zamknij

Sport

Druga strona medalu (odc.45) - Chus Lopez

2019-05-03, Autor: Andrzej Gliniak

Chus López, hiszpański trener futsalowej drużyny Acana Orzeł Jelcz Laskowice jest kolejnym gościem Andrzeja Gliniaka w programie "Druga strona medalu".

Reklama

Jak to się stało, że Chus Lopez, bramkarz hiszpańskiego Palma Futsal - jednego z najlepszych i najbogatszych klubów w Europie - znalazł się na stałe w Polsce?
Trzy lata temu podczas upalnych wakacji odpoczywaliśmy na Majorce z chłopakami po trudach wyczerpującego sezonu. Całymi dniami leżeliśmy na plaży. Pewnego wieczoru poszliśmy do pobliskiej restauracji coś zjeść. Weszliśmy do środka i wtedy zobaczyłem Olę. Typowa Słowianka. Piekna, blondwłosa dziewczyna o niebieskich oczach pracowała jako kelnerka. To była miłość od pierwszego wejrzenia. Kiedy tylko na nią spojrzałem wiedziałem, że będzie moją żoną. Momentalnie zaiskrzyło i wszystko potoczyło się błyskawicznie. Już w listopadzie przyleciałem do Polski. Na samym początku przeraziła mnie temperatura. Wysiadłem z samolotu tylko w cienkiej kurtce i t-shircie a na zewnatz było bardzo zimno. Z czasem zacząłem się przyzwyczajać, wcześniej jednak musiałem sobie kupić torbę pełną ciepłych ubrań. Przyjechałem do Oli do Kamieńca Wrocławskiego i tam poznałem rodziców mojej wybranki. To wspaniali, bardzo życzliwi ludzie. Od razu mnie zaakceptowali. Bardzo pomogli mi też w późniejszej aklimatyzacji. Błyskawicznie zabrałem się za szlifowanie języka polskiego a to dla każdego obcokrajowca niełatwa sztuka. Obecnie już bardzo dużo rozumiem, choć mam jeszcze problem z płynnym mówieniem.

Jaka była Twoja wiedza o naszym kraju zanim przyleciałeś do Polski?
Trudno nie kojarzyć Roberta Lewandowskiego (śmiech). Wiedziałem też, że stolicą Polski jest Warszawa, a jednym z najpiękniejszych miast Kraków. Interesuje się historią, więc dużo czytałem o II Wojnie Światowej a także o upadku komunizmu, do którego przyczynił się wasz kraj. Spodziewałem się też, że może być zimno, ale musiałem przekonać się o tym dopiero na własnej skórze (śmiech).

Już ponad dwa lata mieszkasz w Polsce. Co spodobało Ci się w naszym kraju, a co Cię denerwuje?
Uwielbiam waszą kuchnię. Smakują mi pierogi, gołąbki i żurek. Bardzo lubię spędzać czas na wrocławskim rynku. To klimatyczne miejsce. Urzekła mnie tez Wasza gościnność i życzliwość. Na początku, kiedy miałem problemy z aklimatyzacją, wielu Polaków służyło mi pomocą. Fenomenem w skali świata jest Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. To niesamowite, że cały kraj regularnie jednoczy się w tak szczytnym celu. Denerwuje mnie natomiast wasza niepunktualność. To częste zjawisko wśród Polaków.

Ciągnie wilka do lasu. Pewnie szybko zamierzałeś założyć halówki i wrócić do bramki.
Kiedy zacząlem szukać w internecie informacji o polskim futsalu przeraziłem się. Nie mogłem kompletnie nic znaleźć. W końcu okazało się , że słowo "sala", które wpisywałem, a które w języku hiszpańskim znaczy "futsal", ma zupełnie inne znacznie w Polsce. Wreszcie trafiłem na Orzeł Futsal w Jelczu Laskowicach i tak się zaczęło. Na początku grałem jako bramkarz. Niestety po zaledwie miesiącu zerwałem mięsień w łydce i mogłem zapomnieć o regularnych występach. Nie chciałem jednak rezygnować z futsalu. Zrobiłem kurs trenerski UEFA Futsal B, a także zostałem koordynatorem akademii Orła. Pod moimi skrzydłami trenowało blisko dwustu dzieciaków. Funkcję głównego trenera drużyny pełnił wtedy Andrea Buciol. Kiedy Włoch dostał propozycję z czeskiej ekstraklasy i odszedł z klubu awansowałem do roli pierwszego szkoleniowca. I tak jest do dzisiaj. W roli trenera miałem też zagraniczny epizod. Mój dawny opiekun z Hiszpanii - Sito Rivera ściągnął mnie na Węgry, gdzie prowadził reprezentację tego kraju. W kadrze Madziarów byłem odpowiedzialny za szkolenie bramkarzy.

Przyjechałeś z kraju, w którym futsal jest jedną z najpopularnieszych dyscyplin, do miejsca, gdzie ten sport wciąż raczkuje w świadomości kibiców.
Wasz futsal robi błyskawiczne postępy, wciąż to jednak przepaść między tym jak jest traktowany na Półwyspie Iberyjskim. W Hiszpanii na każdym osiedlu są boiska do gry, zajęte przez młodych chłopaków niemal 24 godziny na dobę. Poziom sportowy jest jednym z najwyższych na świecie, piłkarze mają podpisane profesjonalne kontrakty, zarabiają duże pieniadze i są mocno rozpoznawalni. Duże zainteresowanie futsalem jest też ze strony mediów i kibiców. Hale podczas meczów ligowych i pucharowych są wypełnione niemal po brzegi, a większość meczów transmituje telewizja. Reprezentacja jest jedną z najmocniejszych na świecie, a klubowe drużyny regularnie walczą o zwycięstwo w Lidze Mistrzów. Futsal w Hiszpanii to często przystanek do prawdziwego futbolu. Wielu znanych zawodników, którzy biegają obecnie po pełnowymiarowych boiskach, zaczynało właśnie od futsalu.

Czy Polska ma szansę, żeby za kilka lat znaleźć się w europejskiej czołówce?
Macie bardzo duży potencjał. W Polsce jest wielu niezłych piłkarzy. Wasza reprezentacja już osiągnęła kilka spektakularnych wyników jak choćby remis z "moją" Hiszpanią 1:1. Dzięki temu wywalczyliście awans do meczów barażowych, których stawką był udział w mistrzostwach Europy na Słowenii. W dwumeczu wyeliminowaliście Węgry, które wtedy współprowadziłem i zagraliście na Euro. Tam sprawiliście jedną z największych sensacji remisując 1:1 z Rosją, wicemistrzem świata. Odpadliście co prawda już w fazie grupowej, ale była to dla was bardzo pożyteczna lekcja. Jeśli regularnie będziecie grać z najlepszymi, a przez to nabierać niezbędnego doświadczenia, to wróżę Wam już wkrótce wiele pięknych chwil. Tym bardziej, że klimat sprzyja. Mecze kadry ogląda u Was regularnie po kilka tysięcy kibiców. Coraz lepiej wygląda też sytuacja z zespołami klubowymi. Pod względem organizacji Rekord Bielsko-Biała to już solidny europejski poziom. Personalnie też jest całkiem nieźle. W zespole grał m.in Michal Seidler, jeden z najlepszych obcokrajowców w historii Futsal Ekstraklasy. Czech spokojnie znalazłby zatrudnienie w najlepszych drużynach na Starym Kontynencie. Brakuje jeszcze wyników sportowych, a przede wszystkim udziału w Lidze Mistrzów, ale wydaje się, że to tylko kwestia czasu.

Wciąż jednak jest więcej minusów niż plusów. Podstawową bolączka polskiego futsalu jest brak skutecznego marketingu. Reklama leży. Futsal musi zakorzenić się w świadomości polskich kibiców. Martwi brak profesjonalego podejścia do spraw organizacyjnych przez niektóre kluby. Jest kilka zespołów, ktore pod względem zarządania prezentują się bardzo dobrze, ale wciąż więcej jest takich, które traktują futsal w sposób amatorski. Kluby uniwersyteckie, które grają w polskiej ekstraklasie nie do końca traktują te rozgrywki poważnie. Szkoła wyższa musi rozdysponować środki pomiędzy swoje poszczególne sekcje jak koszykówka czy siatkówka, a futsal traktowany jest tam często po macoszemu. Zdarza się, że dopiero kilka godzin po zakończonym meczu na oficjalnych stronach niektórych klubów można przeczytać wynik meczu, a relację ze spotkania dopiero dzień później. Piłkarze w większości nie są zawodowcami i nie zarabiają wyłącznie grając w futsal. Trenują dopiero po pracy, czasami tylko trzy czy cztery razy w tygodniu. Jeżdżąc na meczu często muszą brać urlop na żądanie. Uważam, że w promocję futsalu mocno powinien zaangażować się Polski Związek Piłki Nożnej. Ostatnio zorganizował towarzyskie mecze z takimi potęgami jak Rosja i Brazylia. Zarówno pod względem organizacyjnym jak i sportowym było całkiem nieźle.

Na co dzień pracujesz w niewielkim Jelczu-Laskowicach.
Acana Orzeł to jeden z najbardziej profesjonalnych klubów futsalowych w Polsce. I nie mówię tego bynajmniej dlatego, że tu pracuję. Drużyna prezentuje niezły poziom sportowy, a pod względem organizacji wszystko dopięte jest na ostatni guzik. W malutkiej miejscowości mamy wszystko, czego pozazdrościć nam mogą duże futsalowe aglomeracje: nowoczesną halę, akademię dla najmłodszych zawodników, grupę oddanych kibiców, a przede wszystkim świetną atmosferę. Team spirit, mimo mieszanki piłkarzy z całej Europy, jest naprawdę świetny. Dwa lata temu nasz mecz w Jelczu-Laskowicach o awans do Futsal Ekstraklasy z zespołem z Lubawy oglądał nadkomplet, ponad tysiąc fanów, a pojedynek transmitowany był w telewizji. Niestety przegraliśmy 1-2 a w rewanżu nie udało się odrobić strat. Co się jednak odwlecze... Po roku byliśmy już w gronie najlepszych zespołów w Polsce. Prezesem Acany jest Sebastian Bednarz, który poświęca wiele zdrowia, żeby nasz team był w miejscu, w którym jest obecnie. Staramy się działać w pełni profesjonalnie. Zawodnicy mogą skupić się wyłącznie na piłce. Dwa razy dziennie mamy treningi. Oprócz zawodowych kontraktów zapewniamy chłopakom zakwaterowanie i wyżywienie.

Co roku Orzeł jest też organizatorem prestiżowego turnieju Futsal Masters z udziałem wielu drużyn z Europy.
Podczas ostatniej edycji udało nam się ściągnąć do Wrocławia drugi zespół słynnej Barcelony, która w futsalu jest potęgą. To wielki sukces organizacyjny. Obecnie jest nam coraz łatwiej zapraszać uznane marki, bo drużyny, które gościmy w samych superlatywach wypowiadają się o naszej imprezie. Niestety cały czas trzeba walczyć o sponsorów, bo futsal w Polsce wciąż jest mało popularny. Gdyby na piłkarski turniej towarzyski przyleciała do Polski Barcelona to bilety rozeszłyby się w kilka minut. Na Futsal Masters tłumów nie było mimo, że chłopaki zrobili dużą reklamę, a gigantyczny bilbord wisiał nawet w samym centrum Wrocławia. Krok po kroku pracujemy jednak nad rozwojem dyscypliny. Moim marzeniem jako trenera jest doprowadzić Acanę do mistrzostwa Polski. Zrobię wszystko, żeby swoją wiedzą i kontaktami przyczynić się do popularyzacji futsalu w waszym kraju.

Sponsorem wywiadu jest Setka - Wrocław, ulica Kazimierza Wielkiego 50a, Warszawa, ulica Świętokrzyska 14
Oceń publikację: + 1 + 6 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy otwarcie Biblioteki Żydowskiej we Wrocławiu to dobry pomysł?




Oddanych głosów: 261