zamknij

Sport

Druga strona medalu (odc.39) - Mariusz Wach

2018-12-18, Autor: Andrzej Gliniak

Mariusz Wach, jeden z najlepszych polskich pięściarzy jest kolejnym gościem Andrzeja Gliniaka w programie "Druga strona medalu".

Reklama

Od walki z Arturem Szpilką minęło już kilka tygodni. Werdykt wzbudził wiele kontrowersji. Oceniając już na chłodno, czujesz się oszukany?
Myślę, że trochę tak. Na pewno nie czuję się przegrany. Mam pretensje przede wszystkim do jednego sędziego, który w ostatniej rundzie, gdzie "Szpila" leżał na deskach wytypował moją wygraną tylko... jednym punktem. On był chyba oderwany od rzeczywistości. W karcie walk arbitrzy pomylili zresztą nasze wagi i wpisali je odwrotnie. Do pozostałych rozjemców nie mam jednak uwag. Zarówno do tych punktowych jak i ringowego.

Czekasz na rewanż?
W tej chwili nie jest to dla mnie priorytet. Mam kilka ciekawych propozycji z Polski i zagranicy. Muszę usiąść ze swoim sztabem i na spokojnie zaplanować najbliższą walkę. Nie wykluczam oczywiście ponownej konfrontacji z Arturem, tym bardziej, że ta walka była dla mnie wyjątkowa. Obaj pochodzimy z Krakowa, więc nasze starcie można było potraktować jak małe derby z dodatkowym ładunkiem ambicjonalnym każdej ze stron.

Uchodzisz za pozytywną i bezkonfliktową osobę. Czy masz jakichś wrogów w środowisku?
Staram się żyć z każdym poprawnie. Nie robię tego żeby się komuś przypodobać. Po prostu taki już jestem. Przed walkami nie jestem zwolennikiem trash-talku. Uważam, że to czyny, a nie słowa powinny przemawiać w ringu. Co prawda przed pojedynkiem ze Szpilką próbowałem delikatnie sprowokować Artura, ale do końca wytrzymał ciśnienie. Pamiętam jak mówił w wywiadach, że podczas starcia ze mną będzie w ringu zwinny jak kot. No to na jednej z konferencji postanowiłem podarować mu... pluszowego kotka.

Największym wyzwaniem w twojej karierze był jednak bój ze słynnym Wladimirem Kliczką. Stawką było mistrzostwo świata aż czterech najbardziej prestiżowych federacji.
Gdybyś obudził mnie teraz w środku nocy opowiedziałbym Ci całą walkę wraz z jej otoczką z najdrobniejszymi detalami. To było coś, co pamięta się całe życie. Wielki Kliczko i jeszcze większy Mariusz Wach (śmiech). W końcu na ważeniu spojrzałem mu głęboko w oczy, patrząc na niego z góry. Walka odbyła się w Hamburgu, ale Ukrainiec mógł czuć się jak u siebie w domu. Jego team pociągał w tym mieście za wszystkie bokserskie sznurki. Zresztą sam Kliczko traktuje boks jak wielki biznes. Wszystko dopięte jest u niego na ostatni guzik. Zarówno w ringu, jak i poza nim. Profesjonalista w każdym calu. Sportowo mogłem z nim wygrać w zasadzie tylko przed czasem. Walka na pełnym dystanie zdecydowanie faworyzowała Kliczkę. Wytrzymałem dwanaście rund, a w piątej nawet delikatnie go podłączyłem. W przekroju całego pojedynku Ukrainiec był lepszy i zasłużenie wygrał. Swoje braki nadrabiałem charakterem i wolą walki. Za swoją dzielną postawę zebrałem sporo pochwał od dziennikarzy z całego świata a po walce Wladimir mocno mnie komplementował. Nie ukrywam, że potyczka z Kliczką stanowiła też dla mnie ogromny zastrzyk finansowy. To była bez wątpienia największa zarobiona przeze mnie kasa w życiu.

Analizując ten pojedynek z perspektywy czasu mogłeś zrobić więcej na ringu w Hamburgu?
Po latach stwierdzam, że nie byłem wtedy jeszcze gotowy na taki bój. Było za wcześnie, przede wszystkim jeśli chodzi o moje przygotowanie mentalne. Dopiero po wielu latach przygody z boksem mogę śmiało stwierdzić, że nabrałem pewności i doświadczenia ringowego, które w wadze ciężkiej jest bezcenne. Zabrakło kalkulacji. Skrupulatnie przygotowanej strategii "od a do zet", którą powinienem wdrażać w życie już długo przed pojedynkiem. Wtedy moja kariera przebiegała od walki do walki. Obecnie już nic nie zostawiam przypadkowi. Regularnie przechodzę testy wydolnościowe. Cały mój sztab dba o to, żebym był gotowy do walki pod każdym względem na 100 procent.

W swoim bogatym pięściarskim CV masz też prestiżowe pojedynki z Aleksandrem Powietkinem i Jarrellem Millerem.
Do starcia w Kazaniu z Powietkinem przystapiłem nie w pełni sprawny. Przed pojedynkiem nie mogłem normalnie trenować. Walczyłem na pół gwizdka. Trzymałem się na nogach, ale boksowałem zbyt zachowawczo. Sędzia ringowy uznał, że najlepszym rozwiązaniem będzie zakończenie pojedynku tuż przed ostatnim gongiem. Pas wagi ciężkiej WBC silver powiesił w domu Rosjanin. Walkę z Millerem w Uniondale przegrałem przez kontuzję ręki, którą złamałem już na początku walki. Sędzia przerwał pojedynek dopiero w dziewiątej rundzie. Do tego czasu długimi momentami mój styl mógł się podobać i sprawiał dużo kłopotów Amerykaninowi. Nie czułem z jego strony żadnego zagrożenia, mimo że boksowałem tylko siłą charakteru. Uważam, że gdyby nie problemy zdrowotne wygrałbym tę walkę.

Nie jesteś młodym zawodnikiem. Masz już 39 lat. Czy boksowanie ciągle sprawia Ci przyjemność?
Chciałbym boksować tak długo jak pozwoli zdrowie. Każda walka jest dla mnie wielkim świętem. Wejdź w google i sprawdź, kto z polskich pięściarzy zawodowych boksował najdłużej?

Chyba Dariusz Snarski. Ostatnią walkę miał w wieku 49 lat...
No to trzeba pobić "Snarę". Czeka mnie jeszcze ponad 10 lat pięknej przygody z boksem (śmiech).

Bardzo późno zacząłeś trenować sporty walki.
Nie urodziłem się pięściarzem. Dopiero w wieku 19 lat spróbowałem swoich sił i to nie w boksie, a w kickboxingu. Na początku trenerzy załamywali ręce. "Nic z Ciebie nie będzie" powtarzali jak mantrę. Nie zrażałem się jednak i robiłem swoje. Moim pierwszym opiekunem został Andrzej Jagielski, ojciec Sebastiana, znanego obecnie sędziego K-1. Na pierwsze mistrzostwa Polski w boksie nie zostałem nawet dopuszczony. Sędziowie obawiali się, że zostanę znokautowany.  Potem poszło już jednak z górki. Dwa razy zostałem mistrzem Polski w wadze superciężkiej. Na rozkładzie mam nawet Henryka Zatykę, wielokrotnego mistrza kraju. To był mój trzynasty pojedynek. On miał na koncie grubo ponad 300 walk. Wygrałem. Trzynastka okazała sie szczęśliwa.

Nigdy nie zostałeś znokautowany.
I to zarówno w walkach zawodowych, amatorskich, jak i ulicznych. Tych ostatnich było zdecydowanie najwięcej. Jako młody chłopak pokochałem nocne życie Krakowa. Stałem na bramkach i regularnie się biłem. Wtedy były trochę inne czasy. Nie używało się sprzętu. Laliśmy się na gołe pięści. Kiedy w dyskotekach dochodziło do bójki, DJ automatycznie wyciszał muzykę. Cała sala robiła kółko, a chłopaki lali się na oczach radosnej gawiedzi. Raz podczas imprezy zaatakowało mnie pięciu gości. Mieli ze sobą kije bejsbolowe. Okładali mnie niemiłosiernie. Obroniłem się, choć złamali mi rękę. Byłem tak poturbowany i zakrwawiony, że jak wróciłem do domu to nie poznała mnie rodzona matka. Do dziś mam ślady. Zresztą gdyby nie boks pewnie zostałbym ulicznym wojownikiem, który w końcu albo skończyłby w kryminale, albo w trumnie.

Areszt Cię jednak nie ominął. Twoim zatrzymaniem żyła wtedy cała sportowa Polska.
Nic nie zapowiadało problemów. Jechaliśmy z Piotrkiem WilczewskimKamilem Łaszczykiem na ważenie przed galą w Radomiu. Humory dopisywały. W pewnym momencie kierujący "Wilku" zobaczył w lusterku auto na sygnale, które próbowało nas zatrzymać. Zjechaliśmy na pobocze. Podjechało kilka radiowozów. Rozpoczęły się przeszukania. W naszym aucie znaleziono biały proszek i naboje. Zostaliśmy aresztowani. Zrobili z nas przestępców. Informacja błyskawicznie poszła w świat. Wszystkie media puściły czerowny pasek , że Wach przewoził... narkotyki i broń. Przesiedzieliśmy 24 godziny. Było nawet miło (śmiech). W areszcie policjanci robili sobie z nami zdjęcia, a kiedy poprosiliśmy, kupili nam słodycze. Mecenas zdołał wyciągnąc nas tuż przed ważeniem. Wyszedłem do ringu i wygrałem. Wbrew temu co zakładali prowokatorzy, gala miała  świetną reklamę i podwójne zainteresowanie. Po krótkim czasie poddaliśmy się jeszcze dobrowolnie badaniu na wykrywacz kłamstw. Nie znaleziono żadnych dowodów. Ktoś perfidnie podrzucił nam te rzeczy. Zostaliśmy oczyszczeni z zarzutów, ale niesmak pozostał. To była dobrze zaplanowana intryga, mająca na celu niedopuszcznie mnie i Kamila do walki, co zaowocowałoby odwołaniem gali organizowanej przez grupę Tymex, która dopiero wchodziła na rynek bokserski. Pewnie byłby to początek jej końca.

To nie jedyna rysa na twojej karierze?
Po walce z Kliczką wykryto u mnie Winstrol. Badanie przeprowadzono w Hamburgu, gdzie odbywał się pojedynek. Próbka A dała wynik poztywny. Byłem w szoku. Nie miałem jak sie bronić. Osoba z mojego sztabu, która poprosiła o przebadanie próbki w innym kraju niż Niemcy została odesłana z kwitkiem. Media miały używanie. Zrobiono ze mnie dopingowicza. Zostałem zdyskwalifikowany na rok na terenie naszych zachodnich sąsiadów. Próbki B nie było sensu analizować, bo organizatorzy zgadzali się na jej otwarcie jedynie w Hamburgu. Wynik był przesądzony. Po walce z Powietkinem, też dostałem pismo z Kazania, że rzekomo w moim organizmie znaleziono niedozwolone środki. Jakiś świstek papieru bez pieczątek i podpisu, który od razu wyrzuciłem do kosza.

Skąd ksywka "Wiking"?
Siedzieliśmy w Stanach przed jedną z moich walk. Ameryka to specyficzne miejsce. Ludzie kochają show, a przede wszystkim charyzmatyczne postacie. Najlepiej jeszcze o barwnym pseudonimie. "Musimy Ci coś wymyślić, żeby fajnie brzmiało" - zawyrokował Mariusz Kołodziej, mój dawny promotor z Global Boxing. "Jesteś kawał chłopa, a do tego dziś kompletnie nieogolony, będziesz wikingiem" - wymyslił bez namysłu i tak zostało do dziś.

Obecnie nie masz promotora?
Sam jestem sobie sterem i okrętem. Wychodzę z założenia, że jeśli coś pójdzie nie tak, będe miał pretensje tylko do siebie. Nie wykluczam jednak w przyszłości współpracy z promotorem. Najbardziej cenieni pracują na Wyspach.

Przekonałeś się wreszcie do aktywności w mediach społecznościowych?
Wcześniej nie byłem ich zwolennikiem. Cenię sobię prywatność ale wiem, że czasy się zmieniły. Żeby być w widocznym trzeba regularnie wrzucać posty i być z kibicami na bieżąco. Nie ma jednak tego złego. Ostatnio byłem gościem na konkursie Miss Polski i pod pretekstem wrzucenia zdjęć na fanpage mogłem sobie do woli robić fotki z pięknymi dziewczynami (śmiech).

Sponsorem wywiadu jest Setka - Wrocław, ulica Kazimierza Wielkiego 50a, Warszawa, ulica Świętokrzyska 14
Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 1

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Legalne picie na Wyspie Słodowej. Czy to była dobra decyzja?





Oddanych głosów: 1450