zamknij

Patronaty - kultura

Czy Wratislavia Cantans po pięćdziesiątce dalej emanuje świeżością?

Motywem przewodnim tegorocznej edycji festiwalu będzie nierozwiązywalny i odwiedzny dla sztuki problem konfrontacji emocjonalizmu z racjonalizmem. Organizatorzy Wratislavia Cantans chcą też pokazać, że „po pięćdziesiątce” ten festiwal dalej emanuje świeżością.

Jednymi z najważniejszych wydarzeń 52. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans (który potrwa od 7 do 17 września) będą 450. rocznica urodzin Claudia Monteverdiego i 250. śmierci Georga Philippa Telemanna. Na tym wydarzeniu przypomniane zostanie również, że mija 500 lat od początków reformacji, z całym sztafażem muzycznych rozbieżności i punktów wspólnych, które zaistniały w kulturze i sztuce. Dzieje ważnej średniowiecznej sekwencji (Stabat Mater) zostaną natomiast skonfrontowane z XX-wieczną refleksją nad ostatecznymi prawdami wiary albo romantyzmem z jego fantastyczną duchowością.

Do Wrocławia przyjadą renomowani artyści, m.in. znawca i mistrz interpretacji muzyki baroku – sir John Eliot Gardiner ze swoimi zespołami. Na finale festiwalu zaprezentuje się debiutant – młody dyrygent o korzeniach rosyjsko-greckich, Teodor Currentzis, i założony przez niego wokalno-instrumentalny ensemble MusicAeterna.
Gośćmi tegorocznej edycji będzie też cała plejada artystów i grup specjalizujących się w wykonawstwie historycznym, m.in. Accademia Bizantina kierowana przez Ottavia Dantone, La Fenice i Jean Tubéry, grupy Il Suonar Parlante i Concordu de Orosei pod artystycznym kierownictwem gambisty Vittoria Ghielmiego.
Podczas festiwalu nie zabraknie zespołów Narodowego Forum Muzyki: NFM Filharmonii Wrocławskiej (gościnnie poprowadzi ją Marzena Diakun), Wrocławskiej Orkiestry Barokowej (wystąpi pod batutą Andrzeja Kosendiaka) i chórów NFM. We wrześniu we Wrocławiu będzie można podziwiać śpiewaków, chociażby: Tomáša Krála, Karinę Gauvin, Hanę Blažikovą i Furia Zanasiego.

Wielki Monteverdi…

Opera "Il ritorno d’Ulisse in patria (Powrót Ulissesa)" Claudia Monteverdiego w interpretacyjnej wizji Johna Eliota Gardinera, którą będzie można usłyszeć na otwarcie festiwalu, wyznacza ideowe motto tegorocznej Wratislavii Cantans.

Czterysta pięćdziesiąt lat temu przyszedł na świat jeden z największych geniuszy muzycznych, kompozytor, który kształtował nowe kierunki rozwoju muzyki europejskiej. Jego rewolucyjne podejście do sztuki i nowy styl (nazwany seconda pratica) spotykały się z ostrą reakcją konserwatywnych teoretyków, ale przecież każdy przełom wiąże się z ideowymi sporami. Dzięki wizjonerstwu Monteverdiego i jemu podobnych muzyka w XVII wieku zaczęła przemawiać w zupełnie inny, niespodziewanie świeży i nowoczesny sposób. Il ritorno d’Ulisse in patria to pierwsza pełnowymiarowa opera Monteverdiego napisana dla publicznych teatrów Wenecji. Premierę miała w karnawale 1640 roku, jest więc dziełem późnym, stworzonym przez dojrzałego, siedemdziesięciotrzyletniego, świadomego swoich możliwości twórcę. Niejedyne to zresztą dzieło Monteverdiego, które będzie można usłyszeć podczas festiwalu. Dwa dni później w kościele Uniwersyteckim zespół La Fenice zaprezentuje słynne "Vespro della Beata Vergine". Ten napisany trzydzieści lat wcześniej utwór emanuje barokowym przepychem i niemal teatralną wizją muzyki religijnej. Pamiętać bowiem należy, że jest on sztandarowym przykładem kompozytorskiego nowatorstwa Monteverdiego, emanacją i kwintesencją tworzonego przezeń stile moderno.

…i niedoceniany Telemann

Jeśli „twórca nowej muzyki” Monteverdi pozycję w historii muzyki ma raczej ugruntowaną, to o Georga Philippa Telemanna ciągle trzeba się upominać. Złożyło się na to wiele rzeczy – może bliskie sąsiedztwo Bacha i Händla odgrywa tutaj rolę zasadniczą? Telemann jest ciągle w cieniu, na który nie zasługuje. Był przecież kompozytorem niezwykle pracowitym i płodnym. Owa łatwość tworzenia, w XVIII wieku będąca atutem, później została jednak uznana za wadę. Czyż można było „poważnie” traktować kogoś, kto napisał ponad trzy tysiące utworów? Pobłażliwość w traktowaniu Telemanna brała się chyba jednak przede wszystkim z nieznajomości jego dorobku. Dopiero wysiłek, jaki wkładają współcześni wykonawcy w przywrócenie tej muzyki, pozwala docenić skalę talentu Telemanna. A był to bodaj największy erudyta wśród kompozytorów XVIII-wiecznej Europy, człowiek doskonale świadomy istnienia odrębności stylistycznej nie tylko muzyki włoskiej, francuskiej i niemieckiej, lecz także choćby stylu polskiego w instrumentalnej sztuce baroku. Z gigantycznego dorobku Telemanna organizatorzy wybrali "Pasję" do libretta Bartholda Heinricha Brockesa. Telemann umuzycznił tę wersję historii "Męki Pańskiej" w roku 1716 i była to jedna z ponad czterdziestu pasji, które skomponował (do dziś zachowała się ich jedynie połowa). Wielkiemu Telemannowi, w 250. rocznicę śmierci kompozytora, zostanie złożony we Wrocławiu należyty hołd.

Stabat Mater i tradycja polifonii

Do repertuaru związanego z tematyką pasyjną będzie odwoływać się koncert zatytułowany "Stabat Mater". Kilka opracowań XIII-wiecznej sekwencji "Jacopone da Todi" z różnych czasów – anonimowe, renesansowe pióra Josquina des Prez, wreszcie XX-wieczne Arvo Pärta – zostanie ukazanych w kontekście tradycyjnej muzyki z Sardynii. W kolegiacie Świętego Krzyża i św. Bartłomieja, która była świadkiem niejednego artystycznego eksperymentu, spotkają się śpiewacy posługujący się szczególną techniką (cantu a tenore) z zespołem gambowym Il Suonar Parlante, a wszystko odbędzie się pod kierownictwem Vittoria Ghielmiego.

Dzieła Josquina de Prez pojawią się również w programach innych koncertów. Można spojrzeć na nie przez pryzmat konceptu z założenia trochę prowokacyjnego i ukazującego dychotomię zjawisk kulturowych, potraktować je jako rodzaj ideowej rywalizacji. Reformacja postawiła przecież zdecydowanie na muzykę, która w przestrzeni sakralnej stała się sztuką absolutnie pierwszoplanową, ponad sztukami plastycznymi. Ojciec reformacji, Marcin Luter, przypisywał jej niezwykle ważne znaczenie teologiczne. Stąd rozkwit twórczości nowej, zresztą z czasem posiłkującej się włoskimi odkryciami związanymi z seconda pratica, tym stylem nowym i emocjonalnym, który promieniował z południa Europy. Czy w związku z tym twórczość Palestriny, pozostającego na usługach Rzymu i do końca będącego zwolennikiem tradycji dawnego kontrapunktu, stoi paradoksalnie po stronie konstruktywizmu, któremu bliżej do racjonalności północnej Europy? Odpowiedzi będzie można poszukać podczas występów Vocalconsort Berlin (koncert 500-lecie Reformacji) w bazylice mniejszej pw. św. Elżbiety i Le Concert Spirituel (koncert "Mistrzostwo włoskiej polifonii") w kościele pw. św. Marii Magdaleny.

Zwykle o tej dychotomii myśli się zupełnie inaczej. Północ jest synonimem racjonalizmu, południe – ojczyzną emocji i zmysłowości. Zafascynowany XVIII-wieczną Wenecją Paweł Muratow w swym eseju sprzed prawie wieku, który niczego jednak nie stracił z aktualności, podkreśla, że życie miasta na Lagunie „było istotnie wiecznym świętem”. I dodaje: „Wiek XVIII był stuleciem muzyki i ani jedno miasto europejskie, a nawet włoskie, nie mogło wtedy mierzyć się z Wenecją pod względem muzykalności”. A może w ogóle żadna nacja nie może mierzyć się z Włochami pod względem muzykalności, i to we wszystkich czasach? Można by twierdząco odpowiedzieć na to pytanie, gdyby nie pewne „ale” i jedna postać z północnej strony Alp – wielki kantor lipski Johann Sebastian Bach. Włoska muzykalność jest emocjonalna, dlatego tytuł jednego z dwóch koncertów "Il Giardino Armonico" (w Synagodze pod Białym Bocianem) brzmi "La morte della ragione" (czyli "Śmierć rozumu"). I to wyraźna przeciwwaga dla propozycji programowej Accademia Bizantina – wykonania "Die Kunst der Fuge" Bacha. Dzieła, które jest hołdem złożonym kontrapunktycznej logice i muzycznemu konstruktywizmowi, synonimem racjonalizmu w sztuce. Tak, tylko czy logika i porządek wykluczają emocjonalny poryw? Ileż poezji musiał mieć w sobie sędziwy Johann Sebastian Bach, by porwać się na skodyfikowanie sztuki kontrapunktycznej, by zadać sobie pytanie o granice wyzyskania jednego, dość prostego muzycznego tematu! Bez jakiegoś „romantycznego uniesienia ducha” tego „racjonalnego” traktatu o sztuce kontrapunktu by nie było.

Emocje kontra rozum

Śmierć rozumu trudno więc ostatecznie postulować, aczkolwiek w wymiarze doczesności często można odnieść wrażenie, że ludzkość od czasu do czasu ma kłopoty z racjonalizmem. Dwa dzieła Oliviera Messiaena, jednego z największych kompozytorów XX wieku, pytanie o stan ludzkiej kondycji, tej moralnej kondycji, pośrednio zadają. "Quatuor pour la fin du temps" ("Kwartet na koniec czasu") – skomponowany w Stalagu VIII-A w Görlitz, którego pierwszymi słuchaczami, 15 stycznia 1941 roku, było pięć tysięcy jeńców – „został napisany na koniec świata, to znaczy […] na początek wieczności, i nie jest to gra słów związana z końcem okresu niewoli”. Orkiestrowe "Et exspecto resurrectionem mortuorum" skomponował Messiaen prawie ćwierć wieku później. Ten poruszający utwór został dedykowany pamięci ofiar dwóch wojen światowych. Dziś w naszej części Europy krwawego konfliktu jeszcze nie ma, ale nasz świat przeżywa bardzo głęboki kryzys, który rodzi niepewność i strach. I wiecznie powracające pytania w czasach trwogi: co przyniesie nieznana przyszłość? A troska o świat i ludzi jest powinnością każdego, także każdego artysty. "Et exspecto…" Messiaena zostanie wykonane obok potężnej partytury "Uru-Anna" ("Światło Nieba") z 1999 roku, fragmentu monumentalnego cyklu "Freski" polskiej kompozytorki Grażyny Pstrokońskiej-Nawratil. Obydwa utwory, odwołujące się do głęboko chrześcijańskiego mistycyzmu, wykona NFM Filharmonia Wrocławska pod dyrekcją Marzeny Diakun. Wprawdzie muzyka XX-wieczna nie dominuje w programie 52. Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans, to jednak stanowi wymowny, nieobojętny ideowo punkt odniesienia dla dzieł wcześniejszych. Także dla repertuarowego rarytasu – kantaty "Widma" Stanisława Moniuszki. Wybór "Scen lirycznych", opartych na "Dziadach części II", wskazuje na pokłady duchowości Słowiańszczyzny. Europa powinna być przecież jedna, bogata różnorodnością tradycji i kulturowych kontekstów. Sam Wrocław pozostaje przecież symbolem europejskiego bogactwa i jednocześnie zawikłanej przeszłości. Historia bogatego środkowoeuropejskiego miasta jak w zwierciadle odbija się w bibliotecznych skarbach, przechowywanych w uniwersyteckiej książnicy. Wybór tych muzykaliów złoży się na program koncertu świetnego czeskiego śpiewaka, Tomáša Krála, w Sali Wielkiej miejskiego Ratusza.

A jednak opera?

Dzień przed finałem uczestnicy 42. Kursu Interpretacji Muzyki Oratoryjnej i Kantatowej oraz Orkiestra Festiwalowa pod dyrekcją klawesynistki Aleksandry Rupocińskiej wykonają oratorium "San Casimiro, Re di Polonia Alessandra Scarlattiego". Ciekawe, jak „zagra” barokowa muzyka włoska w artystycznej konfrontacji z "Sonetami miłosnymi" Tadeusza Bairda. Jeszcze jeden to ślad bogactwa i wielowątkowości europejskiej kultury: Włoch opowiadający epizod z historii I Rzeczypospolitej i Polak odczytujący na swój sposób jedno z największych arcydzieł ludzkości.
Festiwal zakończy się po drugiej stronie placu Wolności – w Operze przy Świdnickiej. Finał podobnie jak inauguracja będzie operowy. "La clemenza di Tito" ("Łaskawość Tytusa") to jedno z tych dzieł Wolfganga Amadeusa Mozarta, które może wzbudzać kontrowersje. W "La clemenza di Tito" splata się bowiem wiele symbolicznych wątków: i wielki pokład tradycji włoskich librett oraz metastasiańskiej konwencji, która stała się w pewnym momencie lingua latina europejskiej sztuki, i wskazanie na kontekst Europy Środkowej jako ważnego miejsca na mapie kontynentu. Mozart pisał (może w pewnym pośpiechu, to prawda) "La clemenza di Tito" dla Pragi, na okoliczność nie byle jaką – koronację cesarza Leopolda II na króla Czech; sam poprowadził prapremierę 6 września 1791 roku. Podobno cesarzowa Maria Teresa miała burknąć: „Una porcheria tedesca” („Niemieckie świństwo”). Może i anegdota zmyślona, ale pokazuje, jak w epoce „zwycięskiego rozsądku” dla racjonalistów z północy ważna była włoska emocjonalność, zmysłowość i artystyczne niedomówienie, bo chyba właśnie tego zbyt mało cesarzowa znalazła w muzyce Mozarta. A jeśli szukamy symboli i odniesień do współczesności – z Pragi przecież ledwie parę kroków do Wrocławia, który niedawno nosił prestiżowy tytuł Europejskiej Stolicy Kultury. Dwa lata po przyjęciu na patrona festiwalu jego twórcy – Andrzeja Markowskiego (i włączeniu jego nazwiska do oficjalnej nazwy) – organizatorzy chcą pokazać, że „po pięćdziesiątce” Wratislavia Cantans dalej emanuje świeżością. W pierwotnych założeniach Markowskiego był to festiwal oratoryjno-kantatowy. Rozszerzenie formuły o operę absolutnie tego nie przekreśla. Wskazuje tylko jeszcze jedną płaszczyznę muzyczną, na której „deklamacja i śpiew” egzystują.

Udostępnij:

Obserwuj nasz serwis na:

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Ordynacja w wyborach samorządowych powinna:





Oddanych głosów: 39