Sport

Gonili, ale nie dogonili. Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1:2

2011-08-28, Autor: Łukasz Maślanka
Drużyna Widzewa Łódź zdobyła twierdzę Wrocław. Łódzka ekipa bezlitośnie wypunktowała Śląsk w pierwszej połowie, strzelając dwa gole. I zespół gości nie dał sobie wydrzeć zwycięstwa, choć Śląsk - po golu Sebastiana Mili w drugiej połowie - do ostatniej sekundy gry oblegał bramkę rywala. Niestety, oblężenie bramki Macieja Mielcarza efektów nie przyniosło i Śląsk musi przełknąć gorycz pierwszej w tym sezonie porażki, na dodatek poniesionej na własnym boisku.

Reklama

To było pięć minut, które wstrząsnęło Śląskiem Wrocław i - na dobrą sprawę - ustawiło niedzielny mecz. Widzewiacy od dobrych kilkunastu minut coraz mocniej zaznaczali swoją obecność na boisku, a Śląsk nieco za mocno cofnął się do obrony, dając łodzianom się rozkręcić. I wrocławianie musięli przyjąć dwa szybkie ciosy. Pierwszy zadał w 33. minucie Gruzin Mika Dżalamidze. Młody pomocnik uśpił czujność Amira Spahicia i pognał samotnie na bramkę Śląska. Pewnie położył na murawie Mariana Kelemena i otworzył wynik meczu. Drugi cios zadał chwilę później stoper Jarosław Bieniuk. Ten dołożył tylko głowę do dobrego dośrodkowania Dudu Paraiby z rzutu wolnego i podwyższył prowadzenie Widzewa.

Niedzielny mecz ułożył się niemal identycznie, jak potyczka obu ekip rozegrana we Wrocławiu w kwietniu br. Wtedy łodzianie też prowadzili dwoma bramkami, a Śląsk wyrównał dopiero dzięki rzutowi karnemu w doliczonym czasie gry. Początek tej potyczki nie zapowiadał jednak, że drużyna Oresta Lenczyka będzie miała aż takie problemy z rywalem z Łodzi. Bo początek meczu ułożył się Śląskowi nieźle. Wrocławianie mieli więcej z gry, od pierwszej minuty atakowali bramkę strzeżoną przez Macieja Mielcarza. Pokonać go próbował strzałem z dystansu Sebastian Dudek, aktywnie szukał gry Piotr Ćwielong, ale bramkarz łodzian był na posterunku. Z kolei w 25. minucie świetną okazję strzelecką miał Holender Johan Voskamp, ale w ostatniej chwili przeszkodził mu Bieniuk. A chwilę później na listę strzelców mógł wpisać się Ćwielong, który popisał się ładną dwójkową akcją z Sebastianem Milą. Wtedy też Mielcarz nie dał się pokonać. Ostatecznie wyszło na to, że Śląsk strzelał na bramkę, a Widzew do bramki. I na przerwę to łodzianie schodzili w dobrych nastrojach, bo dwa gole strzelone w meczu wyjazdowym to rzadki i cenny kapitał.

Na drugą połowę trener Orest Lenczyk rzucił w bój Tadeusza Sochę, który zmienił narzekającego na uraz Marka Wasiluka. Młody dubler ochoczo rwał się do gry w ataku, ożywiając swój zespół. A gdy na murawie pojawił się jeszcze Waldemar Sobota, wrocławianie naciskali na Widzew coraz mocniej. O kontaktowego gola mogli się pokusić chwilę po zmianie stron. Wtedy jednak naciskany przez Ugo Ukaha Voskamp nie zdecydował się na strzał, ale podał do Ćwielonga. Zrobił to jednak na tyle mocno, że skrzydłowy Śląska nie miał szans opanować piłki. Gol dla Śląska wisiał jednak w powietrzu, bo zespół trenera Lenczyka nie rzucił rękawicy i walczył o korzystny rezultat. I stało się. W 66. minucie piłkę do bramki rywala posłał Sebastian Mila, strzelając gola głową, co u kapitana Śląska nie jest wyczynem zbyt częstym.

Po kontaktowej bramce, szkoleniowiec Śląska rzucił do walki swojego ostatniego tego popołudnia asa, czyli Argentyńczyka Cristiana Diaza. I latynoski snajper też zasiał sporo fermentu pod bramką Widzewa. Ale ani jemu, ani walecznemu Sobocie ani Dudkowi nie udało się pójść śladem kapitana drużyny i pokonać Mielcarza. Wiosenny cud z remisem na ostatnią chwilę teraz się nie powtórzył. I Śląsk poniósł pierwszą ligową porażkę w tym sezonie, a pigułka była tym bardziej gorzka, że wrocławianie schodzili pokonani z własnego boiska. A niewiele brakowało, by stracili jeszcze jednego gola. W doliczonym czasie gry Piotr Grzelczak miał chyba wybitnie dobry nastrój i cieszy się, że mecz dobiega do końca, bo nie trafił do pustej bramki Śląska z kilku metrów. Porażka z Widzewem Łódź sprawiła, że Śląsk pozostanie na drugim miejscu w tabeli T-Mobile Ekstraklasy. A szkoda, bo zespół trenera Oresta Lenczyka - gdyby wygrał - zagościłby na fotelu lidera.

Śląsk Wrocław - Widzew Łódź 1:2 (0:2)
Bramki: Mila (66.) - Dżalamidze (33.), Bieniuk (38.)

Śląsk: Kelemen - Celeban, Pietrasiak, Wasiluk (46. Socha), Spahić - Ćwielong (63. Sobota), Sztylka, Dudek, Mila, Madej (71. Cristian Diaz) - Voskamp.
Widzew: Mielcarz - Ł. Broź (55. Mroziński), Ukah, Bieniuk, Dudu Paraiba - Budka, Panka, Oziębała (25. Grzelczak), Dżalamidze (82. Bartkowski), Bruno Pinheiro - Okachi.

Sędzia: Dawid Piasecki (Słupsk).
Żółte kartki: Kelemen, Madej, Socha - Broź, Grzelczak, Panka, Mielcarz, Budka.
Widzów: 8000.
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (2):
  • ~tomasz 2011-08-28
    16:49:17

    0 0

    miasto tylko marnuje pieniądze na ten klub zamiast wydać je pożytecznie np na KM. Już dawno mogli by wybudować linie tramwajową na Psie Pole a nie dawać kase tym miernotom

  • ~rumcajs 2011-08-28
    17:39:57

    0 0

    znów palikot się odezwał.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 741