Sport

Bez bramek z Jagiellonią

2010-08-08, Autor: Łukasz Maślanka
Niezły futbol, sporo sytuacji bramkowych, dużo walki i tylko goli zabrakło. Śląsk Wrocław zremisował z Jagiellonią Białystok 0:0 w pierwszym meczu nowego sezonu Ekstraklasy.

Reklama

Śląsk wyszedł na murawę z trzema nowymi piłkarzami. W pomocy oglądaliśmy Przemysława Kaźmierczaka i Waldemara Sobotę, w ataku zaś cały mecz zaliczył Cristian Diaz. Wszyscy pokazali się z dobrej strony i już teraz można powiedzieć, że to cenne wzmocnienia. Inny nowy nabytek Śląska, Łukasz Gikiewicz, obejrzał spotkanie z trybun. Podobnie jak Łukasz Madej i Mariusz Pawelec, których z gry wykluczyły kontuzje. Wrocławscy piłkarze wyszli też w nowym ustawieniu, z dwoma napastnikami.

Śląsk zdominował początek meczu. Wrocławianie prezentowali niezły futbol i dyktowali rytm gry. I białostoccy obrońcy mieli pełne ręce roboty. W 9.minucie świetną okazję miał Diaz, ale strzelił za lekko. Chwilę później o gola mógł pokusić się Vuk Sotirović. Serb huknął potężnie z 15 metrów, ale jego strzał przeleciał nad poprzeczką bramki Jagiellonii. A już akcja Waldemara Soboty była prawdziwą wisienką w torcie. Młody piłkarz popisowo przedryblował kilku rywali i wpadł w pole karne. Gdyby trafił do bramki Jagielloni, strzeliłby gola z gatunku “stadiony świata”. Ale bramkarz “Jagi” Grzegorz Sandomierski sobie znanym sposobem wybronił strzał Soboty.

Im bliżej było do końca pierwszej połowy meczu, tym lepiej grała Jagiellonia. Podopieczni Marcina Probierza wytrzymali napór wrocławian i sami zaczęli groźnie atakować. Sygnał do walki dał w 23.minucie Marcin Burkhardt, soczyście uderzając z rzutu wolnego. Później na listę strzelców mogli wpisać się jeszcze Rafał Grzyb i Tomasz Kupisz. Obaj mieli jednak rozstrojone celowniki i kończyło się na strachu. Ale tuż przed ostatnim gwizdkiem arbitra nawet kibice o stalowych nerwach mieli pewnie sporego stracha. Po błędzie Jarosława Fojuta, piłkę przejął Kamil Grosicki. “Grosik” znalazł się w sytuacji sam na sam z Marianem Kelemenem, ale golkiper Śląska wyszedł obronną ręką z tego pojedynku.

Pierwsza odsłona meczu była niezłym widowiskiem. Piłkarze obu ekip stworzyli niezłe zawody i nie przeszkadzał im nawet ulewny deszcz. Gole co prawda nie padły, ale można było liczyć, że piłkarze wreszcie pokuszą się o celny strzał do siatki rywala. Okazało się jednak, że mimo prób i starań, piłka nijak nie chciała znaleźć się w bramce. A sposobności do tego było co nie miara. W 50.minucie Sebastian Mila popisał się wspaniałym technicznym strzałem, ale uderzył niedokładnie i piłka minęła poprzeczkę bramki Jagiellonii. Dziesięć minut później lobować Sandomierskiego próbował Diaz, ale trafił w poprzeczkę. “Jaga” odpowiedziała błyskawicznie. W 62.minucie w polu karnym Śląska zrobił się ogromny kocioł. Strzelali Grosicki, Tomasz Frankowski i Tomasz Kupisz, ale obijali piłką nogi wrocławskich obrońców. Czas leciał, goli przy Oporowskiej brakowało. Za to piłkarzy nieco ponosiły nerwy. Co było widać, gdy zawodnicy po meczu schodzili do szatni. Piotr Celeban z rozbitą głową, Tomasz Kupisz z bandażem na głowie, El Mehdi Sidqy z ogromnym opatrunkiem na uszkodzonym kolanie, Sebastian Dudek z obitym stawem skokowym... Ten ostatni miał zresztą sporego pecha, bo pograł tylko 12 minut, zarobił żółtą kartkę i doznał kontuzji. Trzeba też wspomnieć o przepychance trenera Tarasiewicza z Norrambueną. Szkoleniowiec Śląska odwrócił się nagle, by podbiec do sędziego liniowego i wyjaśnić pewną sporną sytuację. Pech chciał, że w tej samej chwili Norrambuena stał przy linii bocznej i wybijał piłkę z autu. Obaj panowie zmierzyli się wzrokiem, pewnie też wymienili uprzejmości. Obeszło się jednak bez mocniejszych form perswazji. Norambuena stracił jednak nerwy na tyle, że po chwili brutalnie zaatakował Diaza i sędzia wyrzucił go z boiska. Przewaga liczebna Śląskowi nie pomogła. Zabrakło czasu, by wbić Jagiellonii decydującego gola. Tuż przed końcowym gwizdkiem próbował jeszcze Przemysław Kaźmierczak, który popisał się soczystym strzałem z rzutu wolnego. Niestety, niecelnym.

Śląsk pokazał w meczu z Jagiellonią niezły futbol. Wrocławianie atakowali odważnie, dość powiedzieć, że po 25 minutach gry mieli na koncie 14 strzałów na bramkę Jagiellonii. Mieli też pomysł na grę, nie bali się ryzyka, próbowali pojedynków jeden na jeden. Białostoczanie to jednak solidna ekipa, która w niedzielę też miała swoje dobre momenty. Dlatego remis wydaje się być sprawiedliwym wynikiem.

Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 0:0 (0:0)

Śląsk Wrocław: Kelemen – Celeban, Fojut, Spahić, Wołczek – Ćwielong (71. Gancarczyk), Kaźmierczak, Mila (77. Dudek, 89. Łukasiewicz), Sobota – Cristian Diaz, Sotirović. Jagiellonia Białystok: Sandomierski – Norambuena, Skerla, Kiajnskas, Sidqy (63.Kašćelan) – Makuszewski (46. Frankowski), Grzyb, Hermes, Kupisz, Burkhardt (81. Lato) – Grosicki. Żółte kartki: Ćwielong, Celeban, Dudek - Burkhardt, Kupisz. Czerwona kartka: Norambuena (81. - za faul na Diazie). Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa). Widzów: 7500.  
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~ 2010-08-09
    07:14:53

    0 0

    Już myślałem, że to będzie wyśmienity sezon, ale widzę że Śląsk znów zostanie mistrzem remisów. Porażający brak skuteczności. Powinni z 5 bramek wlepić jak nic.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1803