zamknij

Sport

Chrapek, Robak i po sprawie. Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 2:0 [RELACJA]

Trzeci domowy mecz w tym roku - trzecie zwycięstwo, do tego wypracowane w dobrym stylu. Śląsk Wrocław pokonał Jagiellonię Białystok 2:0, po golach Michała Chrapka i Marcina Robaka.

To miał być najtrudniejszy mecz na Stadionie Wrocław dla Śląska pod wodzą trenera Vitezslava Lavicki, bo Jagiellonia to w tym sezonie zespół z ligowego topu. W Białymstoku mają swoje problemy, co zresztą było widać we Wrocławiu (do tego jeszcze wrócimy), ale z “Jagą” zawsze należy się liczyć. Trener Lavicka wiedział, że z takim rywalem Śląsk musi umiejętnie zasłonić swoje słabe punkty. Dlatego Czech nieco pomieszał w pierwszym składzie, mając doświadczenie z Gliwic, gdzie Śląsk przegrał po kiepskiej grze. Dlatego w składzie na “Jagę” zameldował się Łukasz Broź jako prawy obrońca, na lewej obronie zagrał zaś debiutujący w Śląsku Mateusz Hołownia. Dotychczasowy pewniak do wyjściowego składu Piotr Celeban tym razem usiadł na ławce, z której - jak się okazało - przez cały mecz się nie podniósł. Z kolei w środku pomocy miejsce Jakuba Łabojki zajął Michał Chrapek.

Reklama

Wszystkie te zmiany kadrowe się opłaciły. Najlepsze podziękowania trenerowi za zaufanie wypłynęły od Chrapka, który kredyt zaufania spłacił golem. W 8. minucie gry pomocnik Śląska skorzystał z błędu bramkarza Jagiellonii Grzegorza Sandomierskiego, który wypuścił piłkę z rąk na linii bramkowej, dopadł do niej właśnie Chrapek, który mimo ataków rywala zachował zimną krew, znalazł sobie trochę wolnej przestrzeni i strzelił gola. Ten cios jakby spętał nogi piłkarzom z Białegostoku. “Jaga” miała pewne problemy z organizacją gry, nie mając pomysłu na to, jak przebić się przez zdyscyplinowany, dobrze naciskający w pressingu Śląsk. Piłka nie docierała do napastników Jagiellonii, a gdy gościom udało się sklecić w miarę składną akcję, uważnie grająca obrona Śląska skutecznie ją gasiła. I tylko raz, po strzale Arvydasa Novikovasa z rzutu wolnego, bramkarz Śląska Jakub Słowik musiał się mocniej wykazać podczas interwencji.

Wrocławianie grali ostrożnie, ale z wyrachowaniem. Wiedzieli, że Jadze trzeba maksymalnie utrudnić grę z piłką, więc naciskali szybko przy próbie jej przyjęcia. To się opłaciło, a goście zupełnie nie mogli złapać rytmu gry. Została im więc twarda walka w środku pola, zatem na boisku były momenty, kiedy trzeszczały kości, ale w tych warunkach lepiej odnaleźli się wrocławianie. Śląsk starał się konsekwentnie grać swoje, a także wykorzystywać w pełni sytuacje strzeleckie, co - pamiętając o problemach ze skutecznością pod bramką rywala - nie jest wcale takie naturalne, kiedy chodzi o wrocławski zespół. Tym razem jednak Śląsk jak już próbował strzelać, to skutecznie. W 25. minucie na 2:0 podwyższył Marcin Robak, niemal wpychając siłą piłkę do bramki “Jagi” po podaniu Chrapka. Chwilę później szczęścia próbował jeszcze Krzysztof Mączyński, który uderzał z rzutu rożnego i trafił w poprzeczkę bramki gości.

Dwa gole zdobyte w pierwszej połowie dały Śląskowi spory komfort gry, a trenerowi Jagiellonii Ireneuszowi Mamrotowi duży problem do rozwiązania. Bo jego zespół, we Wrocławiu dość niemrawy, nie sprawiał wrażenia, że wie, jak nawiązać walkę. Po przerwie, piłkarze z Białegostoku gdy już strzelali, to po trybunach Stadionu Wrocław, a w ich grze nie było widać przełomu. Nie pomogła nawet ofensywa trenera Mamrota, który po godzinie meczu przestawił Jagiellonię na grę trzema obrońcami, a na murawę posłał Martina Pospisila, Martina KostalaPatryka Klimalę. Ci piłkarze mieli podkręcić tempo poczynań ofensywnych Jagiellonii i fakt: “Jaga” zaczęła częściej się meldować na połowie rywala. Ta taktyczna zmiana nie przyniosła jednak efektu. Śląsk nadal był czujny w obronie, potrafił też groźnie skontrować rywala. Idealną sytuację miał w 62. minucie Lumambo Musonda, który znalazł się w sytuacji sam na sam z Sandomierskim, ale piłka mu odskoczyła i było po szansie. Jagiellonia postraszyła zaś uderzeniem Kostala, z którym nie bez trudu uporał się Słowik.

Im bliżej było końca meczu, tym bardziej było widać zmęczenie po graczach Jagiellonii, co przybliżało Śląsk do zwycięstwa. Wrocławianie zachowywali koncentrację, byli zdyscyplinowani na boisku, próbowali szanować piłkę i zmuszali rywala do biegania kolejnych kilometrów. A już w doliczonym czasie gry Śląsk miał znakomitą okazję, aby dobić rywala trzecim golem. Sandomierski wyleciał z boiska z czerwoną kartką, ukarany za wybicie piłki ręką już poza polem karnym. Początkowo sędzia nie zauważył tego przewinienia, ale system VAR okazał się bezlitosny i poszło szybko. Powtórka wideo, kartka dla Sandomierskiego, brak zmian w Jagiellonii i Taras Romanczuk z przymusu na pozycji bramkarza… Warunki do zdobycia gola wymarzone, ale Śląsk z tego nie skorzystał.

Nikt jednak nie wybrzydzał z tego powodu, bo wygrana 2:0 nad trzecim zespołem Ekstraklasy i tak smakuje dobrze. A dzięki zdobytym 3 punktom, Śląsk ma już 27 “oczek”, co pozwoliło mu nieco oddalić się od strefy spadkowej. Teraz pozostaje czekać na mecze sąsiadów w tej części tabeli Ekstraklasy i ich wpadki, co sprawi, że sytuacja wrocławian zrobi się bardziej komfortowa. Dodatkowo, w tym roku Śląsk pozostaje niepokonany na swoim stadionie, co ma spore znaczenie, jeśli chodzi o komfort psychologiczny.

Warto podkreślić, że świetny debiut w Śląsku zaliczył 20-letni Mateusz Hołownia. Młody lewy obrońca harował jak wół, ustrzegł się błędów, był pewnym punktem wrocławskiej obrony. Michał Chrapek strzelił gola i miał asystę, a w środku pola pewnym punktem był Krzysztof Mączyński, dobrze dyrygujący grą zespołu.

O kolejne punkty w Ekstraklasie Śląsk powalczy 16 marca w Warszawie, gdzie zmierzy się z Legią.

Śląsk Wrocław - Jagiellonia Białystok 2:0 (2:0)
Bramki: Chrapek (8.), Robak (25.).

Śląsk Wrocław: Słowik - Broź, Tarasovs, Golla, Hołownia - Musonda (64. Ahmadzadeh), Chrapek (77. Łabojko), Mączyński, Radecki, Pich - Robak (86. Piech).
Jagiellonia Białystok: Sandomierski - Arsenić, Runje, Mitrovć, Bodvarson (66. Kostal) - Novikovas, Kwiecień, Romańczuk, Jesus Imaz (58. Pospisil), Guilherme - Scepović (66. Klimala).

Żółte kartki: Mączyński - Guilherme, Mitrović.
Czerwona kartka: Sandomierski (90. - zagranie ręką poza polem karnym).
Sędzia: Paweł Raczkowski (Warszawa).

Widzów: ok. 8,2 tys.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy podobają Ci się nowe, szklane biurowce we Wrocławiu?




Oddanych głosów: 314