Sport

Druga strona medalu: Marek Matyja (odc.18)

2017-08-16, Autor: Andrzej Gliniak

Gościem kolejnego odcinku "Drugiej strony medalu" jest bokser Marek Matyja. Sportowiec w rozmowie z Andrzejem Gliniakiem opowiada o trudnych sytuacjach w swojej karierze, pracy jako ochroniarz w nocnym klubie i przymusowej przerwie od boksu. Zapraszamy!

Reklama

Już od małego wiedziałeś, co będziesz robił w życiu.
Swoje pierwsze rękawice dostałem od taty w wieku zaledwie pięciu lat. Razem z kumplem robiliśmy zawody bokserskie. On zakładał jedną, ja drugą. Nie liczyłem siniaków i podbitych oczu, bo każdy z nas chciał wygrać. Wszystko, oczywiście, w formie zabawy.

Na poważnie twoja przygoda z pięściarstwem zaczęła się jednak dużo później.
Mój znajomy zaczął chodzić w Oleśnicy na zajęcia do Wojtka Bartnika. Bardzo mu się podobało i zaproponował, żebyśmy trenowali razem. Miałem niedaleko, bo pochodzę z Bogusławic. Niestety, moi rodzice kategorycznie się temu sprzeciwili. Boks kojarzył im się z agresją, pijakami i grupami przestępczymi. Generalnie z wszystkim co najgorsze. Prawie pół roku zajęło mi, żeby ich przekonać. Udało się. Wreszcie mogłem legalnie się bić i to jeszcze pod okiem wielkiego pięściarza, ostatniego medalisty olimpijskiego.

Znajomość z Wojtkiem Bartnikiem, oprócz tego, że ukształtowała Cię boksersko, łagodziła też obyczaje.
Popularna dyskoteka w centrum Oleśnicy. Świętowaliśmy urodziny kumpla. Procentów nie brakowało. Od słowa do słowa nasza grupa ścięła się z inną ekipą. Zapowiadało się niezłe mordobicie. Kiedy pierwsze pięści miały pójść w ruch, usłyszałem znajomy głos: " Ej młody a co tu się dzieje?"- jak zwykle uśmiechnięty od ucha do ucha Wojciech Bartnik próbował uspokoić sytuację. Zamiast krwi lejącej się z rozbitych nosów, polały się kolejne drinki. Wszystko rozeszło się po kościach.

Ty doskonale znasz imprezowe życie również z tej drugiej strony. Przez kilka lat byłeś ochroniarzem w nocnych klubach.

Musiałem zarabiać na życie. W ciągu dnia studiowałem i trenowałem a w nocy stałem na bramce. To bardzo wyczerpująca praca, która niesie ze sobą wiele pokus.

Kobiety, alkohol plus wieczna adrenalina.
Z tym wszystkim musiałem się zmierzyć. Najgorsze było jednak zmęczenie.

Rano byłeś zwykle cieniem człowieka.
W końcu w nocy zawsze trzeba być czujnym. Kiedyś do Mundo weszło trzech gości. Byli pijani, więc nie wpuściłem ich do środka. Na spokojnie opuścili lokal. Wydawało mi się, że jest po sprawie. Nagle z partyzanta otrzymałem kilka ciosów w głowę. Widocznie chłopaki nabrali odwagi i widząc, że siedzę sam, chcieli się wyładować. Z odsieczą, z drugiego końca sali, przybiegł mój kumpel. Goniliśmy ich aż do samego Heliosa.

Innym razem dyskotekę odwiedziło dwóch mężczyzn. Byli pod wpływem alkoholu. Odmówiłem im wejścia do środka. Wtedy wyjęli odznaki i powiedzieli, żebym się nie wygłupiał, bo mogę mieć kłopoty. Pozostałem nieugięty. Ledwo trzymali się na nogach, a wychodząc jeden z nich się przewrócił. Po godzinie wrócili, ale już razem z kolegami w mundurach. - To ten mnie pobił- jeden z nich pokazał na mnie palcem. Policjanci skuli mnie w kajdanki i zawieźli na komendę. Tam przebadany zostałem alkomatem. 0,0 nie pozostawało wątpliwości. - To teraz czas na tych panów- twardo zarządzałem. U każdego wyszło grubo ponad dwa promile. Wypuścili mnie.

Najgorzej, kiedy biją się pijane dziewczyny. Wtedy nie ma hamulców. Drapią sobie twarz paznokciami i wyrywają włosy. Odciągnąć je od siebie to bardzo trudne zadanie, z którym wielokrotnie musiałem sobie poradzić.

Zarwane noce często przekładały się na twoją dyspozycję na studiach.
Często walczyłem sam ze sobą. Mój organizm nie dawał rady. Zdarzało się, że podtrzymywałem sobie powieki, żeby nie zasnąć. Raz na antropologii po prostu się nie udało. Mało tego, zacząłem głośno chrapać. Prowadząca kazała mnie obudzić i zagroziła, że jeśli sytuacja się powtórzy, wyrzuci mnie z zajęć.

Jako student AWF-u reprezentowałeś uczelnie na zawodach bokserskich.
Zostałem powołany na mistrzostwa świata w Mongolii. Byłem świetnie przygotowany i liczyłem, że przywiozę medal. Niestety, zaledwie cztery dni przed wylotem doznałem kontuzji. Podczas treningu tak niefortunnie zderzyłem się z kolegą głowami, że rozbiłem łuk brwiowy. Po przylocie, tuż przed pierwszym pojedynkiem, trener Zbigniew Raubo musiał mi ściągać szwy.

Drabinka ułożyła się świetnie. W pierwszym pojedynku trafiłem na Turka, a potem miałem już autostradę do finału. Niestety, podczas pierwszej walki otworzył mi się łuk i sędzia zmuszony był przerwać pojedynek. Przegrałem przez techniczny nokaut. Wielka szkoda.

Twój pierwszy kontakt z zawodowym boksem nie był szczęśliwy.
Moim trenerem był Ryszard Furdyna. Pomagałem Piotrkowi Wilczewskiemu w sparingach. Wypatrzyli mnie ludzie ze sztabu Andrzeja Gmitruka i zaproponowali współpracę. Nie wahałem się ani chwili. To była dla mnie wielka szansa. Wszystko zaczęło się niemal jak w bajce, bo bardzo szybko dostałem swoją pierwszą zawodową walkę, którą wygrałem. Liczyłem, że bokserski świat stoi przede mną otworem. Mijały jednak kolejne miesiące, a mój telefon milczał. Kolejna propozycja nie nadeszła. Byłem w kropce.

Wojtek Bartnik zaproponował mi wtedy, żebym powrócił do amatorstwa. Warunkiem koniecznym było jednak anulowanie mojej walki zawodowej. Napisaliśmy odpowiednie pismo i czekaliśmy na odpowiedź. To był jeden z najtrudniejszych momentów w mojej przygodzie z boksem. Mogłem jedynie trenować i walczyć na sparingach. Trwało to prawie półtora roku. W końcu nadeszła pozytywna odpowiedź. Walkę unieważniono, a ja mogłem kontynuować karierę w amatorstwie.

Mimo takich perturbacji, formy jednak nie straciłeś.
Powrót po tak długim czasie miałem imponujący. W Zawierciu, jako zawodnik Orła Oleśnica, wywalczyłem mistrzostwo Polski. W finale pokonałem Michała Gerleckiego, który bronił tytułu.

Zostałem powołany do reprezentacji Polski. Trenerem kadry był wtedy Hubert Migaczew. Zbliżały się mistrzostwa Europy. Szkoleniowiec dał mi słowo, że na pewno na nie pojadę a ja w zamian zagwarantowałem, że całkowicie podporządkuje się planom reprezentacji. Zrezygnowałem z nocnej pracy jako ochroniarz, poświęcałem własne pieniądze i każdą wolną chwilę, żeby jak najlepiej przygotować się do turnieju.

W międzyczasie pojawiła się bardzo konkretna propozycja od ludzi Andrzeja Wasilewskiego, właściciela zawodowej grupy Sferis Knockout Promotions. Chcieli, żebym ponownie przeszedł na zawodowstwo i dołączył do ich teamu. Pomny poprzedniej nieudanej przygody z grupą Gmitruka grzecznie jednak podziękowałem.

Szybko jednak pożałowałeś...
Trener Migaczew perfidnie mnie oszukał. Nie zostałem powołany na mistrzostwa Europy. Byłem wściekły, ale też bardzo zdeterminowany. Zostałem na lodzie i nie mailem już nic do stracenia. Błyskawicznie skontaktowałem się z panem Wasilewskim i zaproponowałem swoją gotowość. Doszliśmy do porozumienia.

Tak rozpoczęła się twoja druga przygoda z zawodowym pięściarstwem.
Podpisałem kontakt i mogłem skupić się wyłącznie na boksie. Moim trenerem został Fiodor Łapin. Na stałe przeniosłem się do Warszawy. W stolicy otrzymałem mieszkanie, regularną pensję a co najważniejsze możliwość treningów i sparingów z najlepszymi. Poznałem Krzysztofa Włodarczyka ( był wtedy mistrzem świata) Artura Szpilkę czy Krzysztofa Głowackiego (niedługo później sięgnął po tytuł mistrza świata). Ciągle się rozwijam. Do tej pory mam na swoim koncie czternaście zawodowych walk z których trzynaście wygrałem. Każda była wyjątkowa. Na pewno zapamiętam swój udział na gali w Wałczu. Głównie ze względu na mojego przeciwnika, który zmieniał się...trzykrotnie. Na długo przed pojedynkiem, a potem na ważeniu i wreszcie w dniu gali pojawiał się zupełnie ktoś inny. W szatni trener Łapin tejpował mi ręce a na monitorze oglądałem filmiki z walk swojego "najnowszego" rywala. Mimo tych całych zawirowań wygrałem.

Od zawsze miałeś charakter...
Podczas mistrzostw Polski juniorów w Elblągu doszedłem do finału. Walczyłem o złoty medal. W decydującej walce zostałem jednak perfidnie oszukany przez sędziów. Według nich przegrałem. Byłem wkurzony. Nie poszedłem na dekorację. Honor mi nie pozwolił

Jeszcze raz w trakcie swojej kariery musiałeś poddać się przymusowej przerwie od boksu.
Od urodzenia miałem wadę wzroku. Cierpiałem na krótkowzroczność. W boksie mi to jednak nie przeszkadzało. Lekarze co prawda sugerowali mi, żeby przeprowadzić zabieg, bo w późniejszym czasie może to rzutować na moje zdrowie ale nigdy nie byłem do końca zdecydowany. W końcu dla świętego spokój poddałem się zabiegowi. Efekt był piorunujący, a ja od tamtej pory zupełnie inaczej patrzę na świat. Po zdjęciu opatrunku cieszyłem się jak dziecko widząc bardzo wyraźnie samochodową rejestrację, która jeszcze przed operacją wydawała mi się lekko rozmazana.

Przed tobą najważniejszy bój w karierze.
Już w sobotę na gali w Międzyzdrojach zawalczę o tytuł Mistrza Polski z Dariuszem Sękiem. Mój przeciwnik to wymagający pięściarz, o uznanej klasie europejskiej. Będzie bardzo ciężko, ale mocno liczę, że to moja ręka powędruje w górę. To dla mnie wielkie wyzwanie. W przypadku wygranej mam dużą szanse zaistnieć poza krajem a kto wie może nawet stoczyć walkę o jakiś europejskiej pas. Życie zawodowego boksera to jednak stąpanie po kruchym lodzie. Zwycięstwa otwierają Ci drzwi do większej kariery, ale porażki mogą je mocno przytrzasnąć.

Dlatego trzymajcie kciuki! Na pewno się przydadzą!

Partnerem cyklu jest renomowana włoska restauracja Ristorante Liberta 7 na Placu Wolności 7 we Wrocławiu.

Oceń publikację: + 1 + 11 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1257