Kultura

Czym zaskoczył mnie slam poetycki w Surowcu? [KOMENTARZ]

2017-11-11, Autor: Michał Hernes

Slam poetycki to wydarzenie, w trakcie którego występujący mają okazje rywalizować ze sobą publicznie, deklamując swoją twórczość. Publiczność nie wie wcześniej, kto wystąpi i podczas slamu zdarzają się pozytywne bądź negatywne niespodzianki. W czwartkowy wieczór w Surowcu zobaczyłem i usłyszałem coś, czego kompletnie się nie spodziewałem.

Reklama

Udział w slamie poetyckim daje ludziom okazje do pokazania tego, co siedzi w ich głowach, sercach i duszach. Można przedstawić swój wiersz, opowiedzieć coś prozą, krzyczeć albo oprzeć się na formule stand-upu. Na występ ma się 3 minuty, a oceny dokonuje publiczność.

Poziom występów jest różny i mówiąc szczerze nigdy nie wiem, czego się po slamach poetyckich spodziewać. W czwartkowy wieczór zachwyciła mnie młoda debiutantka, Aleksandra Kanar. To był jej pierwszy występ na slamie i prawdopodobnie pierwsze publiczne czytanie przez nią wierszy jej autorstwa. Urzekła mnie od pierwszego zdania. Odnoszę wrażenie, że Kanar ma duszę postrzegającą w taki sposób, że nie umknie jej żaden znaczący cień i odczuwającą w ten sposób, że jej ręka przepięknie potrąca struny uczuć. To intrygujący instrument poznania, który być może stroi niczym solistka w kompletnej ciszy.

Jej wiersze skojarzyły mi się z ukochanym przeze mnie słowem  „soulfulness” – smutnym uczuciem przekutym w coś twórczego, oczyszczającego i pięknego (nie lubię zbyt pochopnie używać słowa "katharsis", bo bywa nadużywane i traci przez to swoją moc, ale tu było jak najbardziej na miejscu). Zachwyciła mnie ta alchemia bólu w bardzo osobistej i boleśnie szczerej poezji Aleksandry Kanar. Gratuluję jej odwagi, bo widać było, jak wiele ją to kosztuje (ręce poetki trzęsące się w trakcie czytania jednego z bolesnych wierszy potęgowały ten efekt, mówiąc więcej niż tysiące słów). Otrzymałem od młodej artystki dar płynący prosto z jej serca. Nawet jeśli ma w sobie drobne niedociągnięcia, kompletnie mi to nie przeszkadza.

Tych wierszy słuchałem zgodnie ze wskazówkami Władimira Nabokova - mózgiem i kręgosłupem, a ciarki przebiegające mi po plecach również mówiły o nich bardzo wiele. W trakcie słuchania tej poezji próbowałem odczuwać wszystko tak jak jej autorka i choć nigdy mi się to nie uda, otrzymałem tego intrygującą namiastkę. Odnoszę wrażenie, że ma ona wyostrzoną zdolność do ożywiania swoich rozterek i niepokojów. Czekam na więcej.

Czyżby we Wrocławiu pojawiła się godna następczyni Tadeusza Różewicza albo talent na miarę Olgi Tokarczuk? To opinia przedwczesna, do której doszedłem pod wpływem magii chwili i zaskoczenia. Być może to stwierdzenie na wyrost, choć ogromnie bym chciał, żeby tak się stało. Zwłaszcza, że ostatni raz czułem coś takiego, kiedy słuchałem jak inny młody poeta, Tomasz Bąk, czytał swoje znakomite wiersze, w tym "Multikino zaprasza na seans nienawiści".

Z drugiej strony w jednym z wierszy Kanar wspomniała, że pisze tylko o własnych przeżyciach i doświadczeniach. Pytanie brzmi, czy będzie w stanie poszerzyć tematykę swoich utworów. Przeczytałem niedawno wywiad z tegorocznym literackim noblistą Kazuo Ishiguro, w którym zauważył, że pisanie o tym, co się zna i o czym się wie jest najgłupszą rzeczą, o jakiej kiedykolwiek słyszał i zachęca ludzi do tworzenia nijakich autobiografii. Jego zdaniem negatywnie wpływa to na potencjał i wyobraźnie pisarzy, chociaż niekoniecznie musi mieć rację. Szczególnie, że poezji Kanar nie nazwałbym nijaką. Wierzę, że uda jej się ukryć siebie i swoje rozterki w wierszach, a przede wszystkim - otworzyć się na inne tematy.  A jeśli nie... Nabokov powiedział kiedyś, że jest tylko jedna szkoła: szkoła talentu. Moim zdaniem tego Kanar odmówić nie można. Może się mylę, ale coś mi mówi, że autentyzm jest dla autorki ważniejszy od pisania pod publiczność, od próby przypodobania się czytelnikom. Oby tylko nie zamieniło się to w poezję skarg i jęków. Rzecz jasna, niekoniecznie musi się tak stać. Przyszłość Kanar to tajemnica i niewiadoma, a stykanie się z niewiadomą i niewiedzą są dla mnie bardzo ważnymi elementami poezji. Życie i poezja tej dziewczyny stanowią dla mnie zastanawiającą jedność.

Niezależnie od drobnych wątpliwości, niezwykle ważne jest dla mnie poszukiwanie właściwych słów i nieoczekiwanie odnalazłem je w tych wierszach. Nawet gdy ich tematy są bardzo bolesne, te słowa paradoksalnie sprawiają, że jeszcze bardziej kocham świat i ludzi. Przywołując refleksję wspomnianego wcześniej Różewicza: "nie wstydźcie się łez, młodzi poeci". Bardzo mnie cieszy, że Aleksandra Kanar się tego nie wstydzi.

Oceń publikację: + 1 + 16 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 449