Sport

Druga strona medalu: Łukasz Madej (odc.15)

2017-07-28, Autor: Andrzej Gliniak

Gościem kolejnego odcinka Drugiej Strony Medalu jest Łukasz Madej, który w rozmowie z Andrzejem Gliniakiem opowiada o nietrafionych decyzjach podjętych w karierze, grze w derbach oraz o swoich problemach z prawem i kłopotach zdrowotnych. Zapraszamy do lektury!

Reklama

Blisko dwadzieścia lat w ekstraklasie, prawie czterysta meczów na koncie. Z niejednego piłkarskiego pieca jadłeś chleb. Czy Łukasz Madej czuje się spełniony?
Czuje niedosyt. Jak na swoje możliwości i sukcesy, które osiągnąłem będąc jeszcze młodym chłopakiem, mogłem zajść znacznie wyżej. Już na początku swojej profesjonalnej przygody z piłką zdobyłem wicemistrzostwo Europy do lat 16 a potem mistrzostwo Europy do lat 18. Niestety żyliśmy w innych czasach. Internet nie był wtedy tak popularny jak dziś, więc nasz sukces nie został odpowiednio nagłośniony i sprzedany. Dziś pewnie zostałbym od razu sprzedany za kilka milionów euro do niezłego europejskiego klubu z dużymi perspektywami na rozwój. Miałem co prawda propozycje z Lokomotiwu Moskwa, ale wtedy nikt z Polaków nie jeździł grać do Rosji. Dopiero póżniej szlaki przetarł Mariusz Lewandowski grając na Ukrainie w Szachtarze Donieck. Kierunek wschodni, głównie ze względu na zarobki stał się bardzo popularny.

W futbolu kluczową rolę odgrywają trafne wybory. Ja niestety z reguły nie miałem do nich szczęścia. Zabrakło spektakularnego transferu, który umożliwiłby mi wybicie ponad ligową rzeczywistość i udowodnił moją wartość. Raz byłem bliski przejścia do Legii Warszawa a dwukrotnie niewiele zabrakło, żebym został piłkarzem Wisły Kraków. Szczególnie żałuje braku przenosin do Grodu Kraka. "Biała Gwiazda" rozdawała wtedy karty w ekstraklasie. To był prawdziwy polski "dream team" w składzie z Żurawskim, Frankowskim, Kosowskim czy Uche. Chłopaki byli na ustach całego kraju. Grali a co najważniejsze wygrywali z takimi potęgami jak Parma czy Schalke. Toczyli wyrównane boje ze słynnym Lazio Rzym. Raz się nie udało, bo doszło do zmiany trenera. Henryk Kasperczak został zwolniony, a nowy opiekun miał inną wizję personalną drużyny. Za drugim razem walczyłem z młodzieżówką o wyjazd na Igrzyska Olimpijskie i zależało mi na regularnym graniu. Obawiałem się, że grając w jednej drużynie z Kalu Uche mogę mieć z tym problem.  

Kolejny krok, którego mocno żałuje to przejście w wieku 22 lat z Lecha Poznań do Górnika Łęczna. Z perspektywy czasu decyzja kompletnie bez sensu. Kolejorz walczył wtedy o najwyższe cele a w zespole z Lubelszczyzny nie mogłem się odnaleźć i szybko wróciłem do ŁKS-u. Tam piłkarsko odżyłem. Dopiero w wieku 26 lat zdecydowałem się na pierwszy zagraniczny transfer. Zostałem piłkarzem portugalskiej Coimbry. Nie udało się. Na Półwyspie Iberyjskim rozegrałem zaledwie sześć meczów i wróciłem do Polski. Niedawno spotkałem swojego byłego trenera. Długo wspominaliśmy stare dzieje. - Ten kto przesunął Cię na bok pomocy jako młodego chłopaka powinien dostać kulkę w łeb - skwitował dosadnie. Miał dużo racji. Zawsze najlepiej czułem się jako typowa dziesiątka czyli ofensywny kreator gry. Na takiej pozycji dawał mi szanse w Górniku Zabrze trener Robert Warzycha a ja odwdzięczałem się strzelaniem goli i asystami. Obecnie w Śląsku, po odejściu Rioty Morioki, też mam więcej swobody w ataku.

Chyba jednak nie było tak źle. Jak na polskie warunki masz całkiem niezłe CV ze zdobyciem mistrzostwa, wicemistrzostwa oraz Pucharu Polski włącznie. Grałeś też w reprezentacji Polski. Zresztą dzięki piłce zwiedziłeś też niemal pół świata.
Ogromne wrażenie zrobiła na mnie Brazylia. Mając zaledwie 17 lat, grając w ŁKS-ie, polecieliśmy tam na obóz. Plaża Copacabana, rzeźba Chrystusa czy zapierająca dech w piersiach panorama Rio de Janeiro. Niesamowity kraj. Wszyscy uśmiechnięci i pozytywnie nastawieni do życia. Piękne dziewczyny tańczą seksownie na plażach i ulicach a chłopaki grają w piłkę i siatkówkę. Bardzo podobało mi się też w Nowej Zelandii, gdzie poleciałem z reprezentacją Polski na Mistrzostwa Świata do lat 17. Choć z wyprawą na drugi koniec świata wiąże się też dramatyczna historia. W trakcie podróży na turniej czekało nas międzylądowanie w USA. Ze Stanów mieliśmy wylecieć rano, ale samolot został bardzo opóźniony. Udało nam się wystartować dopiero późnym wieczorem. Trafiliśmy na fatalną pogodę. Burza z piorunami towarzyszyła nam przez kilka godzin. Samolot wpadł w turbulencję i trzęsło nim niesamowicie. Bardzo się bałem, ale na szczęście cali i zdrowi wylądowaliśmy na miejscu.

Tych mniej przyjemnych historii nie brakowało także w twoim życiu prywatnym. W Wikipedii, czytając artykuł o Łukaszu Madeju, można znaleźć zakładkę o Twoich problemach z prawem.
Na temat tej historii słyszałem już tyle bzdur, że kompletnie mnie to nie rusza. Media miały używanie. Kilka lat temu w Łodzi, w prowadzonej przeze mnie restauracji doszło do kłótni. To była ostra wymiana zdań. Jeszcze raz mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nie uderzyłem swojej byłej żony a tym bardziej jej matki. Przyjechała policja. Wersje kobiet z reguły bywają bardziej wiarygodne. Oskarżono mnie o przemoc i groźby. Odbyła się pokazówka. Zostałem skuty w kajdanki i trafiłem do aresztu. Tam spędziłem 48 godzin. Po kilku dniach przeczytałem w gazetach, że Łukasz Madej pobił kobietę. Oczywiście nikt już nie raczył sprostować, że po kilku dniach Dominika, czyli była żona, wycofała zeznania a ja zostałem oczyszczony z zarzutów. Co z tego. Smród pozostał.

Nie ma tego złego...
Wtedy definitywnie przelała się czara goryczy, bo już od dłuższego czasu nie układało mi się w małżeństwie. Rozwiodłem się. Odżyłem psychicznie. Żyłem tak jak zawsze chciałem. Bez ciśnienia. Od roku spotykam się z Anetą. Wspaniała kobieta. Wreszcie czuje się szczęśliwy.

Zawsze byłeś wdzięcznym tematem dla mediów. Największa bzdura jaką przeczytałeś na swój temat?
Kiedyś otworzyłem "Fakt" i oniemiałem. Na pierwszej stronie dodatku sportowego było moje zdjęcie wraz z trzema chłopakami z kadry z czarnymi paskami na oczach i wielki tytuł "Mamy Was". Artykuł nawiązywał do wydarzeń sprzed prawie dwóch lat, kiedy podczas młodzieżowych Mistrzostw Europy w Finlandii oskarżono kilku naszych piłkarzy o gwałt na miejscowej kobiecie w jednym z tamtejszych klubów. Sęk w tym, że feralnej nocy nie byłem w dyskotece, więc ze sprawą nie miałem nic wspólnego. Skończyło się w sądzie, a brukowiec musiał wypłacić mi odszkodowanie za zniesławienie. Z perspektywy czasu wydaje mi się, że ktoś miał w tym interes, żeby po tak długim czasie rozgrzebać całą sytuację a nas próbować upokorzyć.

Zawsze podkreślasz swoje przywiązanie do ŁKS-u. W Łodzi żyje się specyficznie...
Wychowałem się na Polesiu, dzielnicy ŁKS-u. Cała moja rodzina od lat wspierała biało-czerwono-białych. Mieszkając w Łodzi i sympatyzując z  jedną z drużyn musisz przestrzegać pewnych zasad. Życie nocne też jest podzielone. Kiedyś kolega zabrał mnie na dyskotekę. Zauważyłem, że coraz więcej osób patrzy na mnie spod byka. Okazało się, że to klub w którym bawią się kibice Widzewa. Wyszedłem po kilku minutach nie prowokując awantury. Jako że uwielbiam grać w derbach, to wyjątkowo smakowało zwycięstwo ŁKS-u z Widzewem 2:0 przed własną publicznością. Wygraliśmy tam po 18 latach. Kilka lat temu, jako piłkarz Śląska zdobyłem na wyjeździe gola przeciwko Widzewowi na 2:1. Moja radość była ogromna a gwizdy i wyzwiska kibiców RTS-u słychać było niemal w całej Łodzi. Tylko mnie to motywowało. Niestety ostatecznie zremisowaliśmy 2:2, tracąc bramkę w ostatniej minucie. Jako piłkarz Górnika grałem w słynnych derbach Śląska przeciwko Ruchowi, a nawet zostałem bohaterem jednego z meczów. Wygraliśmy w Chorzowie 2:1 a ja strzeliłem zwycięskiego gola w ostatniej minucie. To był historyczny triumf. Górnik czekał na wyjazdowy sukces z lokalnym rywalem aż 18 lat. Zabrze oszalało z radości. Po meczu kibice czekali na nas na stadionie przy Roosvelta. Świętowaliśmy do późnej nocy. Jestem dumny, że mogłem zapisać się złotymi zgłoskami w historii tak utytułowanego klubu.

Paradoksalnie twój największy sportowy sukces związany był z najdramatyczniejszem momentem w piłkarskiej karierze.
Sezon 2011/2012. Walczyłem ze Śląskiem o mistrzostwo Polski. Końcówka ligi. Każdy mecz był dla nas jak finał Ligi Mistrzów. Miałem komfort psychiczny i mogłem skupić się wyłącznie na grze, bo z prezesem Piotrem Waśniewskim byliśmy dogadani w sprawie przedłużenia kontraktu na kolejne trzy lata. Zostały cztery kolejki do końca. Graliśmy w Gdańsku z Lechią. Orałem za trzech. Wyplułem płuca. Zremisowaliśmy 1:1. Po kilku dniach, na treningu, zaczęło mi się kręcić w głowie. Z czasem ból był nie zniesienia. Powtarzał się regularnie. Klubowi lekarze wysłali mnie do specjalistów. Diagnoza była fatalna. Ukryta wada serca przez którą krew nie dopływała do mózgu. To mógłbyć koniec mojej gry w piłkę. Mialem zaledwie trzydzieści lat. Nie poddałem się. Na własną rękę zacząłem szukać najlepszych neurologów i kardiologów w Polsce. Boisko treningowe zamieniłem na gabinety lekarskie. Ostatnie mecze Śląska walczącego o mistrzostwo Polski oglądałem ze szpitalnego łóżka. Fatalne uczucie bezradności. Zrobiłem pięć różnych badań serca i czekałem na wyrok. Gigantyczny kamień spadł mi z serca, kiedy lekarz oznajmił, że jestem zdrowy. Do tej pory nie wiadomo co tak naprawdę mi dolegało. Wróciłem do treningów. Formalnością wydawało mi się podpisanie ze Śląskiem nowego kontaktu, tym bardziej, że pokazałem wszystkie papiery od specjalistów z pozytywną diagnozą. Myliłem się. Klub odstąpił od umowy. W świat poszła informacja, że Madej jest poważnie chory. Nikt nie chciał związać się ze mną kontraktem. Pomocną dłoń wyciągnął do mnie dopiero GKS Bełchatów i prezes Marcin Szymczyk. Do tej pory mam wobec niego dług wdzięczności. Po kilku latach ponownie wróciłem do Śląska, bo nigdy nie obraziłem się na klub. Żal mam do ówczesnych włodarzy, że potraktowali mnie tak a nie inaczej tym bardziej, że dołożyłem sporą cegiełkę do tego aby WKS został mistrzem i wicemistrzem Polski.

Partnerem cyklu jest renomowana włoska restauracja Ristorante Liberta 7 na Placu Wolności 7 we Wrocławiu.

Co wiesz o Śląsku Wrocław

Co wiesz o Śląsku Wrocław

Śląsk Wrocław cały czas walczy o utrzymanie w Lotto Ekstraklasie. Po pewnym zwycięstwie 6-0 nad Ruchem Chorzów nastroje wśród wrocławskich kibiców wyraźnie się poprawiły. W ciągu ostatnich lat w drużynie pojawiło się wielu nowych zawodników. Sprawdzamy więc waszą wiedzę na ich temat.

Rozwiąż quiz

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1246