zamknij

Sport i rekreacja

Druga strona medalu: Szymon Adamczyk (odc.16)

2017-08-02, Autor: Andrzej Gliniak

Szymon Adamczyk, zawodnik Panthers Wrocław, jeden z najlepszych futbolistów amerykańskich na swojej pozycji w Europie jest gościem Andrzeja Gliniaka w kolejnym odcinku Drugiej strony medalu. Jaki był najtrudniejszy moment zawodnika w jego karierze, dlaczego dwukrotnie przerywał grę w reprezentacji i jak motywuje młodszych kolegów? Zapraszamy do lektury!

Marzeniem każdego sportowca jest gra w reprezentacji. Twoja przygoda z kadrą nie należała do łatwych.
Jeszcze kilka lat temu organizowane były tzw. try outy czyli kilkudniowe selekcje do reprezentacji Polski. Ich organizacja nie należała jednak do najwyższych. Na obozach pojawiało się wielu przypadkowych zawodników, a trenerzy często mieli mniejszą wiedzę od niektórych bardziej już doświadczonych futbolistów. Między wyczerpującymi treningami w temperaturze ponad 30 stopni dostaliśmy na obiad... żurek z kiełbasą. Organizatorzy tłumaczyli się ograniczonym budżetem. Moja frustracja przelała się po tym, jak do kolejnego etapu dostali się ludzie, którzy byli tylko w pierwszym dniu campu. Razem ze mną był Dawid Tarczyński, który z powodu wcześniejszego urazu potrzebował dwa tygodnie na dojście do pełnej sprawności. Powiedziano mu jednak, że musi uczestniczyć w zgrupowaniu już teraz, bo wszyscy musza mieć równe szanse. Skończyło się na odnowieniu kontuzji złamanego obojczyka. Ostentacyjnie powiedziałem, co o tym wszystkim myślę i trzasnąłem drzwiami. Na kolejne lata moja droga do kadry została zamknięta.

Reklama

W końcu jednak wróciłeś i... znowu Cię zawiesili.
Zbliżał się okres przygotowań do The World Games. O mój powrót zabiegał Mike Lattek, trener liniowych defensywnych. Na Stadionie Wrocław Panthersi grali finał PLFA z Seahawks Gdynia. To było jedno z najbardziej traumatycznych przeżyć w mojej sportowej karierze. Przez całe spotkanie prowadziliśmy, by dać odebrać sobie zwycięstwo w samej końcówce. Po meczu goście rozłożyli baner z logiem swojej drużyny i wielkim napisem Mistrz Polski. Nie wytrzymałem. Podbiegłem i kopnąłem w niego z całych sił. Jak na złość wszystko obserwował selekcjoner reprezentacji Bradley Arbon i znowu podziękowano mi za współpracę.

Do trzech razy sztuka...
Przed meczem o brązowy medal z USA na The World Games, Kamil Ruta wygłosił w szatni emocjonalną, chwytającą za gardło przemowę. Wielu z nas popłynęły z oczu łzy. Byliśmy naładowani jak nigdy. Niestety po wyrównanym meczu przegraliśmy 7:14. To boli najbardziej. Pewnie już nigdy nie będziemy tak blisko, żeby pokonać Stany Zjednoczone. Co prawda Jankesi grali w rezerwowym składzie, ale kto będzie patrzył na to za kilka lat. Wynik poszedłby w świat. Naszym celem był medal, a skończyło się wielkim zawodem. Po trzech latach przygotowań nasz atak zdobył zaledwie dziewięć punktów. Uważam, że cała linia ofensywna jak i sztab trenerski wymaga przebudowy. Co do obrony też nie było idealnie, ale stracone zaledwie 14 punktów z USA przed meczem wziąłbym w ciemno. Uważam, że gdyby skład kadry stanowili zawodnicy Panthers uzupełnieni kilkoma wartościowymi zawodnikami to awansowalibyśmy do finału.

Konia z rzędem temu, kto przewidział, że wasza dyscyplina rozwinie się w tak błyskawicznym tempie...
Zarówno pod względem sportowym jak i organizacyjnym futbol amerykański w Polsce przeszedł gigantyczny postęp. Pamiętam jak kilka lat temu, podczas ligowego, wyjazdowego meczu w Poznaniu, chłopaki po każdym kontakcie z rywalami czuli potworny ból. - Mam wrażenie jakbym dostawał młotem - żalił się jeden z naszych zawodników po skutecznych uderzeniach ze strony rywali. Okazało się, że futboliści ze stolicy Wielkopolski mieli założone pręty pod ochraniacze na nadgarstki. Takie było wtedy pojęcie o naszej dyscyplinie.

Dziś jesteście już w zupełnie innym miejscu.
Futbol amerykański powoli zakorzenia się w umysłach Polaków. Jestem pewny, że już wkrótce Panthers będą drugim albo trzecim najpopularniejszym klubem we Wrocławiu. Po zakończeniu zwycięskiego sezonu w Pucharze Europy wróciłem do rodzinnego Jastrzębia. Często chodziłem po mieście w barwach Panthersów. Ludzie dzięki transmisjom w telewizji zaczęli rozpoznawać nazwę i logo drużyny. Zaczepiali mnie i mówili: - Widzieliśmy wasze mecz w telewizji, wygraliście tytuł. Brawo!

W tym roku niewiele zabrakło do sprawienia klubowej sensacji..
Na otwarcie Stadionu Olimpijskiego graliśmy mecz Ligi Mistrzów ze Swarco Raiders z Austrii. To taki piłkarski Real Madryt. Potężny sponsor, ogromny budżet i piekielnie mocny skład. Do Wrocławia przyjechało sześćdziesięciu zawodników czterema wypasionymi autokarami. Każdy wyposażony w dwa pokłady. Na górze sypialnie, na dole salony, gdzie chłopaki mogli sobie pograć w play station. Z zazdrością przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Na boisku przegraliśmy tylko jednym przyłożeniem.

W Polsce nie macie sobie równych.
Nie ma co się krygować. Panthersi są i przez długie lata będą hegemonem jeśli chodzi o futbol amerykański w naszym kraju. Między nami a resztą drużyn jest przepaść. Niestety nie działa to na korzyść rozgrywek ligowych. Od ubiegłego sezonu w celu wyrównania szans zmniejszono limit obcokrajowców z dwóch do jednego. Okazało się, że doprowadziło to tylko do obniżenia poziomu sportowego. Coraz częściej pojawiają się głosy, że Panthers powinni rywalizować w silnej lidze zagranicznej. Najbardziej rozwojowe dla nas opcje to Niemcy i Austria. Pierwszy kraj odpada jednak z przyczyn proceduralnych (w lidze naszych zachodnich sąsiadów mogą występować jedynie kluby zarejestrowane w Niemczech). Austria nie kalkuluje się z kolei jeśli chodzi o logistykę. Do najbliższego rywala mielibyśmy prawie 600 kilometrów.

Ty ciągle jednak dbasz o swój rozwój.
Już w sierpniu polecę do Ameryki na wyjątkowy mecz. Z okazji 90-lecia uniwersytetu Mexico City wystąpię przeciwko gospodarzom w drużynie "Europe Warriors", w której zagrają również zawodnicy z Niemiec, Hiszpanii, Włoch, Danii, USA, Kanady i nawet Chin. To wielkie wyróżnienie. Co prawda zgłosiłem się sam, jednak selekcja była bardzo ostra, a zakwalifikowali się nieliczni.

Dla wielu młodszych kolegów jesteś wzorem do naśladowania.
W środowisku mam opinie sku****la. Łatwo nie mają ze mną przede wszystkim początkujący zawodnicy. "Tyram" ich na każdym treningu i jestem w stanie opie****ić każdego, kto nie przykłada się do gry. Nie uznaję podejścia do zajęć na pół gwiazdka. Wymagam wiele od innych, bo sam daję z siebie wszystko na boisku. - Pokaż się na treningu, a nie na Facebooku - często tłumaczę młodym chłopakom. Każdy kto mnie lepiej pozna wie , że zawsze może liczyć na moje wskazówki i dobre rady. W tym roku graliśmy finał mistrzostw Polski w Łodzi z Seahawks Gdynia. Mecz był na styku. Remis 14:14. Wymuszona zmiana. Do gry w ofensywie musiał wejść zaledwie 19-letni chłopak, który dopiero od roku trenował w składzie A. Zmobilizowałem go w swoim stylu: - "Tyrałem" cię przez cały rok nie dlatego, że cię nie lubię, tylko dlatego, że widzę w tobie potencjał i teraz jest ten najważniejszy moment, żebyś go pokazał. Widać było, że ma dużą tremę. Na boisku się jednak nie spalił. Zagrał poprawnie, a my zdobyliśmy tytuł. Po meczu uradowany podszedł do mnie i powiedział: - Dziękuje, twoje słowa bardzo mi pomogły.

Twój najtrudniejszy moment w karierze?
Decydujący mecz PLFA w Bielawie. Grałem w Devils przeciwko The Crew. Pierwszy finał transmitowany w telewizji. Zwycięstwo mieliśmy na wyciągnięcie ręki. W jednej z ostatnich akcji niefortunnie zahaczyłem o kratkę rywala. Sędzia rzucił żółtą flagę a mojej drużynie cofnięto akcje, która wcześniej zapowiadała się na pewne punkty. W ostatniej akcji nasz kopacz pomylił się o centymetry.

Tych przykrych momentów było na szczęście w twojej karierze znacznie mniej. Nie brakowało też śmiesznych sytuacji.
Mieliśmy takiego żartownisia. Najpierw miał swoje pięć minut w finale na Stadionie Oławka w 2010 roku, The Crew grało z Devils. Po jednej z akcji piłka wypadła na aut, złapał ją gość i wbiegł na boisko. Po chwili ku uciesze publiki paradował po murawie z gołym tyłkiem. Powtórka z rozrywki tyle, że już na znacznej większą skale i ze zdecydowanie  poważniejszymi konsekwencjami miała miejsce pięć lat później. Stadion Wrocław i finał Panthers - Seahawks. To była zorganizowana akcja. Trzech chłopaków w tym jeden w stroju Borata. Otworzyli bramkę, odepchnęli ochroniarza i wbiegli na murawę. Zapomnieli jednak, że czasy się zmieniły, a obiekt we Wrocławiu to jeden z najnowocześniejszych w Europie. Ich popisy zarejestrował monitoring. Cała trójka na 48 godzin trafiła do aresztu, dostali dwuletni zakaz stadionowy i musieli zapłacić wysoką grzywnę. Sprawa skończyła się w prokuraturze.

Partnerem cyklu jest renomowana włoska restauracja Ristorante Liberta 7 na Placu Wolności 7 we Wrocławiu.

Oceń publikację: + 1 + 15 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy Gaj to dobre miejsce do mieszkania?





Oddanych głosów: 158