Nie przegap

Jaros kontratakuje, a wrocławscy radni chcą usuwać krzyże „bez dyskusji”

2024-06-14, Autor: Arkadiusz Franas

Wrocławska Lewica, wspierana przez Koalicję Obywatelską, postanowiła, że należy usunąć krzyże z ratusza. Powołując się na prawo uchwalone w czasach PRL-u. Za bardzo nie wiadomo dlaczego chce je usunąć, ponieważ najpierw przegłosowali, że nie chcą o tym rozmawiać. Czy leci z nami jeszcze demokracja?  Z jej narzędzi natomiast zamierza skorzystać poseł Michał Jaros, by obronić się przed wyrzuceniem z fotela szefa PO na Dolnym Śląsku.

Reklama

Nie wiem, czy działacze dolnośląskiej Platformy Obywatelskiej pojadą na wakacje. Michał Jaros, ich lider, który zaliczał w ostatnich miesiącach porażkę za porażką, zapowiada zemstę. Wiadomo, że nie na Donaldzie Tusku, który zabawił się z posłem w kotka i myszkę, i w ostatniej chwili nie wsparł wrocławskiego polityka w walce o fotel prezydenta Wrocławia. Czytaj: poparł Jacka Sutryka. Gdy Jaros zaleczył rany po tym upadku, postanowił, że zostanie marszałkiem województwa dolnośląskiego. Zwłaszcza, że tym razem dostał błogosławieństwo z centrali. Marszałkiem też nie został, bo tym razem koledzy z PO go nie wsparli. Oj, zabolało bardzo… Jaros po głosowaniu wyglądał jak Andrzej Gołota po walce z  Lamonem Brewsterem (przez 53 sekundy pojedynku trzykrotnie lądował na deskach). I znowu zniknął na kilkanaście dni, by niedawno objawić na antenie TVP Wrocław kulisy głosowania, podczas którego otrzymał tylko 12 głosów, gdy klub KO liczy 15:

„Była dyskusja, nikt nie zgłaszał odrębnych wniosków. Była decyzja, nikt nie protestował. I była dyscyplina, której niestety zabrakło. Te osoby, które głosowały nadwyrężyły zaufanie nie tylko władz partii, ale także naszych wyborców. Ja nikogo za rękę nie złapałem, natomiast czas rozliczeń się jeszcze nie skończył, ale to są nasze sprawy wewnętrzne. Będziemy nie tylko rozmawiali, ale na pewno jakieś rozliczenia będą”.

Strach się bać. Ciekawe ilu radnych PO nie wróci z wakacji i poprosi o azyl w Wałbrzychu? Przecież nie jest tajemnicą, że główny partyjny przeciwnik Jarosa to Roman Szełemej, prezydent tego dolnośląskiego miasta. Polityk ten do dziś, dumając pod Chełmcem, nie może zrozumieć jak to się stało, że prawie dwa lata temu przegrał walkę z Jarosem o przywództwo w dolnośląskiej PO, choć miał poparcie Tuska i Schetyny. A widząc poranionego konkurenta nie odpuści. Przeczuwa to niedoszły marszałek i postanowił przenieść z szachów do polityki obronę sycylijską, czyli zasadę, że najlepszą obroną jest atak.

Zwłaszcza, że poseł Jaros ma już pełną wiedzę na temat kto i jak głosował. Gdyby Państwo byli zainteresowani nazwiskami, to polecam obserwację zdjęć i filmów z konferencji lidera (jeszcze) PO na Dolnym Śląsku. Należy zwrócić uwagę na to kto tam stoi i gdzie. A kto nie stoi. To w miarę proste. Zwłaszcza, że ostatnio wokół Jarosa tłoku nie ma. 

No dobrze, powiedzmy więcej, tłoku wokół posła nie ma już od dawna. Dokładnie od momentu, gdy premier Donald Tusk, na kilka godzin przed upływem terminu zgłaszaniu kandydatów na prezydenta miasta, podjął wspomnianą decyzję o wsparciu Jacka Sutryka. To wtedy ci wszyscy, co tak głośno krytykowali prezydenta Wrocławia i współtworzyli z Jarosem Koalicję dla Wrocławia, nagle stracili zapał i jacyś tacy zajęci byli innymi sprawami.

A po wyborach to już w ogóle. Trzeba było natworzyć różnych dodatkowych komisji w radzie miasta, bo tyle spraw do załatwienia, a i dieta wtedy wyższa. No i te krzyże wiszące wszędzie… Może Państwo nie zarejestrowali, ale radni Lewicy, wsparci przez KO, zaproponowali apel do prezydenta Wrocławia „ o wprowadzenie Zarządzenia, na podstawie którego zostanie wprowadzony w Urzędzie Miasta Wrocławia Standard, że przestrzenie Urzędu są miejscami neutralnymi religijnie” (pisownia oryginalna, niestety). W skrócie, z urzędu - ścian i biurek - znikają krzyże, można tylko nosić na sobie. Ciekawe czy radni dopuszczają przychodzenie do pracy w płaszczu Zakonu Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie - czyli krzyżackim? Koniec też z mszami, modlitwami i święceniem czegokolwiek na uroczystościach organizowanych przez miasto.

Ta inicjatywa to oczywiście naśladowanie działań prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, który zakazał w swoim mieście eksponowania krzyży w urzędach, a urzędnikom eksponowania symboli religijnych na biurkach. Oraz reakcja na stanowcze wystąpienie prezydenta Jacka Sytryka, który postanowił nie pójść śladami swojego kolegi i stwierdził: „Nie zamierzam ściągać krzyży. Ten temat to pożywka dla środowisk politycznych. Dziś musimy szukać tego, co nas łączy. Ta manifestacja nie jest potrzebna”.

Lewicy i KO z jakiegoś powodu jednak tak. Ciekawe tylko, że przy tym apelu odwołują się do ustawy z dnia 17 maja 1989 roku, która zaczynała się słowami „Sejm Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej…”. Że do tej komunistycznej tradycji odwołują się radni Bartłomiej Ciążyński czy Dominik Kłosowski, wywodzący się z Lewicy będącej spadkobiercą PZPR, to jeszcze mogę zrozumieć, ale  działacze KO? Wszak niektórzy z nich sami lub też ich patroni polityczni w stanie wojennym skandowali: „Tylko pod krzyżem, tylko pod tym znakiem,/ Polska jest Polską, a Polak Polakiem". Dwuwiersz ten powstał w połowie XIX wieku, a potem jeszcze przypomniano sobie o nim, gdy masowo likwidowano krzyże w czasach stalinowskich.

 O co jeszcze chodziło pomysłodawcom apelu tego już podczas obrad się nie dowiedzieliśmy, ponieważ postanowili oni również, że apel ten zostanie przyjęty bez wcześniejszej dyskusji radnych. Taki precel proceduralny w demokratycznej społeczności to rzadkość. Chyba, że we wspomnianym PRL-u lub sąsiadującej z nami Białorusi.

Trudno, pozostała nam interpretacja samego apelu. W innym miejscu dokumentu zapisano, że ów apel:

„Ponadto, odwołując się do szerokiego rozumienia dostępności, obejmującego znoszenie barier również o charakterze psychologicznym, Standard neutralności religijnej wzmocniłby równy dostęp do miejskich usług dla wszystkich osób mieszkających we Wrocławiu” (pisownia nadal oryginalna, nadal - niestety).

Ja już ten coming out chyba kiedyś poczyniłem, ale przypomnę. Do kościoła przestałem chodzić około 30 lat temu. Ale nie mam problemów z przekraczaniem progów świątyni, gdy zajdzie taka potrzeba. Nie potykam się też na widok krzyża czy nie szoruję sobie czoła pumeksem, gdy spadnie na mnie kropla święconej wody. Więc chyba powyższego fragmentu apelu nie rozumiem, pomijając już koślawą polszczyznę. Widok krzyża komukolwiek ogranicza jakiś dostęp? No chyba, że to nie było takie naiwne XIX-wieczne piśmiennictwo religijne jak mi się wydawało, gdy pierwszy raz ten fragment wpadł mi w ręce:

„Nareszcie czyni się znak Krzyża Św: dla wzywania pomocy Bożej i błogosławieństwa we wszystkich sprawach naszych, bo przez ten znak wzywamy pomocy Trójcy Najświętszej, przez Mękę Zbawiciela naszego, dla uzbrojenia się przeciwko wszelkim pokusom szatańskim, gdyż szatan lęka się niezmiernie znaku tego, i przed nim ucieka”.

To z katolickiego tygodnika „Krzyż” wydawanego w Krakowie w 1866 roku. 

No innego wytłumaczenia nie znajduje dla owych zapisów wrocławskich radnych AD 2024. Pytanie co dalej? I to jest logika, nie demagogia. Bo jeżeli teraz komuś krzyż czy inne znaki religijne przeszkadzają w dostępie do urzędu, to kiedy się dowiemy, że owe symbole będą jakiejś grupie przeszkadzały w swobodnym poruszaniu się po mieście? I co? Burzymy kościoły? Dla siebie pytam, nie dla kolegi.

Zwłaszcza, że owe pomysły prezydenta Trzaskowskiego czy wrocławskich radnych to nic nowego. Znane już były podczas Komuny Paryskiej, podczas której planowano nawet zburzyć katedrę Notre-Dame. 153 lata temu Cyprian Kamil Norwid w Przyczynku do «Rzeczy o wolności słowa» zapisał:

„Za dni teroryzmu w kawiarni jednej wziąłem oficjalny dziennik i napotkałem instrukcję (energiczną) delegowanego ministerium oświecenia, ale czytając, śmiech mię porwał, aż spostrzegłem, że w kawiarni uśmiechać się, trzymając w ręku oficjalny Komuny (Paryskiej – red.) dziennik, jest otworzeniem przystępu denuncjacji… Zakryłem przeto twarz arkuszem bibuły oficjalnej i czytałem: Wizytator baczyć będzie energicznie, aby żadnego obrazu, krucyfiksu, madonny, słowem: żadnej postaciowej ruchomości, wrażenie robić mogącej na umyśle małoletnich, sala szkolna nie obejmowała… Rozszerzymy instrukcję do wymiarów jak najrozleglejszych, ale życzymy sobie, aby młodociany umysł obywatela był niwą nijaką -«terrain neutre» etc…
Nie mogłem się od śmiechu wstrzymać…” (pisownia oryginalna, jakże „stety”).

Nad tym, żeby „młodociany umysł obywatela był niwą nijaką” od miesięcy intensywnie pracują w Ministerstwie Edukacji Narodowej.

 

Oceń publikację: + 1 + 54 - 1 - 8

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (1):
  • ~andrew699 2024-06-14
    07:29:16

    10 4

    ukracka flaga w rynku nie przeszkadza ale krzyż już tak jak ja ich nienawidzę.

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.