zamknij

Kultura

„Filmowe życie Wrocławia tętni w kinach i na festiwalach” [WYWIAD]

2020-05-28, Autor: Michał Hernes

– Są reżyserzy, którzy właśnie z Wrocławiem związali swoje życie, również zawodowe. Do tego doszła silna scena festiwalowa. I w moim przekonaniu to właśnie tam tętni filmowe życie - w kinach i festiwalach – mówi Lech Moliński z Wrocławskiej Fundacji Filmowej, który w ramach cyku "75 lat powojennego Wrocławia" przybliża sylwetki związanych z Wrocławiem reżyserów.

Reklama

Michał Hernes: Za pośrednictwem mediów społecznościowych Dolnośląskiego Centrum Flmowego opowiadasz o filmowym Wrocławiu, ale skupiasz się na przeszłości.
Lech Moliński: Celem akcji, do której zaprosił mnie dyrektor DCF-u, Jarosław Perduta, jest przybliżenie sylwetki pięciu związanych z Wrocławiem reżyserów filmowych: Sylwestra Chęcińskiego, Stanisława Lenartowicza, Waldemara Krzystka, Wiesława SaniewskiegoRomana Załuskiego, a także pokazanie, jakie ważne produkcje były kręcone we Wrocławiu. Wszystko w ramach cyku "75 lat powojennego Wrocławia". Dla mnie cenne w tym projekcie jest to, że możemy zaprezentować przekrój dziejów filmowego Wrocławia, w zasadzie od  powstania Wytwórni Filmów Fabularnych w 1954 roku, bo Lenartowicz i Chęciński byli z instytucją z ulicy Wystawowej 1 związani niemal od początku.

Czy Wrocław był kiedyś filmowym miastem, ale już nim nie jest?
Jeśli spojrzymy na kwestię ilości produkcji i tego, jak życie filmowców przekłada się na życie miasta, to zaszła zmiana na niekorzyść. Ale od kilkunastu lat również na Dolnym Śląsku został wprowadzony powszechnie dziś stosowany instrument w postaci regionalnego funduszu filmowego. To wsparcie finansowe lokalnych samorządów - u nas gminy Wrocław i urzędu marszałkowskiego województwa dolnośląskiego - dla filmów realizowanych w regionie. Jednak współcześnie system produkcyjny na inny rytm, inne tempo i odbywa się w rozproszonym systemie, zupełnie inaczej niż w poprzednim systemie, kiedy na korytarzach wytwórni spotykali się Kazimierz Kutz, Wojciech Has, Andrzej Wajda czy Sylwester Chęciński.

Czy widzisz szanse na to, żeby Wrocław znów stał się filmowym miastem?
Teraz mamy inne czasy, również inny romantyzm, chciałoby się powiedzieć. Nie wiem, czy Wrocław przestał być filmowym miastem. Na pewno wciąż trwa okres centralizacji filmowego życia produkcyjnego i najdogodniej jest przedstawicielom różnych zawodów filmowych mieszkać w stolicy kraju. Tam czeka najwięcej pracy. Ale Waldemar Krzystek, Wiesław Saniewski czy - z młodszych - Agnieszka ZwiefkaMarek Lechki - to są reżyserzy, którzy właśnie z Wrocławiem związali swoje życie, również zawodowe. Do tego doszła silna scena festiwalowa. I w moim przekonaniu to właśnie tam tętni filmowe życie - w kinach w rodzaju Nowych Horyzontów i Dolnośląskiego Centrum Filmowego czy na festiwalach klasy Nowych Horyzontów oraz Millennium Docs Against Gravity.  

Na początek opowiedziałeś o Sylwestrze Chęcińskim, który w tym roku obchodzi swoje 90 urodziny. Jakie są jego związki z Wrocławiem?
Pan Sylwester po wojnie trafił z Zamościa na Dolny Śląsk - do Dzierżoniowa, gdzie ukończył liceum. Po studiów w łódzkiej szkole filmowej dostał przydział we wrocławskiej Wytwórni Filmów Fabularnych, razem z pięcioma innymi absolwentami zamieszkali w mieszkaniu w Rynku.

Z tej szóstki tylko Chęciński i kierownik produkcji Zenon Wolniakowski zostali na dłużej w stolicy Dolnego Śląska. Jeszcze w czasie studiów Sylwester Chęciński zetknął się zarówno z samym Wrocławiem, jak i z WFF. W ruinach dawnego Breslau kręcił swój film absolutoryjny "Człowiek nie umiera" ze Zbigniewem Cybulskim, który kilka lat wcześniej kończył to samo L.O. w Dzierżoniowie, w jednej z głównych ról.

Natomiast jego wykładowczynią w szkole filmowej była Maria Kaniewska, autorka pierwszego chronologicznie filmu zrealizowanego przy Wystawowej 1, pt.: "Niedaleko Warszawy". Chęciński pomagał jej prowadzić zajęcia, w ramach rewanżu reżyserka zabrała studenta do pomocy na planie. Później Chęciński został na stałe we Wrocławiu, zamieszkał na południu miasta, a w tutejszej Wytwórni nie tylko zrealizował większość filmów, ale też był przez lata jednym z filarów, stanowiących o wyjątkowej atmosferze miejsca.

Opowiedziałeś także o Stanisławie Lenartowiczu. Kim był ten nieco zapomniany i mniej znany filmowiec?
Lenartowicz
przez lata był zapomniany, ale wydaje się, że w pewnym sensie wrócił do świadomości, przynajmniej filmoznawczej, w ostatnich 20 latach. Powinniśmy pamiętać tego reżysera, skądinąd serdecznego przyjaciela Chęcińskiego, chociażby z uwagi na jego awangardowy debiut "Zimowy zmierzch" ze scenariuszem Tadeusza Konwickiego, pełny ekspresjonistycznych obrazów z życia prowincji. Film wyprzedził swój czas, został doceniony po wielu latach. Wrocławianie zawdzięczają temu reżyserowi ujmujący portret swojego miasta - "Zobaczymy się w niedzielę". Myślę, że naprawdę warto poznać dorobek Stanisława Lenartowicza. Ten wielki erudyta, sąsiad Tadeusza Różewicza, był przez całe dekady ostoją wrocławskiego środowiska filmowego.

Jeden z tematów to także „wrocławskie Hollywood”. Czy faktycznie w przypadku Wrocławia określenie „Hollywood” jest adekwatne?
Przywołane w pytaniu "Hollywood" to raczej taka zabawa, gra z wyobraźnią, tak to sobie wyobrażam. Czy uzasadniona? Jeśli spojrzymy na nazwiska Stevena Spielberga, Petera Greenawaya, Mamoru Oshiiego, Agnieszki Holland, Jana Komasy czy Pawła Pawlikowskiego, to wszyscy są ważnymi postaciami kina. Ocierają się też o Oscary. Dodajmy jeszcze świetny "Charakter" Mike'a Van Diema, nagrodzony w 1997 roku Oscarem dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego i chyba już nie trzeba nikogo przekonywać o tym, że pewne relacje z Hollywood posiadamy. Oczywiście, daleko nam do Londynu, Paryża, a nawet Budapesztu i Pragi, ale zdecydowanie jest o czym opowiadać w tym kontekście!

Niedawno za pośrednictwem internetu odbył się festiwal Long Story Short Film Festival. Jak oceniasz to wydarzenie i pokazywane na nim filmy?
Kiepsko ze mnie recenzent, bo festiwal przemknął mi koło nosa. Ale nie jest tak, że to przypadek. Filmów i wydarzenia, jako takiego nie mogę ocenić, jednak muszę przyznać, że nie należę do odbiorców wydarzeń przenoszonych z realu do rzeczywistości cyfrowej. Festiwal to spotkanie. Nie da się tego zastąpić prezentacją filmów w internecie. Są formaty - jak podcasty, wideoblogi - po które w sieci sięgam bardzo chętnie, ale dla mnie internet to właśnie ta dowolność czasowa. Nie bardzo umiem zameldować się w sieci na gwizdek. Ten luksus zostawiam festiwalowym offline i całej "klasycznej" rzeczywistości. Jesteśmy w przededniu Krakowskiego Festiwalu Filmowego. W tym przypadku nie mogłem sobie odmówić uczestnictwa, gdyż jestem stałym bywalcem małopolskiej imprezy od 2008 roku, to tam odkryłem jak bardzo odpowiada mi kino dokumentalne. Wciąż nie ma we mnie dotychczasowej ekscytacji, a festiwal rusza 31 maja, ale na pewno będę próbował.

CZYTAJ TEŻ: "NIE WSZYSTKIE KINA OTWORZĄ SIĘ PO EPIDEMII" [WYWIAD]

Czy w takim razie festiwale filmowe online to dobry pomysł?
Trudno wyrokować. Docs Against Isolation - czyli sieciowy zamiennik festiwalu Millennium Docs Against Gravity, który został przeniesiony na wrzesień, a w trakcie jego właściwego majowego terminu mieliśmy swoiste "the best of" poprzednich edycji - spotkał się z ogromnym uznaniem. Już słyszymy, że w lipcu mini-edycję online zaserwuje festiwal Nowe Horyzonty. Wydaje mi się, że kluczowe jest - jak we wszystkim - podejście z wyczuciem i dopasowanie formatu do specyfiki medium. Sukcesem zakończyło się Copenhagen Dox, ale to impreza z wieloma premierami dokumentów, ważna branżowo. Wydarzenia branżowe w wersji online umiem sobie wyobrazić. Od lat działają wideoteki i wielu selekcjonerów nie uczestniczy w samych imprezach, tylko ze swojego domu/kraju ogląda filmy, które chce potencjalnie sprowadzić na własny rynek. Jednak spotkanie z tzw. "zwykłym widzem", które dla twórców jest równie ważne, według mnie nie ma szans w rzeczywistości cyfrowej. Tutaj trzeba wymiany spojrzeń, uścisków dłoni i energii, którą daje tylko fizyczne obcowanie. Nie mówiąc już o samej magii kina jako miejsca.

CZYTAJ TEŻ: "DLA TAKICH FILMÓW JEŹDZI SIĘ NA FESTIWALE" [WYWIAD]

Czy kina przetrwają kryzys związany z epidemią koronawirusa?




Oddanych głosów: 496

Oceń publikację: + 1 + 7 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy zakaz handlu w niedziele powinien obowiązywać?



Oddanych głosów: 992