zamknij

Sport

Bez konkretów, bez pomysłu, bez punktów. Piłkarski Śląsk przegrywa z Piastem

2021-02-06, Autor: Bartosz Królikowski

W taki sposób wygrać się po prostu nie da. Po fatalnym występie, Śląsk Wrocław przegrał na wyjeździe z Piastem Gliwice 0:2. To szósta porażka WKS-u w delegacji w tym sezonie.

Piłkarze Śląska Wrocław na start rundy wiosennej dali niemałą plamę, remisując bezbramkowo ze Stalą Mielec, po niezwykle jałowej grze. Nie ma tutaj się już co nad nimi znęcać, bo wiele gorzkich słów zostało już powiedzianych, a kolejne powtórzenie nie da zbyt wiele. Dla wrocławian ważne jest teraz to, by pokazać że stać ich na znacznie więcej niż to „coś” czym był mecz w Mielcu. Czy da się wierzyć w szybką poprawę to kwestia dyskusyjna, bo nie było to pierwsze beznadziejne spotkanie wyjazdowe w ich wykonaniu, a poprzednich wniosków nie wyciągnęli.

Reklama

Zwłaszcza że trener Lavicka, który niespecjalnie lubi zmiany w składzie, mimo tak słabej postawy swoich zawodników, desygnował przeciwko Piastowi identyczną jedenastkę jak ze Stalą. Nawet pomimo faktu iż Fabian Piasecki, czy Marcel Zylla wchodząc z ławki w Mielcu, w kilka minut dali więcej jakości niż ich poprzednicy przez kilkadziesiąt.

Dobrą dla Śląska wiadomością były z kolei niespodziewane problemy z urazami w zespole Piasta. Przede wszystkim z powodu urazu stawu skokowego zagrać nie mógł najlepszy strzelec gliwiczan, Jakub Świerczok. Bez niego w składzie, Piast nie wygrał jeszcze w tym sezonie meczu. Uraz wykluczył także podstawowego młodzieżowca zespołu Waldemara Fornalika, skrzydłowego Dominika Steczyka.

Początek meczu może nie zwiastował aż takiej nędzy jak w Mielcu, ale konkretów zbyt wielu też nie uświadczyliśmy. Śląsk nie miał zamiaru być AŻ tak bierny, a Piast miał w głowie to co w ciągu 30 minut ich poprzedniego meczu zrobiła im Wisła Kraków (3 gole). Dużo respektu, próby szybszego rozegrania, ale słaba dokładność. WKS był nieco aktywniejszy, ale w 14. minucie to Piast był blisko prowadzenia, gdy Michał Żyro świetnie przyjął piłkę w polu karnym i uderzył prosto w słupek. Śląskowi się upiekło, ale na tyle samo szczęścia wrocławianie nie mogli liczyć niespełna 10 minut później. Wszakże wtedy to Piast przeprowadził szybką, składną akcję, kompletnie wyprowadzając w pole defensywę WKS-u, a dośrodkowanie Arkadiusza Pyrki z najbliższej odległości na gola zamienił Żyro.

Być może zespół Śląska miał więcej chęci niż w Mielcu, ale to niewiele zmieniało. Ich gra ofensywna praktycznie nie istniała. Dochodzili do 25-30 metra i koniec pomysłu na rozegranie. Element zaskoczenia nie istniał, a nawet gdyby któryś z zawodników WKS-u chciał popisać się niekonwencjonalnym zagraniem, to nie miał do kogo. Jakże znamienna była sytuacja z 37. minuty, gdy Śląsk miał okazję do kontry, Bartłomiej Pawłowski popędził z ów kontrą, ale do pomocy miał tylko Roberta Picha. Całe morze niebieskich koszulek Piasta i jeden Pich biegnący gdzieś w oddali, niby po coś, ale oceniając po sytuacji, to tak naprawdę po nic. Gdzie była reszta? Nie wiadomo.

Piast z kolei do końca pierwszej połowy kontrolował mecz, znacznie częściej zbliżając się do pola karnego Śląska. Inna sprawa, że nikt mu tej kontroli specjalnie nie utrudniał. WKS oddał w pierwszej połowie 3 strzały, wszystkie niecelne. Tyle. Do przerwy wrocławianie schodzili przegrywając 0:1.

Po powrocie na boisko nie zobaczyliśmy już na boisku Macieja Pałaszewskiego, a za niego wszedł Rafał Makowski i rezerwowy dał pozytywny impuls. To on oddał pierwszy celny strzał Śląska w tym meczu, sprawiając Plachowi niemałe kłopoty. Niestety za dużo się Makowski nie nagrał, bowiem już po 10 minutach doznał kontuzji kolana i musiał zejść z boiska. O własnych siłach na szczęście, co warto zauważyć. Jakby Śląskowi było mało kłopotów, to po pechowej zmianie stracili drugiego gola. W 58. minucie piłkę w głupi sposób stracił Sobota, pogubili się kompletnie obrońcy WKS-u w polu karnym, Żyro wystawił piłkę Patrykowi Sokołowskiemu, a ten wykonał wyrok. Czteroetapowy sposób na katastrofę.

Jeżeli ktokolwiek w Śląsku miał wcześniej jeszcze wątpliwości, tak teraz trzeba było iść do przodu, bo bronić nie było już czego. Problem w tym, że wrocławianie po prostu nie potrafili. Dochodzili najdalej przed pole karne Piasta i bum! Niewidzialna ściana, za którą nikt nie wiedział co robić. Co jakiś czas próbowali szarpać, czy to Praszelik, czy Piasecki, ale albo nie mieli komu zagrać, albo sami coś psuli. Trudno tu nawet odnotować coś ciekawszego w ich wykonaniu, bo nie było czego. Bramkarz Piasta Frantisek Plach był dzisiaj przez większość meczu kompletnie zbędny. Piast po golu na 2:0 też tempa wielkiego nie narzucał, bo to było bez sensu. Musieli widzieć, że WKS jest bezzębny, a wynik mieli bardzo korzystny. Mogli mieć jeszcze lepszy, ale Michał Żyro główkował w poprzeczkę. Pod sam koniec spotkania groźny strzał oddał z kolei Marcin Szpakowski, pokazując starszym kolegom z drużyny, że podjąć odważniejszą decyzję czasami jednak warto. Na więcej jednak nie było stać ani jego, ani nikogo innego. Śląsk przegrał 0:2, w pełni zasłużenie.

No cóż, ktokolwiek miał nadzieję że WKS przebudzi się na wyjazdach ten niech następnym razem sobie lepiej daruje i oszczędzi zawodu. Ale to już nawet nie chodzi o to gdzie ten mecz był. Bo z taką grą Śląsk przegrałby wszędzie. W Gliwicach, Wrocławiu, bez znaczenia. Jeżeli przez 90 minut drużyna oddaje dwa celne strzały, z czego jeden prosto w bramkarza, a z kontrą w dobrej sytuacji biegnie dwóch zawodników, to z czym do ludzi? Indolencja ofensywna tego zespołu raziła dziś okrutnie. Praszelik pogubiony, Pich niewidoczny, Sobota w koszmarnej formie, a jedynego zawodnika, któremu powiedzmy że dzisiaj coś wychodziło, Bartłomieja Pawłowskiego, trener Lavicka zdjął po 64 minutach gry. Zostawiając wspomnianych trzech. Na dodatek defensywa, którą grający bez lidera Jakuba Świerczoka Piast, dziś wyjaśnił dokumentnie. Było wiadomo, że tak słabą dyspozycję Śląska, drużyna lepsza od Stali Mielec wykorzysta i wygra. Stało się dokładnie to.

Przed wrocławianami teraz mecz prawdy. Powrót do domu, na Stadion Wrocław. Jeśli tam również zagrają podobnie słabo, to będzie oznaczać kryzys pełną gębą. W piątek 12 lutego o 20:30, rywalem Śląska będzie Wisła Kraków.

Piast Gliwice – Śląsk Wrocław 2:0

Gole:

1:0 – Michał Żyro 23’

2:0 – Patryk Sokołowski 58’

Piast: Plach – Konczkowski, Czerwiński, Huk, Holubek – Pyrka (87. Wincierż), Jodłowiec, Sokołowski, Chrapek (89. Alves), Vida (79. Milewski) – Żyro

Śląsk: Putnocky – Janasik, Puerto, Tamas (79. Pawelec), Stiglec – Pawłowski (64. Piasecki), Pałaszewski (46. Makowski (58. Zylla)), Sobota (79. Szpakowski), Praszelik, Pich – Exposito

Żółte kartki:

Sędzia: Mariusz Złotek

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Adolf Juzwenko powinien zrezygnować z funkcji dyrektora Ossolineum?




Oddanych głosów: 484