zamknij

Sport

Druga strona medalu (odc.33) - Kamil Dankowski

2018-08-09, Autor: Andrzej Gliniak

Kolejnym gościem "Drugiej strony medalu" jest obrońca Śląska Wrocław, Kamil Dankowski. Piłkarz opowiada o swoich początkach w zespole WKS-u, o swoich tatuażach i przykrym incydencie w młodzieżowej reprezentacji Polski. Zapraszamy!

Reklama

Twoją prawą rękę pokrywają tatuaże. Zdradzisz jakie mają znaczenie?
Mam m.in. wytatuowane daty urodzenia swoich rodziców. Jeden obrazek związany jest też z moim marzeniem. Przedstawia małego chłopca, który stoi z piłką na tle Stadionu Narodowego. Dzieciak bardzo chciałby kiedyś zagrać z orzełkiem na piersi. Podobnie jak ja. Występy w reprezentacji to dla mnie największa duma. Mocno liczę, że w przyszłości zrealizuję swój cel. Do tej pory jestem regularnie powoływany do kadry w niższych kategoriach wiekowych. Czas wreszcie na pierwszą reprezentację. Podobny tatuaż ma zresztą Neymar. Zawodnik PSG ma akurat chłopca stojącego na tle brazylijskich faveli, który podobnie jak on przez dobrą grę w piłkę chce dołączyć do lepszego świata.

Część marzeń już jednak spełniłeś. Bardzo szybko trafiłeś do pierwszej drużyny Śląska Wrocław. Miałeś wtedy zaledwie szesnaście lat.
Siedzę na lekcjach. Jak zwykle na samym końcu sali, bardzo się nudzę. Dzwoni telefon. Odbieram, w słuchawce Krzysiek Bukowski, nasz fizjoterapeuta. - Siedzisz? - pyta. - Tak, na zajęciach - odpowiadam bez entuzjazmu. - Trener chce cię na treningu z pierwszym zespołem - słyszę. - No co ty? Jaja sobie robisz? - rzuciłem. Byłem tak zaskoczony, ale i podekscytowany, że myślałem, że z wrażenia wyskoczę z ławki albo krzyknę na cały głos. Zajęcia zaczynały się za godzinę, błyskawicznie spakowałem książki, założyłem plecak i wyszedłem bez słowa z sali. Na Oporowską pobiegłem wtedy w czasie lepszym niż zrobiłby to Usain Bolt.

W szatni chłopaki przyjęli mnie bardzo ciepło. Sebastian MilaMariusz Pawelec od razu wzięli mnie pod swoje skrzydła. Byłem dumny jak paw, że mogłem przebierać się w jednej szatni z zawodnikami, których do tej pory oglądałem z trybun albo w telewizji. Do obecnego fizjoterapeuty Jarosława Szandrocho przez długi czas mówiłem "panie Jarku". Cieszyłem się każdą chwilą spędzoną w gronie starszych kolegów. Dla szesnastolatka było to niesamowite przeżycie.

W pierwszym składzie zadebiutowałeś jeszcze za trenera Stanislava Levego.
Graliśmy na Stadionie Wrocław z Ruchem Chorzów. Na mecz przyszła cała moja rodzina i znajomi. Niestety nie był to wymarzony występ. Przegraliśmy po słabej grze 2:3 strzelając oba gole w końcówce meczu. Zszedłem po pierwszej połowie. Po meczu czeski opiekun został zwolniony a w jego miejsce przyszedł Tadeusz Pawłowski, który w tak młodym wieku zaczął mi regularnie dawać szansę gry.

Swoją przygodę ze sportem nie rozpocząłeś jednak od futbolu.
Na początek był tenis ziemny - w wieku siedmiu lat. Szło mi całkiem nieźle, ale po zaledwie kilku lekcjach tato stwierdził, że nie będę odbijał piłki tylko ją... kopał. Zaprowadził mnie na trening do Nysy Kłodzko. To był mój pierwszy kontakt z futbolem. W międzyczasie chodziłem też na boks tajski. W obroty brali mnie chłopaki z miasta. Często byłem tak wyczerpany, że zasypiałem w drodze do domu w samochodzie ojca. W wieku trzynastu lat zostałem zawodnikiem FC Wrocław Academy, a trzy lata później trafiłem do Śląska Wrocław, do Młodej Ekstraklasy. Spóźniłem się rok, żeby cieszyć się z mistrzostwa Polski z WKS-em.

W barwach Śląska grasz już dobrych pięć lat. Były wzloty i upadki. Ty jednak masz twardy charakter i nigdy się nie poddajesz.
Dwa lata temu graliśmy w Kielcach z Koroną. Atmosfera wokół mojej osoby była gęsta, bo media zarzucały mi, że mam już kilkadziesiąt występów w ekstraklasie, a nie potrafię zdobyć bramki. Już w tak młodym wieku grałem pod wielką presją. W 70. minucie mieliśmy rzut wolny z prawie trzydziestu metrów. Trafiłem idealnie nad murem. Kamień z spadł mi z serca a radość z gola była ogromna. Wygraliśmy ostatecznie 2:1, a ja zaliczyłem swoje debiutanckie trafienie w ekstraklasie.

Najbardziej dramatyczna była jednak kontuzja której doznałeś ponad rok temu...
Nowy sezon zbliżał się wielkimi krokami. Byłem w bardzo dobrej formie. Trener Jan Urban stawiał na mnie coraz częściej. Nowe nazwiska w zespole robiły spore wrażenie. Naszym celem była walka o europejskie puchary. Graliśmy mecz towarzyski z Wisłą Płock. Chciałem wybić piłkę i źle stanąłem. Kolano uciekło. Poczułem potężny ból. Na początku wydawało mi się, że zerwałem więzadła poboczne, więc nie było jeszcze najgorzej.

Pojechałem do szpitala we Wrocławiu i zrobiłem rezonans. W opisie stwierdzono, że mam mocno naderwane przednie krzyżowe. Błyskawicznie udałem się do Łodzi, gdzie przyjmował specjalista - doktor Bartłomiej Kasprzak, nazywany przez piłkarzy cudotwórcą. Niestety sprawdził się pesymistyczny scenariusz. Naderwane mocno krzyżowe i naciągnięte poboczne. Czekało mnie kilka miesięcy przerwy. Byłem załamany. Pomogła mi rodzina, dziewczyna Klaudia i znajomi. Rozpocząłem żmudną walkę o powrót na boisko. Najpierw operacja w klinice w Łodzi a potem prawie cztery miesiące rehabilitacji. Pięć godzin dziennie ćwiczeń. Razem ze mną do zdrowia dochodzili Lukas HaraslinKamil Sylwestrzak, więc w trójkę było nam raźniej. Na wysokości zadania stanął klub, który w całości sfinansował operację, a także rehabilitację. Opłacił mi także mieszkanie, które znajdowało się tuż nad kliniką.

Po sześciu miesiącach wreszcie wróciłeś na boisko.
Czułem niesamowity głód piłki. Zagrałem dwadzieścia minut w meczu towarzyskim w przerwie zimowej. W kolejnym dostałem już szanse na siedemdziesiąt minut. Założyłem opaskę kapitana. To ukłon całego zespołu i trenera w moim kierunku. Razem z Piotrkiem Celebanem, Mariuszem PawelcemRobertem Pichem zostałem też wybrany do rady drużyny. Trener Jan Urban został zwolniony a w jego miejsce po raz kolejny przyszedł Tadeusz Pawłowski. Pierwszy mecz ligowy graliśmy w Krakowie z Wisła. Zagrałem ostatnie dwadzieścia minut. Na początku miałem wielkie obawy, jak zachowa się kolano. Przy każdym nawet kroku czułem się bardzo nieswojo. W kolejnym meczu psychiczna blokada całkowicie jednak puściła.

Marzysz o grze w kadrze, choć jeden epizod w biało-czerwonych barwach najchętniej wymazałbyś z pamięci.
Graliśmy z reprezentacją U-20 Puchar Czterech Narodów we Włoszech. W prestiżowym pojedynku z gospodarzami zakończonym remisem 2:2 zagrałem całą pierwszą połowę. Po meczu mieliśmy grzecznie wrócić do hotelu. Wyszliśmy jednak drużyną na miasto i niestety przydarzył się przykry incydent. Nie chcę wdawać się konkrety, bo nie ma się czym chwalić. Przyjechała żandarmeria. Grzecznie przeprosiliśmy. Wydawało się, że wszystko rozejdzie się po kościach. Wróciliśmy do hotelu. Okazało się jednak, że sprawa wyszła na jaw, bo opisały ją błyskawicznie włoskie media. Ja i kolega ponieśliśmy najgorszą karę z możliwych. Zostaliśmy wyrzuceni z reprezentacji. Choć nie byliśmy tam sami, tylko my zostaliśmy ukarani. Pozostali kadrowicze mieli być solidarni i też wyjechać do Polski ale oczywiście skończyło się tylko na deklaracjach.

Polski Związek Piłki Nożnej wydał oficjalny komunikat w którym poinformował, że nie będziemy powoływani do reprezentacji przez następne osiem miesięcy. Polskie media miały używanie. Byłem załamany i przerażony, że Śląsk rozwiąże ze mną kontrakt. Fantastycznie zachował się wtedy trener Pawłowski. Nie kopał leżącego, tylko dał mi kilka ojcowskich uwag. W następnym meczu wyszedłem nawet w pierwszym składzie. Klub też nie wyciągnał wobec mnie żadnych konsekwencji. Po okresie banicji, mądrzejszy o doświadczenia wróciłem do kadry, a obecnie moim celem jest gra w pierwszej reprezentacji. Wiem, że takie wybryki już się nigdy nie powtórzą.

Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

W których sklepach kupujesz?











Oddanych głosów: 187