Wrocław–Ciechanowice to niespełna półtorej godziny drogi. Na miejscu nie ma tłumów, selfie-sticks ani kolejek do kas. Jest za to pałac, który stoi nad Bobrem od końca średniowiecza i który – mimo że po drodze był dworem rycerskim, renesansową siedzibą szlachty, barokową rezydencją, domem dziecka i wiejską szkołą – jakoś przetrwał. I to w stanie, który naprawdę robi wrażenie.
Najwygodniej samochodem – przez Jelenią Górę lub przez Świebodzice, zależnie od tego, który wariant autostrady wybierzecie. Ciechanowice leżą w Rudawach Janowickich, tuż nad Bobrem, między Jelenią Górą a Kamienną Górą. Nawigacja dowiezie was bez problemów. Dla chętnych jest też opcja kolejowa – z Wrocławia do Jeleniej Góry, stamtąd przesiadka – ale to już wyprawa na cały dzień z marginesem.
Pałac w Ciechanowicach to rzadki przykład miejsca, w którym można dosłownie czytać historię ze ścian. Zaczęło się od średniowiecznej siedziby rycerskiej – jej relikty są wciąż w murach. Potem przejęli to Reichenbachowie i przerobili na renesansowy dwór, po którym zostały polichromie i dekoracje portretowe, dziś zachowane fragmentarycznie, ale wciąż czytelne. W XVIII wieku rezydencja trafiła w ręce rodu von Schweinitz, którzy nadali jej barokowy charakter – portal i wystrój wnętrz z tamtego okresu zachowały się do dziś.
Budynek stoi na wysokim brzegu Bobru, w centrum dawnej wsi łanowej – układ, który sam w sobie mówi coś o tym, jak wyglądała ta część Śląska kilka wieków temu. W XIX wieku pałac dostał nowy dach i romantyczne otoczenie krajobrazowe, które do dziś jest jego dużym atutem.
Po 1945 roku zaczął się trudniejszy rozdział: dom dziecka, szkoła, zmiany funkcji, częściowa utrata dawnych zabudowań folwarcznych. Mimo to pałac nie popadł w ruinę jak dziesiątki podobnych obiektów na Dolnym Śląsku. Doczekał się prywatnego właściciela, który podjął się żmudnej restauracji – i dziś można go zwiedzać od maja do października.
To nie jest muzeum z gablotami i przewodnikiem recytującym daty. To miejsce, które wciąż żyje – ogród z fontanną, zadbane wnętrza, ośmioboczna sala z nakrytym stołem i roślinami dookoła, widok na staw od strony elewacji ogrodowej. Jest też mur z otworem wyciętym w kształcie serca, przez który można spojrzeć na fasadę – detal, który zapamiętuje się długo po wyjeździe.
Warto zarezerwować sobie więcej czasu niż myślicie. Samo chodzenie po ogrodzie, zaglądanie w zakamarki dziedzińca i siedzenie nad stawem to już sensowne kilka godzin.
Rudawy Janowickie to dobry powód, żeby nie wracać od razu. Jeśli macie buty do chodzenia, są szlaki na Skałki Piekielne albo w kierunku ruin zamku Sokolec. Jeśli wolicie zostać na poziomie asfaltu – Kamienna Góra i Jelenia Góra są o rzut beretem.
Pałac przyjmuje turystów od maja do października. Przed przyjazdem warto sprawdzić aktualne godziny otwarcia i ewentualnie zadzwonić – to prywatny obiekt i zasady mogą się zmieniać. Aktualne informacje znajdziecie na stronie internetowej.
Wrocław–Ciechanowice i z powrotem, ze zwiedzaniem i krótkim spacerem po okolicy, to spokojnie zamknięty dzień. Bez pośpiechu, bez przepłacania, z poczuciem, że zobaczyło się coś, czego większość ludzi w ogóle nie szuka.
Autorem zdjęć jest Jarek Wojciechowski. Dziękujemy.
W kolejnych tygodniach zabieramy Was w inne zakątki Dolnego Śląska. Macie swoje ulubione, mniej znane miejsce w regionie? Napiszcie do redakcji z Waszymi poleceniami, a my postaramy się tam zajrzeć.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze mogą dodawać tylko zalogowani użytkownicy.
Komentarze