zamknij

Sport

Czołówka PGE Ekstraligi zmierzyła się w IMME. Wysokie miejsce Artioma Łaguty

2021-06-18, Autor: Bartosz Królikowski

Szesnastu najlepszych żużlowców obecnego sezonu PGE Ekstraligi, niestety z jednym ubytkiem w postaci kontuzjowanego Macieja Janowskiego, zmierzyło się w Toruniu w Indywidualnych Międzynarodowych Mistrzostwach Ekstraligi. Tegoroczna edycja była niezwykle wyrównana, a zwycięzcą został niespodziewanie Jason Doyle z Unii Leszno . Wysokie szóste miejsce zajął Artiom Łaguta z Betard Sparty, zaś Tai Woffinden miał naprawdę sporego pecha.

Reklama

Ten weekend pozbawiony jest emocji jeżeli chodzi o rozgrywki PGE Ekstraligi (za wyjątkiem zaległego spotkania Stali Gorzów z Motorem Lublin), ale żużlowi fani otrzymali coś w zamian. IMME, czyli Indywidualne Międzynarodowe Mistrzostwa Ekstraligi. Zawody z udziałem 16 najlepszych zawodników pod względem średniej pkt na bieg obecnego sezonu. W tym roku poświęcone pamięci zmarłego w 2020 roku Zenona „Super Zenona” Plecha, legendy polskiego żużla, wielokrotnego medalisty mistrzostw Polski, a także indywidualnych mistrzostw świata. Rywalizacja absolutnej czołówki, choć wielu traktuje ją jako pole do testów różnych ustawień motoru, czy ogólnie szlifowania formy na tle najlepszych, bez wielkiej presji na wynik.

Niezależnie jak kto traktował te zawody, sama obsada musiała zwiastować ogromne emocje. Poprzednie dwie edycje wygrywał Bartosz Zmarzlik. W tym roku na toruńskiej Motoarenie nie zabrakło ani mistrza świata, ani asów niemal każdej z drużyn PGE Ekstraligi, w tym Betard Sparty Wrocław.

Niestety udziału nie wziął Maciej Janowski. „Magic” zaliczył ostatnio upadek w meczu ligi szwedzkiej, między Lejonen Gislaved, a Dackarną Malilla, zderzając się z Oliverem Berntzonem. Polak uszkodził przy tym lewą rękę i na wszelki wypadek wycofał się z IMME. Dalsze badania wykażą czy lider Spartan pojedzie w niedzielę 27 czerwca w meczu z Motorem Lublin. Na starcie pojawili się jednak oczywiście Tai Woffinden oraz Artiom Łaguta. Brytyjczyk jest obecnie szósty w klasyfikacji średnich punktowych w lidze (2,269 pkt na bieg), a Rosjanin czwarty (2,369).

IMME mają format nieco oparty na zawodach Speedway Grand Prix, ale z dość istotną zmianą. Mianowicie dwóch najlepszych zawodników po 20 biegach automatycznie awansuje do finału. Żużlowcy z miejsc 3-10 startują w dwóch półfinałach, z których tylko zwycięzcy uzupełniają stawkę finalistów. Walka zatem trwa prawie dla wszystkich do samego końca.

Zawody już od pierwszych biegów były bardzo wyrównane. Na przestrzeni kolejnych wyścigów brakowało absolutnego dominatora, który rządziłby i dzielił twardą „ręką”, choć oczywiście wyłonili się faworyci. Bartosz Zmarzlik choć przywiózł jedną jedynkę, przez niemal całe zawody był piekielnie szybki. Gdy wygrywał, to dominująco, jak przegrywał to po twardej walce. Zwycięzca poprzednich dwóch edycji był pierwszym, który wywalczył bezpośredni awans do finału.

Oprócz niego świetnie spisywał się Jason Doyle z Unii Leszno. Australijczyk zaczął od zera, ale potem wygrał swoje kolejne trzy wyścigi. Pozytywnie zaskakiwał zaś Jakub Miśkowiak. Junior Włókniarza Częstochowa nie zwalniał nawet na moment. Potrafił nawet wygrać jeden z biegów, gdzie za plecami przywiózł Mikkela Michelsena. Duńczyk był najbardziej równym zawodnikiem fazy zasadniczej, gdyż na 5 biegów aż 4 razy był drugi.

Jak poradzili sobie żużlowcy z Wrocławia? Otóż Tai Woffinden miał strasznego pecha. Po tym jak wygrał swój pierwszy bieg, w dwóch następnych zaliczał defekty. To w gruncie rzeczy nie miałoby znaczenia, bo „Tajski” i tak zamierzał się po 3-4 startach wycofać, aby nie przeciążać bez większej potrzeby jeszcze nie do końca wyleczonych pleców, które ucierpiały jeszcze podczas jednego z ostatnich treningów. Ale niefart niezwykły tak czy inaczej. Artiom Łaguta zaś był bardzo nierówny. W pierwszych pięciu biegach był 2 razy pierwszy, 2 razy trzeci i raz drugi. Ale zdobyte w ten sposób 10 pkt dało mu półfinał z czwartego miejsca.

Rosjanin w swoim półfinale zmierzył się z Emilem Sajfudtinowem, Jakubem MiśkowiakiemNickim Pedersenem. To właśnie doświadczony Duńczyk wystrzelił spod taśmy, zakładając wszystkich. Łaguta przez cały bieg naciskał, atakował, nabierał prędkości, ale Nicki jak na weterana przystało znakomicie się obronił i to on wywalczył awans do finału. Niespodziewanie, bowiem do półfinałów dostał się z odległej 10. pozycji. Artiom ostatecznie zajął w IMME 6. Miejsce.

W finale emocji nie zabrakło. Najpierw wykluczony został Nicki Pedersen, który ostro potraktował Janusza Kołodzieja, doprowadzając do jego upadku. W powtórce Kołodziej oraz Doyle niespodziewanie szybko załatwili Bartosza Zmarzlika, który nie liczył się w walce o triumf. Ten jak się wydawało, w garści miał już Kołodziej, ale popełnił błąd, okrutnie wykorzystany przez Doyle’a. To właśnie Australijczyk został w tym roku zwycięzcą IMME im. Zenona Plecha.

Pełne wyniki IMME:

1. Jason Doyle (0,3,3,3,2,3) 11+3 pkt

2. Janusz Kołodziej (3,0,1,3,1,3,2) 8+3+2 pkt

3. Bartosz Zmarzlik (3,1,3,3,2,1) 12+1 pkt

4. Nicki Pedersen (1,2,2,2,1,3,W) 8+3+0 pkt

5. Mikkel Michelsen (2,2,2,2,3,2) 11+2 pkt

6. Artiom Łaguta (1,2,3,1,3,2) 10+2 pkt

7. Jakub Miśkowiak (2,3,2,1,2,1) 10+1 pkt

8. Jack Holder (2,1,3,2,1,1) 9+1 pkt

9. Paweł Przedpełski (3,1,2,0,3,0) 9+0 pkt

10. Emil Sajfudtinow (1,3,1,1,3,0) 9+0 pkt

11. Martin Vaculik (2,0,0,3,1) 6 pkt

12. Patryk Dudek (D, 3,1,0,2) 6 pkt

13. Tai Woffinden (3,D,D) 3 pkt

14. Wiktor Jasiński (0,1,2,0,0) 3 pkt

15. Mateusz Cierniak (1,1,0,1,W) 3 pkt

16. Krzysztof Lewandowski (0,2,0,0,D) 2 pkt

17. Leon Madsen (0) 0 pkt

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Muzeum Śląska Wrocław to potrzebna inwestycja?




Oddanych głosów: 93