zamknij

Kultura

Grzegorz Bral: „Zainteresowali mnie ludzie przewidujący przyszłość w złych czasach” [WYWIAD]

2019-03-19, Autor: Michał Hernes

– Są ludzie, którzy przewidują przyszłość, ale nikt nie chce ich słuchać, podobnie jak Kasandry, która przewidziała zarówno upadek Troi, jak i swoją śmierć. Tragedia rodziny Labdakidów, do której należeli Edyp i Antygona, jest tylko pretekstem do mówienia o tym, co dzieje się z dobrymi ludźmi w złych czasach – mówi Grzegorz Bral, reżyser „Raportu Kasandry”, nowej premiery Teatru Pieśń Kozła.

– Tytułowy „Raport Kasandry” jest symbolicznym nawiązaniem do historii kobiet, które poprzez swoją wrażliwość i umiejętność analizy docierają do pełniejszego obrazu człowieczeństwa, ale w opresyjnej rzeczywistości nie mogą być usłyszane. Postawa mitycznych bohaterek jest niezrozumiała dla społeczeństwa. Odosobnione strażniczki duchowości pozostają samotne w swoim cierpieniu – napisano w zapowiedzi nowej premiery Teatru Pieśń Kozła.

Reklama

„Raport Kasandry” będzie można zobaczyć we wtorek, środę i czwartek (19, 20 i 21 marca) o godz. 19:30 w Radiu Wrocław (ul. Karkonoska 10). Bilety można kupować za pośrednictwem strony internetowej.

Michał Hernes: Czym jest „Raport Kasandry” – koncertem, spektaklem, a może jednym i drugim?
Grzegorz Bral: Na tym etapie „Raport Kasandry” ciągle ma jeszcze formę oratoryjną i kantatową, czyli koncertową. Istotne jest, żeby przed wybraniem się na niego zapoznać się z literaturą, którą śpiewamy. Z jednej strony jest w nim zawarta przepiękna muzyka Macieja Rychłego, ale z drugiej historię starożytnego dramatu dopowiadają poematy napisane przez moją żonę, Alicję.

Gdy studiowałem na pierwszym roku na Uniwersytecie Gdańskim, świętej pamięci profesor Jan Ciechowicz zaproponował mi, żebym napisał u niego pracę magisterską na temat esejów Jerzego Stempowskiego, które tworzył m.in. w latach 20 i 30 ubiegłego wieku. Jednym z nich był esej dla Kasandry. Bardzo zainteresowała mnie historia tych, którzy przewidują przyszłość w złych czasach. Była to dla mnie podstawowa inspiracja.

Stempowski wspomniał o polskim historyku żydowskiego pochodzenia, Szymonie Askenazym, który na kilka lat przed wybuchem drugiej wojny światowej przewidział wszystkie jej wypadki – co stanie się z Niemcami, Polską i Rosją, a także co będzie w tym czasie robiła Francja i Anglia. Dla Stempowskiego był to pretekst do pisania o tym, że są ludzie, którzy przewidują przyszłość, ale nikt nie chce ich słuchać, podobnie jak Kasandry, która przewidziała zarówno upadek Troi, jak i swoją śmierć.

Napisane przez Alicję poematy są poematami profetycznymi, współczesną teologią myślenia o tym, w jakim okresie żyjemy i do czego to wszystko zmierza. Tragedia rodziny Labdakidów, do której należeli Edyp i Antygona, jest tylko pretekstem do mówienia o tym, co dzieje się z dobrymi ludźmi w złych czasach.

Jednym z najpiękniejszych dramatów, z którego dowiadujemy się o losach Kasandry są „Trojanki” Eurypidesa – rozgrywająca się tuż po zdobyciu Troi przez Achajów historia o podziale łupów, do których zaliczały się kobiety. Największymi ofiarami wszelkich wojen są właśnie kobiety i dzieci. Na wojnie najbardziej cierpią cywile.

Zarówno w antycznym dramacie, jak i u Szekspira podstawowym organizmem dramatycznym jest rodzina. Wojna zaczyna się i kończy w rodzinie – to wielki dramat nas wszystkich. Patrząc na statystyki, co czwarty Polak jest alkoholikiem, a na obszarach wiejskich ponad 60 procent dziewcząt i kobiet jest wykorzystywanych seksualnie przez członków swoich rodzin. Ilość bólu, upokorzenia i stłumionej, pokątnie wyrażanej agresji jest więc równie wielka jak w antycznym dramacie rodzinnym, niczym w rodzie Labdakidów, gdzie wszyscy wzajemnie się mordują.

Mówi się, że zanika tradycyjny model rodziny.
- Nie ma czegoś takiego jak tradycyjna rodzina. Nigdy nie było modelu tradycyjnej rodziny i nie wiem, co to miałoby znaczyć. Zwłaszcza, że przykładowo w 20-leciu międzywojennym rodziło się dużo tzw. bękartów. Nieślubne dzieci wzięły się z tego, że właściciele ziemscy wykorzystywali swoje pracownice. O jakim tradycyjnym modelu więc mówimy?

Mąż, żona i dzieci.
- To nasze utopie i marzenia. Na pewno są takie rodziny, nie kwestionuję tego i nie twierdzę, że wszystko należy wrzucać do jednego worka. Bert Hellinger, twórca ustawień rodzinnych, modnej i słynnej metody psychologicznej, mówi, że człowieka i jego charakter kształtują tajemnice zawarte w rodzinie. Podobnie jest z antyczną tragedią.

Osią „Raportu Kasandry” są historie kobiet i rodzina.
- Tak, to osie tego koncertu. Nasz wspaniały kompozytor, Maciej Rychły wyciągnął z tego dramatu porażającą wręcz muzykę. Od dawna marzyłem, żeby stworzyć spektakl, w którym nie dzieje się nic, a zarazem dzieje się wszystko. To troszkę magiczne myślenie i troszkę mistyczne marzenie. Odnoszę wrażenie, że muzyka dokładnie to obrazuje i jeśli się na nią otworzymy i w nią wsłuchamy, wyobraźnia podpowie nam wszystkie mechanizmy i napięcia, które są zawarte w tym dramacie.

Jaka to będzie muzyka?
- Współcześnie tworzona muzyka polifoniczna, która nie jest aranżowana. To utwory jednego z najwybitniejszych współczesnych polskich kompozytorów, czyli Macieja Rychłego. Instrumentem prowadzącym i wspierającym śpiew jest wiolonczela. Na scenie pojawi się 9 wokalistów, ale będzie to ośmiogłos i śpiew w zasadzie operowy, a jednocześnie chóralny. Będzie to mistyczna kantata.

Już rozumiem, dlaczego wcześniej trzeba przeczytać dużo książek.
- (Śmiech) Dobrze jest wiedzieć coś na temat antycznego dramatu – kim byli Kasandra, Antygona i Edyp. Dzięki temu punkty odniesienia są o wiele łatwiejsze. Nie wszystko da się wyczytać z internetu i bryków.

Pytanie, czy bez tych punktów odniesienia „Raport Kasandry” się obroni.
- Ależ oczywiście, muzyka broni się zawsze. Nie wszyscy rozumieją teksty śpiewane przez Madonnę albo Riahnnę, ale muzyka działa sama w sobie. Jeżeli jednak wcześniej poczyta się na temat dramatu, myślę że otworzy to ludziom trochę oczy na to, że Kasandra raportuje dzisiejszy świat.

Czy we współczesnych nam czasach potrzebna jest Kasandra?
- Coś czuję, że Kasandr jest bardzo wiele, tylko nikt ich nie słucha, bo Kasandra jest obłożona klątwą, a społeczeństwo jest głuche na tych, którzy przewidują przyszłość.

Ludzie bywają także głusi na sztukę, w tym na teatr.
- Tego nie wiem. Wydaje mi się, że ludzie odczuwają tęsknotę i mają potrzebę tego, żeby przy pomocy sztuki i metafory poszerzać ich horyzonty, przybliżać im pewne sprawy i ich uświadamiać. We współczesnym świecie przestajemy doceniać rolę metafory. Tymczasem metafora otwiera nam kanały percepcji i zrozumienia, a konkret je zamyka, bo zawsze jest związany tylko z jednym punktem widzenia. Możemy mieć różne poglądy, które jednocześnie mogą być prawdziwe ze względu na nasze umiejscowienie i nasz punkt widzenia.

Metafora jest bardzo potrzebna, zwłaszcza że w mediach i wypowiedziach polityków często króluje czarno – biały obraz świata.
- W mediach króluje także to, co się sprzedaje – przemoc, strach i teorie spiskowe. Współczesne media to dziwki, które handlują najlepszym towarem.

Jaka jest w tym wszystkim rola teatru?
- Rola teatru jest taka, żeby odkonkretyzować świat i pokazać, że jest jedną wielką metaforą. Nie da się nazwać danej rzeczy jednym kolorem. Zjawiska społeczne są tak skomplikowane, złożone i wielopoziomowe, że nie można ich ograniczyć do czarno – białej struktury. W ubiegłym roku zaprosiliśmy na otwarcie Brave Festival syryjskich uchodźców, którzy przepłynęli morze Śródziemne na łajbach, ale którzy są przede wszystkim muzykami. W Operze Wrocławskiej spotkali się z artystami Narodowego Forum Muzyki i na przepięknym koncercie zagrali utwory Kilara, Lutosławskiego oraz innych kompozytorów, także syryjskich.

Gdybyśmy stosowali wyłącznie papierek lakmusowy mediów, nie powinniśmy ich wpuścić do sali koncertowej, tylko musielibyśmy uznać, że wszyscy są terrorystami. To nieprawda. Kultura i sztuka, w tym muzyka i teatr, buntują się przeciwko czarno – białym podziałom. Przeważnie mamy projekcje, tymczasem kiedy coś nas denerwuje, tak naprawdę to my jesteśmy zdenerwowani. Teatrem, muzyką i sztuką musimy niwelować poczucie, że wszystko jest jednoznaczne i tylko takie, jak przedstawia to polityczna, medialna propaganda.

Odnoszę wrażenie, że ponad 90 procent prezentowanych w telewizji reklam dotyczy lekarstw. Indukuje to w społeczeństwie poczucie, że coś jest z nami nie tak – że jesteśmy chorzy, że musimy się leczyć i że potrzebne są nam lekarstwa. Nikt nie robi natomiast reklam o tym, żeby wyjść na świeże powietrze, do parku, pobiegać po górach albo pojeździć z dzieckiem na rowerze. Zamiast tego są reklamy o bólu głowy, zaparciach i stresie. Na wszystko są jakieś panacea, ale to oczywiście bzdura. Media reklamują same siebie, a nie produkty, które mają rzekomo pomagać społeczeństwu. Dlatego wystawiamy „Raport Kasandry” i odwołujemy się w nim do starego mitu o kobiecie, która przewiduje i rozumie rzeczywistość, ale nie w sposób zerojedynkowy.

Niedawno widziałem przepiękny rysunek przedstawiający wykarczowany las, pnie wyciętych drzew i maleńkiego misia koalę, który próbuje wspiąć się na nieistniejące drzewo, jest przestraszony i płacze. To artysta, za którego plecami stoi dwójka urzędników mówiących mu, że ewidentnie ma problemy psychiczne. Ten rysunek bardzo pięknie pokazuje los artystów, metafory, symbolu i wrażliwości we współczesnym świecie. Urzędnicy i technokraci wycinają to, co jest istotą i przyrodą tego świata, a my próbujemy się wspinać na nieistniejące drzewa. Takim drzewem jest metafora.

Rozumie pan świat, czy szuka metafor?
- Szukam metafor dlatego, że rozumiem ten świat.

Identyfikuje się pan z koalą?
- Bardzo mocno. Identyfikuję się z misiem, który nie jest w stanie wspiąć się na miejsce, które było jego naturalnym domem. Przypomniała mi się społeczna reklama z udziałem Marcina Dorocińskiego, który pokazał w niej swoje rozwalone mieszkanie. To metafora tego, co robimy z Ziemią. Możemy patrzeć na tę reklamę i na popularnego aktora trochę z przymrużeniem oka, ale dokładnie tak to wygląda.

Nie jestem zwolennikiem teorii spiskowych, ale oglądałem niedawno program o zasłonach, które są rozsiewane przez samoloty po niebie. Profesorowie mówili w nim, że są to ogromne ilości metalu, które tworzą barierę i wyciemniają promienowanie słoneczne, czyli zmieniają klimat. Z drugiej strony używane przy tym ciężkie metale przyczyniają się do wzrostu Alzhaimera i demencji. Żyjemy nie tylko w wykarczowanym lesie, ale też przy wykarczowanym niebie.

Czy jest pan mimo wszystko optymistą?
- Nie, jestem tylko i wyłącznie realistą.

Czy wierzy pan, że teatr jest w stanie połączyć ludzi i coś zmienić?
- Nie wierzę.

Mimo wszystko robi pan teatr.
- Mimo wszystko robię teatr, bo nie umiem robić niczego innego. Rzecz jasna, mam w sobie jakąś ufność, że jest więcej osób takich jak ja. Mam nadzieje, że nie tyle teatr coś zrobi, ale że jest sporo ludzi, którzy także czują się jak biedne misie koala, bo nie ma już drzew, po których mogliby chodzić.

Może te drzewa odrosną…
- Od kilku lat Teatr Pieśń Kozła sadzi drzewa. Zasadziliśmy w okolicach Wrocławia ponad 20 tysięcy drzew i będziemy robić to dalej. Metaforycznie mówiąc zależy nam na tym, aby drzewa odrastały i  żeby sadzono z powrotem to, co inni wycinają. Kiedyś chciałem dołączyć do fińskiego programu „Zasadźmy sto milionów drzew”. W Indiach w ciągu jednego dnia zasadzono ich milion. To jest możliwe – to drzemiąca w nas potrzeba metafory i odrodzenia. Niedawno z Alicją odbyliśmy rozmowę z sąsiadami, ludźmi głęboko wierzącymi, którzy mówili, że Kościół potrzebuje odrodzenia. Podobnie jak przyroda, ludzka mentalność i nawet media. Jest taki wspaniały film Spielberga – „Czwarta władza”. To przykład na to, że media mogą być wolne nie tylko od nacisków politycznych, ale też merkantylnych, czyli od nacisku pieniądza. Obawiam się, że żadne medium takie nie jest.

A teatr?
- Teatr jest absolutnie wolny od politycznych i finansowych nacisków. Jeżeli nie ma pieniędzy, nie wystawia się spektakli, a niedawna próba zatrzymania premierowego spektaklu "#chybanieja" Pawła Passiniego w Rzeszowie okazała się chybiona. Spektakl wystawiono na festiwalu Nowe Epifanie w Warszawie, gdzie odniósł wielki sukces. Poruszane w nim tematy nikogo nie raniły i nie zabiły, tylko dały do myślenia i wzbudziły dyskusję.

Dowodzi to, że musimy spotykać się ze sobą i dyskutować. Musimy rozmawiać wprost, jawnie i bez knebla, jaki zakładają nam politycy i media. Chodzi o to, żebyśmy się dzięki temu odradzali. Jako ludzie nieustannie i każdego dnia musimy się odradzać.  

Oceń publikację: + 1 + 12 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy historyczny "ogórek" powinien powrócić na wrocławskie ulice?




Oddanych głosów: 72