zamknij

Kultura

Jan Szurmiej: „Zespół Teatru Polskiego zwrócił się do mnie z prośbą o pomoc”

2018-12-07, Autor: Michał Hernes

W piątek, 7 grudnia, w Ministerstwie Kultury prawdopodobnie zapadnie decyzja dotycząca tego, kto zastąpi Cezarego Morawskiego na stanowisku dyrektora artystycznegi Teatru Polskiego we Wrocławiu. Niewykluczone, że będzie to Jan Szurmiej.

– To nie była moja inicjatywa, tylko całej załogi Teatru Polskiego, która zwróciła się do mnie, żebym pomógł im w trudnej sytuacji, w jakiej znalazł się Teatr. Znam tę instytucję od lat i zrobiłem w niej wiele realizacji – powiedział nam Jan Szurmiej, który w przeszłości był dyrektorem Teatru Roma w Warszawie. W Teatrze Polskim za kadencji Cezarego Morawskiego wyreżyserował spektakl „Xięgi Schulza”. Z naszych informacji wynika, że prowadzone są rozmowy z różnymi kandydatami, w tym właśnie z Janem Szurmiejem.

Reklama

Doświadczony reżyser

Jan Szurmiej to absolwent Studia Aktorskiego przy Teatrze Żydowskim i aktor Teatru Żydowskiego w latach 1971–1991. Był dyrektorem Teatru Muzycznego Roma w Warszawie. Zagrał m.in. Hunona w „Dybuku”, Happy’ego w „Śmierci komiwojażera”, a także Christiana Hortkopfa w „Jakubie i Ezawie”. W swoim dorobku ma ponad 100 realizacji reżyserskich, m.in.: „Sztukmistrza z Lublina”, „Wielkiej woda” i „Zorby”. W Teatrze Żydowskim wyreżyserował spektakle: „Skrzypek na dachu” (2002),  „Straszna gospoda” (2007) oraz „Ach! Odessa-Mama...”. Zagrał w filmach i serialach, m.in. w: „Sanatorium pod klepsydrą” Wojciecha Jerzego Hasa, „Dybuku” Stefana Szlachtycza, „Austerii” Jerzego Kawalerowicza, „Królewskich snach” Grzegorza Warchoła, „Szulerze” Adka Drabińskiego, „Facetach do wzięcia” Janusza Kondratiuka.

W uznaniu swoich zasług artystycznych otrzymał wiele nagród i odznaczeń, m.in.: Złoty Krzyż Zasługi za osiągnięcia w dziedzinie kultury (1985), Grand-Prix na festiwalu w Moguncji (Niemcy) za reżyserię spektaklu „Sztukmistrz z Lublina (1994, Teatr Współczesny we Wrocławiu) i Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski za zasługi w dziedzinie kultury (2005).

Kontrowersje i oskarżenia

Jan Szurmiej to bardzo niedobra propozycja. Jeżeli się to potwierdzi, będzie to oznaczać, że dewastacja artystyczna i finansowa Teatru Polskiego dokonana przez Cezarego Morawskiego, za wiedzą Tadeusza Samborskiego, który odpowiadał za kulturę w poprzednim zarządzie, niczego nie nauczyła ani marszałka Cezarego Przybylskiego, ani zarządu – mówi Piotr Rudzki z Teatru Polskiego – w podziemiu. – Jan Szurmiej nie przyciągnie żadnej reżyserki czy reżysera, którzy mogą zaproponować wysokiej jakości sztukę i jednocześnie pomogą odbudować zespół - bez niego nie ma repertuarowego artystycznego teatru publicznego w Polsce. Jaki jest stosunek Jana Szurmieja do zespołu, najlepiej świadczy jego spektakl "Xięgi Schulza". Na 32 artystów, którzy pojawiają się na scenie, tylko 8 to etatowe aktorki i aktorzy Polskiego. Dla przypomnienie: dziś na etacie w Polskim jest chyba 35 aktorek i aktorów. Czyli z tych, załóżmy, 35 tylko 8 dostało możliwość pracy. Gdyby Jan Szurmiej myślał o zespole, wziąłby do obsady etatowych! Ale on myśli kategoriami teatru prywatnego lub impresaryjnego, tylko myśli o sukcesie komercyjnym, a nie rozwoju artystycznym zespołu, teatru i w efekcie - publiczności. Myśli o zatrudnianiu ludzi do określonego spektaklu. Wtedy zespół nie jest potrzebny. Nie ma etatów, nie ma kosztów, ale w konsekwencji nie ma też pracowni, administracji, marketingu, działu artystycznego etc. Po co utrzymywać ludzi na etatach, skoro można zamówić scenografię w firmie zewnętrznej, podobnie prowadzenie księgowości, marketingu, strony internetowej czy opieki prawnej można zlecić na zewnątrz? Wszystkie te ruchy zaczął już Morawski. Jan Szurmiej je z pewnością dokończy. I ktoś na tym teatrze się uwłaszczy! – uważa Rudzki.

Jak oficjalnie dowiedział się Teatr Polski – w podziemiu, p.o. dyrektora Teatru Kazimierz Budzanowski nie widzi możliwości powrotu do pracy zwolnionych przez Morawskiego pracowników: aktorów Anny Ilczuk, Andrzeja Kłaka, Michała OpalińskiegoMarty Zięby, a także pracowników Teatru, Piotra RudzkiegoKatarzyny Majewskiej. – Pomimo 3 prawomocnych wyroków podważających "powody" zwolnień i 4 wyroków podważających "powody" zwolnień w pierwszej instancji! O tych,którzy zostali przymuszeni do odejścia, nawet się nie zająknął – można przeczytać na stronie teatralnego Podziemia.

– Mam zamiar zasypać dół między garstką zwaśnionych aktorów, a resztą załogi, która stanowi liczne grono pracowników Teatru Polskiego – zapowiada Szurmiej. – Do dzisiaj nic nie wiadomo o decyzjach – powiedział nam w niedzielę, 9 grudnia. – Objęcie Teatru Polskiego to nie był mój pomysł, tylko wola jego załogi, która zwróciła się do mnie o pomoc. W rozmowach poinformowałem ich, że nie chcę być dyrektorem naczelnym, tylko artystycznym z partnerem, do którego mam zaufanie. Naczelnym dyrektorem został oficjalnie Kazimierz Budzanowski, który pełnił tę funkcję za dyrekcji artystycznej Pawła Miśkiewicza. Wskazałem jego na partnera i tak się stało – tłumaczy Szurmiej, który czeka na decyzję ministerstwa kultury. – Cała załoga trzyma kciuki za moją kandydaturę. Atak prasy reprezentujący grupę ludzi, których interesuje powrót czasów Mieszkowskiego oraz wulgarny, manipulatorski i niegodny pióra poważnego dziennikarza, który kilka razy dziennie na portalu „Gazety Wyborczej” pisze hejterskie artykuły, wzbudza wielki niesmak załogi Teatru i środowiska racjonalnie myślącego we Wrocławiu – dodał reżyser „Xsiąg Schluza”.

– Moim zdaniem pojawiają się różni recenzenci, niektórzy z nich celebrycko podgrzewają koniunkturę i piszą na zamówienie, bo to się im bardzo opłaca – mówi nam Szurmiej. – Nie oskarżam wszystkich dziennikarzy. W każdym zawodzie są prostytutki i ludzie uczciwi. Są aktorzy, którzy sprzedadzą się i reklamują bańki przeciwko zapaleniu płuc. Jest też plejada aktorów, którzy nie wychodzą z teatru albo z dobrego kina i nigdy się nie sprzedadzą.  Świat bardzo się skomercjalizował, a recenzje są niemerytoryczne. Pisanie, że ktoś ładnie wyglądał w kostiumie jest bzdurą. Nie ma wiwisekcji i analizy roli. Na wymarciu są recenzenci, którzy dobrze opisują teatr – zauważył reżyser.

Historia Teatru Polskiego i ostracyzmu

– Pamiętam sytuację, która miała miejsce we Wrocławiu w latach 80-tych, kiedy na miejsce Kazimierza Brauna przyszedł Jan Prochyra, którego oskarżono, że go zwolnił i że został przyniesiony przez czerwonych na teczce – mówił nam Jan Szurmiej. – To był absolutny ostracyzm. Środowisko teatralne nie pisało recenzji spektakli z tego teatru, choć pojawiali się w nim ciekawi ludzie, np. reżyser Grzegorz WarchołJanusz Józefowicz, który wystawił tam „Pannę Tutli Putli”.  Mimo to ten teatr pomijano. Gdy byłem po sukcesie „Skrzypka na dachu” zwrócił się do mnie Jan Prochyra z prośbą, żebym zrobił mu hitowy spektakl, czerpiąc inspirację z kultury żydowskiej. Przyszedł mi wtedy do głowy  „Sztukmistrz z Lublina”.  Siła zespołu, genialność Zygmunta Koniecznego, songi Agnieszki Osieckiej, scenariusz mój i Michała Komara zaowocowały spektaklem o dużej sile rażenia. Odnieśliśmy niebywały sukces z licznymi nagrodami. Spektakl na stałe wpisał się w historię teatralną Wrocławia. Do Teatru Współczesnego powrócili wybitni reżyserzy, między innymi Jerzy Jarocki. Powróciła tam również publiczność. Ostracyzm poszedł w zapomnienie. Oznacza to, że miejsce artysty jest w teatrze i teatr jest priorytetem. Nie ma znaczenia, jaki dyrektor stoi na jego czele. Dyrektorzy się zmieniają, a teatr ciągle jest ten sam. Nazywa się Teatr Polski, a nie imienia Morawskiego, Mieszkowskiego albo Wekslera. Rzecz jasna, duża scena została przypisana wybitnemu twórcy teatru, czyli Grzegorzewskiemu – dodał.

Jacek Weksler wprowadził eklektyzm repertuarowy w dobrym tego słowa znaczeniu, kiedy to wybitny reżyserzy, w tym Andrzej Wajda, Tadeusz Minc, Jerzy Grzegorzewski, Jerzy Jarocki, Krystian Lupa, Jacek Bunsch i wielu innych kształtowali ten teatr – mówi Szurmiej. – To były złote czasy Teatru Polskiego, ale od czasu pojawienia się Pawła Miśkiewicza rozpoczęła się recesja zespołu. Nie wiem, czemu, bo Paweł Miśkiewicz jest znakomitym człowiekiem teatru. Ze stratą dla teatru odeszli wtedy m.in. Igor Przegrodzki, Halina Skoczyńska, Krzysztof Dracz, Henryk Niebudek, Miłek Reczek, Paweł Okoński, Aleksandra Popławska, Andrzej Szopa czy Kinga Preis. Uznali, że to nie jest ich teatr. Podsumowując: nie interesuje mnie, czy motorniczy w tramwaju jest poglądów prawicowych czy lewicowych. Mnie interesuje teatr. Gdybym patrzył na niego jak na tramwaj, który prowadzi zwolennik PiSu, to nigdy bym do niego nie wsiadł i musiałbym chodzić na piechotę. Mnie, jako człowieka teatru, interesuje moja praca i praca z zespołem. Wróciłem do Wrocławia po 18. latach, bo tak się złożyło, że nie zapraszał mnie ani Capitol, ani Teatr Współczesny, ale to nie ma znaczenia, bo miałem pracę i swoje miejsce w innych teatrach. Po powrocie wzruszyło mnie jednak, jak przyjęli mnie pracownicy Teatru Polskiego, zespół techniczny, pracownie i starzy aktorzy, którzy mnie pamiętają. Ważne, najważniejsze jest dla mnie, z kim pracuję i jaką energię twórczą wytwarzamy w trakcie prób i w osobistych kontaktach – powiedział reżyser teatralny o pracy nad "Xięgami Schluza".

– Nie można w publicznym teatrze zasilanym z pieniędzy podatników prowadzić prywatnego przedsięwzięcia – mówi Piotr Rudzki. – To niedopuszczalne, oprócz etycznego, również z ekonomicznego punktu widzenia. Spektakl Jana Szurmieja pewnie był, relatywnie rzecz biorąc, jedną z najdroższych produkcji w historii Polskiego. – I jeszcze: Jan Szurmiej na pewno nie zdejmie swojego spektaklu i w związku z tym teatr będzie musiał cały czas dopłacać duże kwoty do jego eksploatacji. A Morawski do dyrektorskiej pensji dodawał sobie będzie za granie w nim. Zaś jego żona - Anna Zagórska - jedna z tych aktorek nieetatowych, której Morawski musiał zapłacić honorarium za przygotowanie roli. Ciekaw jestem, jak wysokie, skoro sobie płacił ponad 20 tys. złotych (najwyższa stawka w Polsce to ok. 12 tys. zł dla wybitnego artysty) - za granie dostaje i będzie dostawać stawki gościnne, skoro Morawski sobie płacił prawie 3 tys. złotych (średnia w Polskim to ok. 500 zł). Należy podkreślić, że 3 tys. zł brutto to miesięczna, etatowa, pensja wybitnych aktorów Polskiego z bardzo długim stażem! – dodał Piotr Rudzki.

Teatry w Polsce są niedofinansowane

– Nie porównałbym „Xsiąg Schluza” do wydatków na realizacje za czasów byłej dyrekcji, o których publicznie wiadomo – ripostuje Szurmiej. – Nasza realizacja nigdy nie będzie kosztować półtora miliona złotych. Rzecz jasna, mistrz Krystian Lupa zasługuje na każdy wysoki budżet. Teatry w Unii Europejskiej nie borykają się z takimi problemami finansowymi jak teatry w Polsce. Koszty produkcji, materiałów i.t.p. na realizację są takie same w Niemczech jak i w Polsce, nie mówiąc o apanażach zespołów teatralnych czy realizatorów. Kultura w Polsce jest poważnie niedofinansowana. Politycy i kolejne zmiany rządów nie przyniosły kulturze należytej reformy, nie mówiąc o edukacji. Nie jest tak, że mój spektakl miał kosztować 300 tysięcy złotych, a jego koszty urosły na przykład do miliona złotych. Milion złotych w teatrze to bardzo dużo. U nas, w Polsce jest bieda i trzeba czasami sposobem zrobić coś, co będzie wartościowe i nie będzie wyrzucane jako realizacja do kosza po trzech wieczorach – zauważył reżyser.

– Moje spektakle zawsze robią duże wrażenie i publiczność chce je oglądać, a to jest dla mnie najważniejsze.  Jeżeli publiczność, będąca najważniejszym recenzentem, przychodzi na moje spektakle, to dla mnie jest to największa nagroda, która oznacza, że moja praca w teatrze nie idzie na marne – wyznaje Jan Szurmiej. – Nigdy nie gram na fałszywych emocjach. Jest stare zjawisko nazywane katharsis, wzięte od teatru antycznego. Rzadko widuje się ludzi śmiejących się i zarazem płaczących na spektaklu. A na moich spektaklach tak bywa. Nie dlatego, że zmuszam ich do tego i staram się ich zszokować czymś turpistyczno- seksualnym po to, żeby byli zaskoczeni, zdziwieni. Mnie to nie interesuje. Interesuje mnie moment, gdy widz dostaje coś dla siebie –  energię od zespołu i  tematu który niesie spektakl. Nieważne są recenzje, jeżeli po wyjściu z teatru widz będzie wzruszony i poleci go innym, mówiąc, że warto zobaczyć kunszt aktorów w  spektaklu Jana Szurmieja – zakończył kandydat na dyrektora Teatru Polskiego.

Oceń publikację: + 1 + 7 - 1 - 3

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Kto powinien być wiceprezydentem Wrocławia "z Nowoczesnej"?




Oddanych głosów: 280