałej niechęci części z naszych czytelników do "mongolskiej wyprawy" jeszcze raz zajrzymy do trójki wrocławskich studetów, by napisać, że zakończyli swoją misję i bezpiecznie dotarli do Wrocławia. Pożegnanie nie należało do najłatwiejszych. Mali uczniowie Łukasza Łasy, Michała Działowskiego i Jacka Afeltowicza nie chcieli wypuścić swoich polskich przyjaciół do domu, prosząc o jeszcze jedną lekcję angielskiego i dziękując za ich pomoc.
Uczestnicy wyprawy przyznają, jak przez ten ponad miesięczny pobyt wiele się nauczyli i dowiedzieli o tym odległym kraju.
- W słowach i krótkiej chwili ciężko zamknąć wszystko, co nas zaskoczyło i zdziwiło w tym kraju. Tego często nie da się opowiedzieć, czy porównać. Jak podczas każdej wyprawy były cienie i blaski oraz wiele niespodzianek. Rozmawiając z mieszkańcami dowiadywaliśmy się, jak ten kraj pięknie różni się od Polski. Na przykład młody człowiek, który mieszka w szkolnej bursie jako wkupne nie przynosi pieniędzy ale barana. Trafia on później do wspólnej stołówki- opowiadają studenci.
Celem wyjazdu było zmotywowanie młodych mieszkańców kraju kojarzonego z jurtami do nauki angielskiego. Może być on szansą dla rozwoju tego państwa, którego gospodarka w coraz większym stopniu opiera się na wpływach z turystyki. Pomysł niestandardowych zajęć dobrze oceniają specjaliści: - Studenci bardzo poważnie podeszli do nauczania języka angielskiego - tłumaczy Bogodar Zielnica, dyrektor Centrum Językowego CJ Forward, działającego przy Wyższej Szkole Bankowej we Wrocławiu. - Na zajęciach wykorzystują nowoczesne metody aktywizacji młodych. Naukę rozpoczynają od zajęć ruchowych i integracyjnych, płynnie przechodząc do komunikacji w języku angielskim. Starają się oddziaływać na zmysły małych uczestników zajęć, wykorzystując różnorodne akcesoria, zgodne z tematem lekcji.
Zamierzenie było słuszne i godne godne pochwały, ale czy udało się osiągnąć to, co na początku zakładano? - Wydaje nam się, że osiągnęliśmy zamierzony cel i zainspirowaliśmy do nauki angielskiego - mówi Łukasz Łasa, logistyk wyprawy. - Bardzo trudno i długo było nam się pożegnać z naszymi podopiecznymi. Szczególnie trudne było rozstanie w sierocińcu. Tam młodzi podopieczni prosili nas jeszcze o jedną lekcję, czy przeprowadzenie dodatkowej zabawy. Dzieciaki przytulały się do nas i dopytywały, czy jutro też przyjedziemy. Dzisiaj jednego jesteśmy pewni. Do Mongolii jeszcze wrócimy.
Łukasz, Michał i Jacek wczoraj dotarli do swoich domów.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze