Sport

Historia dolnośląskich derbów, czyli jak w Lubinie wszyscy płakali

2012-04-27, Autor: Mariusz Wiśniewski
W niedzielę na Stadionie Miejskim piłkarskie derby Dolnego Śląska. Wrocławski Śląsk zmierzy się z Zagłębiem Lubin. Dolnośląskie derby nie należą co prawda do tych, które elektryzują całą Polskę. Ale w regionie wzbudzają wielkie emocje. W historii sporo było bowiem pojedynków, do których fani wracają pamięcią.

Reklama

Na pewno takim pamiętnym meczem było ostatnie starcie Śląska z Zagłębiem, kiedy wrocławianie rozbili lubinian na ich stadionie 5:1. "Każdy gol dla Śląska to było, jak gdyby ktoś mi nóż wbijał w plecy" - pisał wówczas na forum internetowym jeden z fanów Zagłębia. Ale we wcześniejszych latach działo się znacznie więcej...

 

Był 19 maja 2001 roku. Śląsk bronił się przed spadkiem i musiał w Lubienie wygrać. Były to czasy, kiedy o tym, kto spada z ligi nie decydowały tylko umiejętności piłkarskie, ale przede wszystkim głębokość kieszeni i dojścia do pewnych osób. Wrocławianie nie chcieli być gorsi od rywali i też na tym polu działali. Wszystko było umówione i Śląsk miał w Lubinie wygrać. Nieoczekiwanie jednak Zagłębie prowadziło do przerwy 1:0. Wrocławianie grali wówczas żenująco słabo i nawet, kiedy rywal nie za bardzo im przeszkadzał, nie potrafili trafić do bramki.

 

W drugiej połowie Śląsk nieco przyspieszył grę i na efekty nie trzeba było długo czekać. Zaraz po przerwie wrocłwianie zdobyli dwa gole i w tym momencie na stadionie zaczęły się zamieszki. Kibice Zagłębia skandowali w kierunku swoich piłkarzy: „Złodzieje!”. Czarę goryczy przelała trzecia bramka dla Śląska. Fani z Lubina zaczęli opuszczać trybuny i gromadzić się pod budynkiem klubowym. W pewnym momencie ktoś wyłamał drzwi i wrzucił do środka pojemnik z gazem łzawiącym. Substancja szybko się rozeszła po korytarzach i piłkarze Zagłębia, którzy po końcowym gwizdku szybko zbiegli do szatni, równie szybko ze łzami w oczach wrócili na boisko. Tu cały czas stali zawodnicy Śląska oraz sędziowie i czekali na rozwój wypadków. Na szczęście do żadnego linczu nie doszło i po pewnym czasie wściekli kibice rozeszli się do domów. Gaz jednak długo utrzymywał się w budynku i pomeczowa konferencja została zorganizowana na boisku.

Drugi pamiętny derbowy pojedynek między Śląskiem i Zagłębiem miał miejsce niemal równy rok później - 25 kwietnia 2002 roku. Wrocławianie ponownie bronili się przed spadkiem i potrzebowali wygranej. Tym razem zawodnicy z Lubina, pamiętając, co się działo rok wcześniej, nie zamierzali odpuszczać. Zwłaszcza, że mieli obiecane specjalne premie za pokonanie Śląska od rywali wrocławian w walce o utrzymanie. Przekalkulowali więc sobie, że wygrywając, nie tylko zadowolą swoich kibiców, ale także zarobią dodatkowe pieniądze. Zapomnieli jednak, że piłka nożna jest nieprzewidywalna. Swoją rolę w całym spektaklu miał też odegrać arbiter Krzysztof Słupik.

 

Dramat gospodarzy zaczął się w 30 minucie, kiedy sędzia za faul na Ireneuszu Gortowskim podyktował dla Śląska rzut karny, który na gola zamienił Marcin Wasilewski. Zanim jednak zawodnik wrocławskiego zespołu oddał strzał, między piłkarzami obu ekip doszło do ostrej kłótni, która trwała dobrych kilka minut. Arbiter hurtowo rozdawał żółte kartki, bo taka też była jego misja. Rywale Śląska w walce o pozostanie w lidze nie tylko obiecali premie Zagłębiu, ale także postarali się, aby wrocławianie zostali wykartkowani i tym samym osłabieni przed kolejnymi spotkaniami.

 

W drugiej połowie emocje były jeszcze większe. Zagłębie nacierało, miało ogromną przewagę, a Śląsk zbierał upomnienia aż w końcu w ciągu zaledwie kilku minut z boiska za drugą żółtą kartkę zostali wyrzuceni Jarosław LatoDariusz Sztylka. Kiedy wydawało się, że gol dla gospodarzy to tylko kwestia czasu, Śląsk przeprowadził kontratak. Sławomir Nazaruk przebiegł sam pół boiska i podwyższył na 2:0. Zagłębie zdołało zdobyć kontaktowego gola, ale do remisu już nie doprowadziło.

 

Wrocławianie mieli tego dnia nieprawdopodobnie dużo szczęścia, o czym może świadczyć ostatnia akcja meczu, kiedy jeden z zawodników Zagłębia zamiast do siatki z kilku metrów trafił w rękę Krzysztofa Pyskatego a piłka nabrała takiej rotacji, że jakimś cudem przeleciała tuż nad poprzeczką. - Trzeba było sprzedać ten mecz, to przynajmniej mielibyśmy pewną kasę – miał powiedzieć jeden z zawodników Zagłębia schodząc do szatni. – A tak to nie mamy pieniędzy, ale za to mamy prze…ne, bo nikt nie uwierzy, że przegraliśmy po uczciwej walce.

 

Zwycięstwo to nie dało Śląskowi jednak wiele, bo tydzień później w mocno osłabionym składzie zremisował z Widzewem Łódź, co przesądziło o degradacji.

 

Na pewno też pamięcią będzie się wracało do derbów z 27 kwietnia 2010 roku. Na boisku padł remis 1:1, a prawdziwy dramat rozegrał się w kuluarach stadionu w Lubinie. Po spotkaniu w toalecie pod trybuną VIP napadnięty został prezes Śląska Piotr Waśniewski. Jeden z napastników został złapany jeszcze na stadionie, a drugi następnego dnia rano. Przed samym meczem doszło również do starć pseudokibiców na ulicach Lubina. W tym przypadku negatywnymi bohaterami byli fani Śląska, którzy najpierw urządzili sobie polowanie na miejscowych fanów, a później chcieli bez biletów wedrzeć się na stadion.

 

Jak będzie w niedziele? Czy będzie to jeden z pamiętnych meczów, czy może taki, o którym zapomina się już na drugi dzień?

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~z 2012-04-27
    15:52:18

    0 0

    Nie piszcie tylko w jedną stronę. Zapomnieliście o derbach z 1992 roku (Zagłębie – Śląsk Wrocław 7:0)

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 605