Sport

Gol Flavio Paixao na wagę zwycięstwa. Śląsk - Lechia Gdańsk 1:0 [RELACJA]

2015-05-31, Autor: ŁM
Gdybyśmy mieli porównać mecz Śląska Wrocław z Lechią Gdańsk do któregoś zabiegów medycznych, na myśl od razu przyszłoby jedno określenie. A mianowicie - był to futbol równie przyjemny w odbiorze, jak borowanie zębów. Z tego pojedynku zwycięsko wyszli piłkarze Śląska, którzy pokonali Lechię 1:0 i pozostają w grze o awans do europejskich pucharów.

Reklama

Najważniejszym momentem meczu Śląska z Lechią Gdańsk była akcja, którą wrocławianie przeprowadzili w 77. minucie gry. Wtedy bowiem Peter Grajciar ładnie uruchomił podaniem Roberta Picha, a Słowak po krótkim rajdzie wrzucił piłkę w pole karne. Lecącą futbolówkę przytomnie przepuścił Marco Paixao, a ta spadła pod nogi jego brata bliźniaka Flavio. Portugalczyk nie kalkulował, tylko wybrał prosty wariant - bo futbol to przecież prosta gra. I uderzył z woleja, posyłając piłkę tuż obok rozpaczliwie interweniującego bramkarza Lechii Łukasza Budziłka. Jak się okazało, był to gol na wagę zwycięstwa Śląska. Tak na dobrą sprawę w tym miejscu moglibyśmy zakończyć tę relację. Dodając tylko krótką informację, że dzięki trzem punktom zdobytym na gdańskiej Lechii, Śląsk awansował z szóstego na czwarte miejsce w tabeli Ekstraklasy. I pozostanie nim do niedzieli, a jeśli Wisła Kraków przegra z Legią w Warszawie, wtedy wrocławianie zostaną na swoim miejscu na dłużej. A trzeba dodać, że czwarta pozycja na koniec sezonu zapewni Śląskowi awans do europejskich pucharów.

Skąd nasze słabo ukrywane złośliwości na temat meczu Śląska z Lechią? Powód jest prosty - był to mecz, o którym można napisać, że się odbył i wrocławianie wygrali. A na pewno nie było to spotkanie, po którym ktokolwiek mógłby powiedzieć z pełnym przekonaniem, że pojawi się na Stadionie Wrocław po raz kolejny. Pierwsza połowa upłynęła pod znakiem dużej nieporadności po obu stronach. Wrocławianie od pierwszych minut grali niedokładnie, zdarzały im się proste straty. W grze defensywnej wyglądali w miarę dobrze, choć Lechia też nie sprawiała szczególnych kłopotów - ale o tym za chwilę. Za to w ataku Śląskowi chwilami po prostu brakowało pomysłu na to, jak zbudować w miarę składną akcję, po której dałoby się strzelić na bramkę gości. Zespół trenera Tadeusza Pawłowskiego prezentował się tak, jakby nie mógł złapać rytmu w grze. Dość powiedzieć, że do przerwy tylko raz groźnie zaatakowali. W 45. minucie o piłkę w polu karnym rywala dobrze zawalczył Tom Hateley i oddał ją pod nogi Flavio Paixao, a Portugalczyk z kilku metrów trafił w poprzeczkę.

W tej odsłonie meczu piłkarze z Gdańska wyglądali lepiej niż Śląsk, ale nie oznacza to, że prezentowali się dobrze. Jeden Stojan Vranjes przez 45 minut gry zrobił więcej w grze ofensywnej, niż jego koledzy z zespołu. Najpierw strzelił w poprzeczkę, a w 43. minucie po jego strzale z rzutu wolnego piłka o centymetry minęła bramkę Śląska. I ze strony Lechii to było na tyle, jeśli chodzi o momenty dobrej gry w pierwszej połowie.

Druga połowa spotkania nie osłodziła kibicom cierpień, których doświadczyli przed przerwą. Po zmianie stron nadal lepiej wyglądali piłkarze z Gdańska. Lechia próbowała długo operować piłką, by nieco zmęczyć wrocławian, ale ci nie dawali się wciągać w bieganinę i szanowali własne siły. A gdy już zabierali się do atakowania, nadal wyglądali co najmniej nieporadnie. Dopiero zmiany, które przeprowadził trener Pawłowski, sprawiły, że gra Śląska zaczęła wyglądać nieco lepiej. Na boisku pojawił się Krzysztof Danielewicz i Słowak Peter Grajciar, a dzięki tym roszadom wrocławianie złapali nieco wiatru w żagle. Sygnał do ataku dał w 68. minucie Dudu, który mocnym strzałem rozruszał bramkarza gości. Później w przedziwny sposób Grajciar zmarnował sytuację sam na sam z golkiperem Lechii. Słowak miał tyle czasu i miejsca na oddanie strzału, że mógł zrobić, co tylko chciał. Ale jak uderzył, to niemalże podając piłkę do bramkarza rywala. Grajciar odkuł się jednak kilka minut później, dając początek akcji, która przyniosła Śląskowi gola.

Pisząc o postawie Śląska przeciwko Lechii, musimy podkreślić dobrą postawę dwóch Mariuszów: Pawelca, który zagrał na pozycji stopera i zagrał bardzo solidnie i Pawełka, na którym koledzy z zespołu mogli polegać. A bramkarz Śląska czuł się w tym meczu tak dobrze, że pozwolił sobie nawet na… drybling tuż pod własną bramką. Z tej próby nerwów wyszedł jednak zwycięsko. Zadowolony ze swojego występu może być też Peter Grajciar. Słowak wszedł na boisko w drugiej połowie i rozruszał grę Śląska. Był aktywny, starał się kreować akcje ofensywne, pomógł też nieco uporządkować poczynania swoich kolegów w ataku. I mimo fatalnego pudła, zasłużył na pozytywną recenzję swojej gry.

Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk 1:0 (0:0)
Bramki: Flavio Paixao (77.).

Śląsk Wrocław: Pawełek - Zieliński, Celeban, Pawelec, Dudu - Flavio Paixao, Hateley (56. Danielewicz), Hołota, M. Machaj (61. Grajciar), Pich - Marco Paixao.
Lechia Gdańsk: Budziłek - Wojtkowiak, Janicki, Gerson, Grzelczak - Makuszewski (85. Malbasić), Borysiuk, Łukasik (71. Możdżeń), Vranjes (80. Buksa), Bruno Nazario - Colak.

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa).

Widzów: ok. 7 tys.
Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy na zachodzie Wrocławia potrzeba więcej policjantów?




Oddanych głosów: 86