Sport

Druga strona medalu: Maciej Zegan (odc.5)

2017-05-05, Autor: Andrzej Gliniak

W piątym odcinku gościem Andrzeja Gliniaka jest popularny wrocławski wojownik Maciej Zegan. Dowiecie się, skąd wziął się jego przydomek "Boom, boom", dlaczego było mu nie po drodze z sędziami oraz jak potrafił wydać 6 tysięcy złotych na spodnie. Pięściarz opowiada również m.in. o swoim wymarzonym miejscu na odpoczynek, o tym, kto pełni w jego życiu największą rolę oraz o swoich największych lękach. Zapraszamy!

Reklama

Twój najtrudniejszy moment w życiu?
Prywatnie śmierć ojca. Miałem wtedy zaledwie 15 lat. W wieku dorastania straciłem najbliższą mi osobę i autorytet. Od tej pory postanowiłem, że wszystkie sukcesy na ringu zadedykuje swojemu tacie.

Sportowo z pewnością "przekręt" w walce o mistrzostwo świata organizacji WBO z Arturem Grigorianem. Stawka pojedynku ogromna. Walka w Essen transmitowana była w TVP. Po końcowym gongu podniosłem ręce w geście zwycięstwa. Wszyscy obserwatorzy byli pewni, że wygrałem. Mój ówczesny trener Zbyszek Raubo, z którym założyłem się, że jak zdobędę tytuł  zgoli wąsy (nie robił tego od 20 lat) czekał już z maszynką gotowy do działania. Werdykt miał być tylko formalnością. Konferansjer zaczął wyczytywać decyzję. Sędziowali wytypowali dwa do remisu dla Grigoriana. Szok. W hali rozległy się przeraźliwe gwizdy. Liczna grupa polskich kibiców krzyczała "złodzieje, złodzieje". Nie wierzyłem w to co się dzieje. Byłem bezradny. To ja zostałem mistrzem świata. Okradziono mnie perfidnie na oczach milionów. Na szczęście jestem bardzo silny psychicznie i ten "wałek" tylko mnie zmobilizował. Co prawda nie doczekałem się rewanżu z Grigorianem (wybrał 600 tys dolarów za walkę w USA z Acelino Freitasem z Brazylii), ale zdobyłem potem m.in interkontynentalny pas WBO, pas WBF czy pas mistrza Europy WBO.

Podsumowaniem tej historii niech będzie moje spotkanie z Grigorianem kilka lat po naszej walce. Serdecznie się przywitaliśmy, a Uzbek zapytał mnie ile walk do tej pory przegrałem. Odpowiedziałem, że tylko jedną, właśnie z nim. Wtedy Grigorian mocno się obruszył i stwierdził zdecydowanie: "Nie, nie, ty tej walki nie mogłeś wygrać . Tak zadecydowała mafia...

Twoje życiowe motto?
Aby do przodu!

Główna cecha twojego charakteru?
Upartość.

Jakich cech szukasz u kobiety?
Dobrego serca.

Jaka jest twoja największa wada?
Mówię szybko, często niezrozumiale.

Najważniejsza osoba w życiu?
Moja 17-letnia córka Jula.

Bokserskie wzory?
Za czasów amatorskich podziwiałem Oscara De La Hoye. Kiedy przeszedłem na zawodowstwo moim idolem został Floyd Mayweather.

Twój najważniejszy moment w karierze sportowej?
Podczas kariery amatorskiej na pewno tytuł mistrza Polski juniorów, który zdobyłem mając siedemnaście lat. Dzięki świetnym walkom Polski Związek Bokserski umożliwił mi występ na Mistrzostwach Polski Seniorów (trzeba było być pełnoletnim). Wykorzystałem szansę. Zdobyłem srebro. W finale przegrałem 2:3 z Jackiem Gwizdałą. Niesłusznie. Sędziowie zrobili "mały przekręt". Chyba stwierdzili, że taki żółtodziób od razu na najwyższym stopniu podium nie byłby mile widziany. Ta niesprawiedliwość tylko mnie zmobilizowała. W następnych latach pięciokrotnie byłem najlepszy wśród seniorów.  W boksie amatorskim stoczyłem ponad 350 walk z czego przegrałem tylko 15.

Najśmieszniejsza historia w trakcie boksowania?
Było ich mnóstwo. Głównie na zgrupowaniach kadry. Pewnego wieczoru wracaliśmy z dyskoteki. Szliśmy przez park. Razem z nami był bardzo znany polski pięściarz. "Chłopaki kur*a, zgubiłem zęby"- usłyszeliśmy nagle. Jego przednia, sztuczna szczęka , wypadła mu gdzieś w krzakach jak robił siku. Szukaliśmy zguby ładnych kilkanaście minut. Nie udało się. "Jak ja się teraz pokaże komuś"- lamentował sepleniąc, a my pokładaliśmy się ze śmiechu. Rano przed śniadaniem wróciliśmy do parku. Tym razem było już jasno, więc łatwiej było odnaleźć zgubione zęby. Obyło się bez wizyty u dentysty.

Z jaką kobietą najchętniej zjadłbyś kolacje?
Naomi Campbell. Piękna kobieta o ciemnej karnacji i do tego z dużą klasą. Poza tym trochę egzotyki nigdy nie zaszkodzi.

Jakiej pracy nigdy byś nie wykonywał?
Ochroniarz w klubie. To bardzo wyczerpująca praca i do tego w trybie nocnym a ja uwielbiam spać.

Ulubiona potrwa?
Półkrwisty stek

Z czym związany jest twój bokserski przydomek?
Na początek mówili na mnie "Zet gun", bo wyprowadzałem ciosy z prędkością strzałów z pistoletu. Potem mój kontrowersyjny promotor Don King zaczął przezywać mnie "Boom-boom" i tak się przyjeło.

Twoje ulubione miejsce we Wrocławiu?
Rynek.

Co wzbudza w tobie obsesyjny lęk?
Boje się starości i śmierci.

Co by było dla ciebie największym nieszczęściem?
Zamknąć mnie w czterech ścianach.

Czego niecierpisz ponad wszystko?
Fałszywych ludzi.

Obecny stan twojego umysłu?
Spokojny, wyluzowany. Ze względu na ogrom pracy jestem ostatnio lekko przemęczony.

Sportowiec, spoza boksu, którego podziwiasz?
Cristiano Ronaldo za jego pracowitość i Robert Lewandowski, który robi świetną reklamę dla Polski.

Ukochany sport oprócz boksu?
Piłka nożna. Zaczynałem przygodę ze sportem od futbolu.

Na co wydałeś pierwsze zarobione pieniądze?
Kupiłem auto. Czerwonego, dużego fiata 125p. Kosztował wtedy jakieś 20 tysięcy złotych.

Twoja największa słabość?
Ciuchy. Potrafię wydać na nie fortunę. Kiedyś kupiłem jeansy za ponad 6 tysięcy.

Słowa, których nadużywasz?
Po prostu.

Ulubieni bohaterowie literaccy?
Bohaterowie horrorów Stephena Kinga.

Ulubiony bohater życia codziennego?
Manny Pacquiao. Wybitny pięściarz, ale przede wszystkim dobry człowiek z wielkim sercem. Zarobił ogromne pieniądze, które przeznacza m.in na pomoc ludziom. Jest kochany w swoim kraju i nie tylko.

Jaką rzecz zmieniłbyś w swoim wyglądzie?
Akceptuję siebie takim, jakim jestem.

Dar natury, który chciałbyś posiadać?
Umieć przewidywać przyszłość.

Jak chciałbyś umrzeć?
Bez męczarni.

Jaki dźwięk cię wkurza?
Pisk o szybę.

Wymarzone miejsce na odpoczynek?
Kenia. Byłem tam na początku roku. To prezent od przyjaciela. Safari robi niesamowite wrażenie. Lwy, tygrysy, słownie i żyrafy na wyciągnięcie ręki. Przygoda na całe życie.

Błędy, które najłatwiej wybaczasz?
Nieprzemyślane.

Jeśli po śmierci staniesz u wrót nieba i otworzy Ci św.Piotr jakie słowa chciałbyś usłyszeć?
Witaj mistrzu!

Partnerem cyklu jest renomowana włoska restauracja Ristorante Liberta 7 na Placu Wolności 7 we Wrocławiu.

Oceń publikację: + 1 + 10 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1206