zamknij

Kultura

„Historia Hollywood jest pełna sekretów i skandali” [WYWIAD]

2021-06-13, Autor: Michał Hernes

– To nie jest opowieść o samotności jako takiej, lecz o odwadze, by dać sobie prawo do wyboru drogi pomiędzy tym co usankcjonowane i akceptowane przez społeczeństwo, a tym, co wymyka się wszelkim schematom – mówi w rozmowie z tuWroclaw.com pisarka Iga Karst, autorka książki „Tamtej nocy w LA".

Reklama

Iga Karst urodziła się we Wrocławiu i tu mieszka.  Zawodowo związana jest z branżą PR. W 2015 roku była nominowana w plebiscycie „7 Nadziei Wrocławia”.  Jest autorką powieści i opowiadań kryminalnych, a także romansów. Debiutowała w 2005 roku i ma w tej chwili w portfolio 10 tytułów. "Zapach prawdy" był nominowany do nagrody Wielkiego Kalibru. W centrum jej zainteresowań literackich pozostają zagadnienia historyczne związane z Dolnym Śląskiem i monarchiami europejskimi z przełomu XIX i XX wieku oraz wątki przygodowo-detektywistyczne.

Michał Hernes: „Tamtej nocy w LA” to (…) pobrzmiewający echem złotej ery Hollywood zaskakujący romans z wątkiem kryminalnym”. Co najbardziej panią fascynujące w złotej erze Hollywood?
Iga Karst: Historie ludzi, które się na tę erę złożyły. Biografie twórców Hollywood. Celowo mówię o twórcach, ponieważ nie chodzi tylko o znane twarze, ale również o osoby, które stały w cieniu - bez nich nigdy nie mówilibyśmy o złotej erze Hollywood. Właściciele wytwórni filmowych, producenci, fotografowie...

Jak opisać aktorkę, która niegdyś podbiła Hollywood? Gdzie szukała pani inspiracji?
Postać Wandy Fabian została zainspirowana wieloma polskimi artystami, którzy w ubiegłym wieku z różnym skutkiem próbowali podbić amerykański rynek czy to muzyczny, czy filmowy. Była taka aktorka, która u szczytu sławy w latach sześćdziesiątych wyjechała za mężem do USA, była taka piosenkarka, która występowała na amerykańskich scenach z największymi wykonawcami tamtych lat, był taki niesamowicie utalentowany kompozytor, którego świetnie rozpoczętą karierę przerwała tragiczna śmierć... Można jeszcze długo wyliczać...

Suma tych wszystkich biografii złożyła się na inspirację, z której powstała całkiem fikcyjna bohaterka mojej książki. Zresztą wszystkie motywy związane ze światem filmu i realiami życia ówczesnych gwiazd dopracowałam w najmniejszych szczegółach. Zależało mi na tym, żeby - jakkolwiek paradoksalnie to zabrzmi - ta fikcja była możliwie autentyczna. Jeżeli ktoś choć trochę interesuje się ludźmi tamtej epoki i historią fabryki snów, z pewnością odnajdzie wiele elementów, które są odbiciem prawdziwych postaci i wydarzeń.

To połączenie romansu z kryminałem.
Właściwie to jeden wątek kryminalny i trzy romanse. Mamy bowiem romans aktorskiej pary z lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, współczesny romans pary głównych bohaterów i bardzo niestandardowy związek rodziców Niny. Do tego rozbudowane tło obyczajowe. "Tamtej nocy w LA" to wielowymiarowa książka wymykająca się jednoznacznym schematom gatunkowym.

Jak napisać kryminał, nad którym unosi się tajemnica? To brzmi jak wyzwanie.
Historia Hollywood jest pełna sekretów i skandali, radości i tragedii, blasków i cieni życia gwiazd, a nawet tajemniczych śmierci, więc i w książce nie mogło zabraknąć takich motywów.

Zwłaszcza, gdy to tajemnica, którą skrywa kadr niepozornej fotografii. Przypomniał mi się film „Powiększenie” Antonionego, ale też słowa fotograf Diane Arbus, która mówiła, że fotografia to tajemnica o tajemnicy, bo im więcej widzimy, tym mniej wiemy. Czy tak właśnie jest?
Myślę, że w odniesieniu do tego tematu i przywołanych w pytaniu twórców, kluczowe staje się pytanie: jak istotny jest kontekst komunikatu i jak łatwo z obrazu, który wyjmiemy z tego tła, uczynić źródło manipulacji. Widzimy to, co chcemy widzieć, to na co pozwala nam nasze życiowe doświadczenie. Obiektyw uwiecznia ujęcie z ułamka chwili rzeczywistości. Jednak nigdy nie możemy być pewni, co znajdowało się poza kadrem i w jakiej sytuacji, w jakim kontekście właśnie, został on wykonany. Czy to zagadnienie nie jest nam obecnie bardzo bliskie? Każdego dnia oglądamy w social mediach życie w wyidealizowanych i wnikliwie wyselekcjonowanych kadrach. Gdzie jest granica między realnością a pozorami?

Co prawda w "Tamtej nocy w LA" nie znajdziemy nic na temat mediów społecznościowych, mamy za to historię kryminalną, której duża część rozwiązania leży w zdjęciach wykonanych przez słynnego fotografa gwiazd. Po jego śmierci wypływają nikomu nieznane ujęcia zrobione w noc, gdy zginęła pewna kobieta. Ujęcia te składają się na historię tamtego wieczoru. I stają się tajemnicą o tajemnicy. Bo, parafrazując wspomnianą Diane Arbus, im bohaterowie więcej widzą, tym mniej wiedzą. A im bardziej się mylą, tym bardziej oddalają się od prawdy...

Pani książka to zaproszenie „do nastrojowego świata jazzu, bluesa, popu, a nawet muzyki klasycznej. Jak opisać ten świat i oddać klimat muzyki?
"Tamtej nocy w LA" to romans i kryminał, jednak to też pełna emocji opowieść o muzyce. Muzyce, która jest nie tylko zwyczajną pasją, ale staje się całym życiem. Pisząc ten tekst, stanęłam przed dylematem: co zrobić, żeby książka w jakiś sposób zabrzmiała? To co łączy i muzykę, i literaturę to: nastrój i emocje, które mogą one wywoływać. I to właśnie poprzez budowanie odpowiedniej atmosfery staram się oddać klimat muzyki. Nina, główna bohaterka, jest córką pianistki i jazzmana. Wychowana w świecie dźwięków, to na nich zbudowała swój prywatny, intymny świat. Świat, do którego ucieka w chwilach smutków i radości. Jest taka scena w książce, kiedy Nina włącza "Basin Street Bluesa" w wykonaniu Sidneya Becheta i ze ze szklaną burbona w ręce wchodzi do wanny. Wyobraźnia podsuwa jej obrazy Nowego Orleanu, za którym tęskni. Proponuję, by w takich miejscach powieści zatrzymać się na chwilę i odsłuchać wymienione w tekście utwory, żeby w pełni poczuć klimat poszczególnych scen. Nie jest to, oczywiście, konieczne, by zrozumieć fabułę. Wszystkie utwory zostały wybrane nie tylko ze względu na muzykę, ale także warstwę liryczną, a czasem nawet genezę. Większość z nich jest łatwo dostępna do odsłuchania na oficjalnych kanałach twórców. Jeżeli przy okazji tą książką sprawię, że ktoś sięgnie po jazz, muzykę poważną albo nawet klasykę rocka, którego wcześniej nie słuchał i w ten sposób przyczynię się do propagowania dobrej muzyki, to będzie dla mnie olbrzymia radość i satysfakcja.

Bohaterka pani książki to kobieta sukcesu, która odczuwa pustkę i samotność.
Nina jest dyrektorem w firmie jubilerskiej. Wychowana przez matkę pianistkę, dla której kariera zawsze była ważniejsza od jej własnego dziecka i widywanego raz na jakiś czas ojca jazzmana, zawsze marzyła o założeniu tradycyjnej rodziny. Takiej z mężem wracającym z pracy o piętnastej i codziennym, domowym obiadem z dwóch dań. Teraz właściwie nic nie stoi na przeszkodzie, żeby ten cel zrealizować. Nina jednak odczuwa coraz większą pustkę i samotność. Wcale nie dlatego, że wokół niej brakuje ludzi. Powoli uświadamia sobie, że tęskni za stylem życia, jaki znała z dzieciństwa... Za wolnością i za emocjami, które łączyły jej rodziców, a których jako dziecko zupełnie nie pojmowała. To nie jest opowieść o samotności jako takiej, lecz o odwadze, by dać sobie prawo do wyboru drogi pomiędzy tym co usankcjonowane i akceptowane przez społeczeństwo, a tym, co wymyka się wszelkim schematom. Ważne, żeby dostrzec, dokąd wiodą nas nasze własne marzenia i pozwolić, by nas poprowadziły. A to zawsze wiąże się z konfrontacją z samym sobą, więc i z samotnością. Nawet jeśli towarzyszą nam bliscy. Ostateczną decyzję, co stanie się naszym celem i jak do niego będziemy próbowali dotrzeć, zawsze podejmujemy sami. W mojej powieści można ten temat odebrać dosłownie albo jako dużą przenośnię odnoszącą się do wielu sfer funkcjonowania jednostki we współczesnym społeczeństwie. "Tamtej nocy w LA" to lekka książka pisana przyjaznym w odbiorze stylem, zależało mi jednak, żeby pod powierzchnią fabuły kryminalnej i romantycznej ukryć kilka istotnych tematów do przemyśleń.

Co było największą frajdą, a co największą trudnością w czasie pisania tej książki?
Najwięcej zabawy, a zarazem najwięcej trudności przyniosło mi wiele aspektów związanych z muzyką. W trakcie pracy nad tekstem cennego wsparcia udzielił mi Narodowy Instytut Fryderyka Chopina. Natomiast profesjonalne "brzmienie" tej książki to przede wszystkim zasługa pomocy Kuby Molędy, wokalisty i kompozytora. Kuba nie tylko ma olbrzymie doświadczenie sceniczne, począwszy od koncertowego, przez studyjne, a skończywszy na musicalowym, grał przecież główną rolę w "Tańcu wampirów", do której wybrał go sam Roman Polański, ale jest też absolwentem Wydziału Kompozycji, Interpretacji, Edukacji i Jazzu Akademii Muzycznej im. Karola Szymanowskiego w Katowicach, więc nie mogłabym wyobrazić sobie lepszego eksperta. Bez jego wiedzy, umiejętności i zaangażowania z pewnością nie napisałabym tej książki w kształcie, który trafił do druku. To była bardzo mozolna i wymagająca praca, a zarazem praca pełna śmiechu, pasji i inspiracji. Pisanie o muzyce stanowiło zatem dla mnie zarówno największe wyzwanie, jak i olbrzymią frajdę.

Oceń publikację: + 1 + 3 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy podoba Ci się projekt Muzeum Książąt Lubomirskich?




Oddanych głosów: 115