zamknij

Sport

Druga strona medalu (odc.34) - Wang Zeng Yi

2018-09-06, Autor: Andrzej Gliniak

Gościem Andrzeja Gliniaka w kolejnym odcinku "Drugiej strony medalu" jest tenisista stołowy Wang Zeng Yi. Reprezentant Polski ma na swoim koncie m.in złoto i srebro w grze podwójnej Mistrzostw Europy, przez wiele lat był rakietą nr 1 w kraju, a na świecie długo zajmował miejsce w najlepszej pięćdziesiątce świata.

Reklama

Gdyby nie tenis stołowy, teraz pewnie przerzucałbyś w Chinach tony papierów pracujac jako urzędnik skarbowy?
Zdecydował przypadek. Kiedy osiągnąłem pełnoletność stanąłem przed życiowym dylematem. Dalej odbijać białą piłeczkę - jak miliony moich rodaków - ale już jako zawodowiec czy pójść do pracy. Wracając z treningu spotkałem trenera, który uczył mnie podstaw gry w ping ponga. Zapytał jak sobie radzę z rakietką i zaproponował wyjazd do Europy, gdzie prowadził kiedyś męska drużynę z Tarnobrzegu. - Czemu nie? - pomyślałem. To może być dla mnie wielka przygoda, a także okazja do zarobienia pieniędzy za to, co kocham.

Zróbmy tak - zaproponał trener. - Jutro zagrasz z zawodnikiem, który kiedyś grał w Bundeslidze (czyli najsilniejszej lidze tenisa stołowego na świecie). Jeśli wygrasz, możesz bukować bilet na samolot - dodał. - Tak jest, trenerze, będę gotowy - odparłem bez wahania. Całą noc nie spałem. To była dla mnie życiowa szansa. Nie mogłem jej nie wykorzystać.

Drzwi na Stary Kontynent zostały otwarte.
Wygrałem. I to w bardzo dobrym stylu. Trener był pod wrażeniem. - Pakuj się. Wylatujesz do Polski - zarządził. - Gdzie?! - pomyślałem przerażony. Nawet nie wiedziałem, że taki kraj istnieje. Kiedyś obiło mi się o uszy, że to państwo graniczące z Niemcami, ale moja wiedza o kraju nad Wisłą była mniej niż znikoma. - Tylko ubierz się ciepło - zażartował na odchodne.

Jak zaaklimatyzowałeś się w kraju nad Wisłą?
Na początku miałem problem z otrzymaniem wizy, więc do Polski dotarłem dopiero po kilku tygodniach. Trafiłem w sam środek zimy. Była wyjątkowo mroźna, a do tego śnieg sięgał po same kostki. - Boże, gdzie ja jestem - pomyślałem przerażony czekając na lotniku na transport. Jakby było tego mało, kolega, który miał po mnie przyjechać, nawalił i musiałem siedem godzin spędzić w poczekalni wsród setek pasażerów. - No, pięknie się zaczyna - byłem pełen obaw.

Twoim pierwszym przystankiem było Cetniewo.
Przyjechałem do ośrodka, gdzie na zgrupowaniu przebywała reprezentacja Polski juniorów. Poznałem Bartka Sucha, Daniel Góraka czy Jakuba Kosowskiego, wtedy bardzo uzdolnionych młodych tenisistów, którzy kilka lat później stanowili o sile pierwszego zespołu Biało-Czerwonych. Trenerem chłopaków był Leszek Kucharski.

- Młody, jeśli przez dwadzieścia dni nie przegrasz meczu zostajesz, porażka oznacza pakowanie walizek i twój powrót do Chin - selekcjoner przywitał mnie z poważną miną. Wziąłem słowa trenera na poważnie. Nie mogłem spać ani jeść. Bardzo zależało mi na pozostaniu w Europie. Przez kolejne tygodnie uczyłem się polskiego i grałem w tenisa. Rozegrałem kilkanaście meczów, wszystkie wygrałem, choć niektóre były bardzo dramatyczne, a o wyniku w decydujących setach decydowała gra na przewagi. Z językiem, mimo że był dla mnie szalenie trudny, też robiłem postępy. Bardzo pomogali mi inni zawodnicy. Aklimatyzacja szła w coraz lepszym kierunku.

Piętnastomilionowy Tiencin zamieniłeś na Księginice, gdzie mieszka kilkaset osób. Niezły przeskok.
To malutka wioska obok Wrocławia. Kilkanaście domów, kościół, sklepik i szkoła, w której trenowała i swoje mecze rozgrywała drużyna miejscowej Odry. Zespół kupił duży sponsor, który miał ambitne plany zawojowania polskiej ligi, a nawet Europy. Od razu zostałem miejscową, egzotyczną "maskotką". Wszyscy mnie lubli i starali się pomóc. Miałem jak u Pana Boga za piecem. Przez sześć lat grania w Księginicach zdobyłem z tym zespołem sześć razy z rzędu mistrzostwo Polski. Zostaliśmy ping-pongowym hegemonem w kraju, a ja liderem drużyny, a z czasem rakietą nr 1 w Polsce. Graliśmy też w Lidze Mistrzów z najlepszymi zespołami w Europie, a do malutkiej dolnośląskiej miejscowości przyjeżdzały tenisowego gwiazdy z Timo Bollem czy Władimirem Samsonowem na czele. Kameralna hala była wypełniona po brzegi. Księginice stały się popularne w Polsce dzięki tenisowi stołowemu, a klub został ambasadorem miasteczka.

W wolnym czasie nie miałeś chyba tam za dużo altnernatyw.
Na początku wolnego czasu miałem jak na lekarstwo, bo od czterech do siedmiu godzin dziennie uczyłem się polskiego. Grałem też sobie na gitarze no i od czasu do czasu imprezowałem. Wrocław to piękne miasto szczególnie wieczorami (śmiech), a kobiety należą do najpiękniejszych na świecie.

Jedna z nich zdobyła twoje serce na stałe.
To był ciężki poranek. Jechałem pociągiem z Wrocławia do Torunia. Byłem niewyspany, bo akurat dzień wcześniej kolega wyprawiał huczne urodziny. Rozmawiałem po chińsku przez telefon, ale od czasu do czasu wtrącałem polskie słowa. - Można sobie język połamać - zagadnęła z uśmiechem siedząca naprzeciwko śliczna brunetka. Miała na imię Ania. Kolejne cztery godziny upłynęły nam na miłej pogawędce. Kiedy wysiadałem poprosiłem o telefon. - No nie wiem - wahała się. - Daj pani ten numer, zobacz jaki miły chłopak - pomógł mi siedzący w przedziale staruszek. I tak pociągowy romans trwa już ponad 11 lat, a jego owocem jest córeczka Sara. Zawsze śmieję się do żony, że to ona mnie poderwała.

Dla każdego sportowca największym wyróżnieniem jest reprezentowanie kraju na Igrzyskach Olimpiskich. Ty jednak masz z tą prestiżową imprezą sprzeczne uczucia.
Dostąpiłem tego zaszczytu w Londynie w 2012 roku. To była dla mnie wyjątkowa chwila, która wiąże się jednak także z moją największa sportową traumą. Przed turniejem byłem w bardzo dobrej formie. Po cichu liczyłem na naprawdę dobry wynik. Grałem mecz II rundy. Szło mi świetnie. Prowadziłem 3:0 w setach i 9:7 w czwartym. Byłem o dwie piłki od zwycięstwa. Nagle wszystko się jednak posypało. Moja gra runęła niczym domek z kart. Przegrałem cały mecz 3:4 mając po drodze jeszcze kilka piłek meczowych. Łzy napłynęły mi do oczy. Byłem załamany. Przez pół roku nie mogłem dojść do siebie. To była dla mnie wielka porażka ale i ogromne sportowe doświadczenie.

Ale to nie jedyny mecz do zapomnienia...
Do dziś śni mi się po nocach mecz z Timo Bollem. Niemiec to jeden z najlepszych w historii tenisitów stołowych. Raz miałem go na widelu. Graliśmy przeciwko sobie na drużynowych Mistrzostwach Europy w Ostrawie w Czechach. Prowadziłem 2:0 w setach i 10:9 w trzecim. Miałem piłkę meczową. Spanikowałem. Przegrałem cały mecz 2:3 i wielki sukces do sportowego CV mogłem odłozyć między bajki. Na rozkładzie mam za to innych świetnych zawodników. Pokonałem Władimira Samsonowa z Białorusi, Dimitrija Owczarowa z Niemiec czy Tima Maze z Danii. Zawsze brakować mi będzie jednak tego wyjątkowego skalpu. Byłem tak blisko. Ehh...

Spotkałeś się w Polsce z przejawiami rasizmu?
- Czemu Chińczyk reprezentuje mój kraj? - wiele razy w internecie czytałem negatywne opinie na swój temat. Powstawały wyśmiewające memy z moją skośną twarzą jako reprezentanta Polski, a obok biało-czerwona flaga. Na początku wszystkie hejty bardzo przeżywałem. Z czasem jednak kompletnie się do tego zdystansowałem. Zrozumiałem, że ludzie są zawistni, a większość komentarzy piszą ludzie ze środowiska tenisowego. To przykre, bo czuję się Polakiem, mieszkam tu już prawie osiemnaście lat, mam obywatelstwo, a moje dziecko wychowuję w słowiańskim duchu. Myśle, że swoją sportową postawą a przede wszystkim sukcesami które osiągnąłem dla Polski udowodniłem, że mogę dumnie nosić orzełka na piersi.

Zawsze jednak przyjazd do Chin to dla Ciebie podróż sentymentalna...
Po kilku latach wróciłem do ojczyzny, żeby zagrać na mistrzostwach świata w Szanghaju. Po raz kolejny Chińczycy udowodnili, że ping-pong to ich religia. W Państwie Środka w tenisa stołowego grają niemal wszyscy. Zaczynaja 6-latkowie, a piłeczkę odbijają nawet 77-latkowie. Na mistrzostwach trybyny były wypełnione do ostatniego miejsca, a ludzie siedzieli nawet na schodach. Na moje mecze przyjechała cała rodzina i znajomi. To była dla mnie podwójna motywacja. Niestety z wyniku nie byłem zadowolony. Razem z Luckiem Błaszczykiem mieliśmy grać w deblu o medal, a skończyło się na miejscach 5-8. Teraz pewnie taki wynik wielu w Polsce  wzięłoby w ciemno.

Jaka jest przyczyna tak słabej kondycji naszego tenisa stołowego?
To temat rzeka. Jest tego naprawdę wiele. System szkoleniowy jest słaby. W Chinach treningi trwają nawet siedem godzin, u nas maks trzy-cztery. Brakuje też zgrupowań reprezentacji. W Polsce nie jest to dochodowy sport, tym bardziej że z ministerstwa są bardzo małe dofinansowania. Nasi ligowcy nie należą absolutnie do krezusów.  Dyscyplina w Polsce jest mało medialna. Od święta można jedynie usłyszeć o ping pongu w radio czy w telewizji. Wynika to głównie z braku sukcesów. Nie zdobywamy medali na Igrzyskach czy Mistrzostwach Świata. Nie ma też wyrazistych postaci kojarzonych z tą dyscypliną. Kiedyś taką charyzmatyczną osobowością był nieżyjący już Andrzej Grubba. W Polsce wszyscy go znali, lubili i chcieli grać tak jak on. Na podwórkach powstawały stoły do "pingla", a dzieciaki z rakietką w ręku spędzały wolny czas. Sam Grubba był znany i szanowany nawet w Chinach czyli ojczyźnie tenisa stołowego.

Widzisz w Polsce jego następców?
Jest kilku utalentowanych zawodników i zawodniczek. Wśród mężczyzn to na pewno Jakub Dyjas. Ma zaledwie 23 lata, a w swoim dorobku już brązowy medal mistrzostw Europy w grze pojedynczej i srebro w grze podwójnej z Budapesztu. Jego największym indywidualnym skalpem jest pokonanie Dimitrija Owczarowa, jednego z najlepszych zawodników świata. Już wkrótce powinien awansować do najlepszej pięćdziesiątki świata, a potem? Kto wie. Ma duże papiery na granie. Wśród pań wyróżnia się Natalia Bajor z Brzegu. To zaledwie 21-letnia mistrzyni Polski i brązowa medalistka Mistrzostw Europy Juniorów. Ma jeszcze trochę braków technicznych, ale ciężko pracuje nad ich wyeliminowaniem. Już za kilka lat wróżę jej awans do top 50 świata.

Co obecnie porabia Wandżi?
Otworzyłem we Wrocławiu swój ośrodek tenisowy "Wandzi Sport", który mieści się przy ulicy Międzyleskiej. Jest tam osiem stołów z profesjonalnym sprzętem do tenisa stołowego. Trenuję tutaj także młodych i starszych zawodników i zawodniczki, ale każdy chętny może sobie również amatorsko poodbijać piłeczkę w świetnych warunkach. Chce propagować tenis stołowych wśród osób w każdym wieku. Od niedawna zostałem także grającym trenerem męskiego zespołu Superligi - Dojlidy Białystok. Kontrakt mam do czerwca. Jak widać na nadmiar wolnego czasu nie narzekam.

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy na drogach dojazdowych do szpitali powinny powstawać progi zwalniające?




Oddanych głosów: 386