zamknij

Sport

Jeszcze nie teraz. Koszykarski Śląsk pokonany w Sopocie

2021-04-05, Autor: Bartosz Królikowski

Pierwsza szansa na ostateczny awans do półfinału niewykorzystana. Koszykarze Śląska Wrocław przegrali na wyjeździe po dogrywce z Treflem Sopot 90:92. Tym samym stan ćwierćfinałowej rywalizacji to aktualnie 2:1 dla WKS-u.

Po wrocławskiej części tej rywalizacji, akcja ćwierćfinału Energa Basket Ligi przeniosła się do Sopotu. Śląsk dwukrotnie ograł w Hali Orbita zespół Trefla, stawiając rywali pod ścianą. Do półfinału wrocławianie potrzebowali jednej wygranej i po nią właśnie pojechali na Pomorze. W obydwu spotkaniach na Dolnym Śląsku nie było złudzeń. WKS był zespołem znacznie lepszym, zasłużenie zdobywając prowadzenie 2:0.

Reklama

Bardzo dobrze spisali się w grze defensywnej, pozwalając rywalom rzucić po 72 punkty w obu starciach. Sopocianie trochę im pomogli skutecznościową indolencją, ale ważne że WKS potrafił to wykorzystać. Ofensywnie znacznie lepiej było w drugim meczu, gdy Śląsk rzucił 91 pkt, a na boisku szalał Elijah Stewart (35 pkt!). Załatwili sobie tym samym trzy szanse na „przyklepanie” awansu do bezpośredniej walki o medale. Aczkolwiek jak wiadomo, najlepiej było skorzystać już z pierwszej.

Początek meczu nie wyglądał jednak jakby Trefl grał z nożem na gardle, a Śląsk chciał im to gardło ostatecznie poderżnąć. Pierwsza kwarta nie była zbyt spektakularna przez większość czasu. Po ponad sześciu minutach na tablicy wyników było 10:9 dla gospodarzy. Dopiero wówczas solidny okres gry zaliczył WKS, okraszony trójkami Kyle’a Gibsona oraz Strahinji Jovanovicia, które walnie przyczyniły się do wygrania pierwszej partii przez WKS 19:15.

Znacznie celniej oba zespoły rzucały w drugiej kwarcie. Zwłaszcza Śląsk imponował trójkami, które w trzy minuty rzucił aż cztery, wychodząc na pierwsze w tym spotkaniu dwucyfrowe prowadzenie 33:22. Wrocławianie przez pewien czas nawet je utrzymywali, lecz w końcówce kwarty zawiodła ich skuteczność, co pozwoliło Treflowi na zniwelowanie przewagi do sześciu punktów jeszcze przed przerwą (45:39).

Kryzys w jaki wpadł wówczas Śląsk Wrocław trwał również po powrocie na boisko. Treflowi w kwarcie nr 3 udało się nawet po raz pierwszy od dłuższego czasu wyjść na prowadzenie. WKS męczył się bowiem ładnych kilka minut. Próbowali wówczas praktycznie wszyscy z wyjściowej piątki, a dopiero Strahinja Jovanović przerwał złą passę celną trójką. Ogólnie jednak w całej trzeciej partii wrocławianie zdobyli zaledwie 12 pkt, na co gospodarze odpowiedzieli wynikiem 21 pkt, prowadząc przed ostatnią kwartą 60:57.

W niej z kolei zanosiło się, że Śląsk nie zakończy tej rywalizacji już w tym meczu. Na niecałe 5 minut przed końcem przegrywali dwunastoma punktami (63:75), a po ich grze oceniając nie można się było spodziewać rewolucji. A ta jednak nadeszła. Pomógł sam Trefl, który na dość długo się zaciął, dając WKS-owi szansę. Szansę którą wykorzystali odrabiając całe straty. Trójka Elijaha Stewarta wyrównała stan meczu (81:81), a w ostatnich sekundach rzut na wagę awansu oddał Jovanović, ale piłka minimalnie wykręciła się z kosza. Czekała nas dogrywka.

Tą Śląsk zaczął kiepsko, bowiem od sześciu punktów straty (83:89), ale podobnie jak wcześniej udało im się zniwelować ją do zera. Na 28 sekund przed końcem, przy wyniku 90:90 piłkę miał Trefl. Niestety dla WKS-u, na sekundę przed syreną choć rzutu nie trafił Nuni Omot, to z dobitką wsadem nadleciał Dominik Olejniczak. Zdążył. Wrocławianie mieli sekundę na rzut za trzy punkty. Kyle Gibson próbował zza połowy, ale nie trafił. Trefl wygrał i przedłużył swój byt w tym ćwierćfinale.

Zawodnicy Śląska dwukrotnie byli o centymetry od awansu do półfinału. Pierwszy raz centymetrów zabrakło, by rzucona przez Jovanovicia piłka jednak nie wykręciła się z kosza w ostatniej sekundzie czwartej kwarty. Drugi raz tyle zabrakło, by Olejniczak nie złapał jednak piłki w dogrywce i nie wsadził jej do kosza na wagę triumfu Trefla. Wtedy mielibyśmy drugą dogrywkę i sprawę wciąż otwartą.

Niestety jednak tak jak piłkarz trafia w słupek, tak jak siatkarz przy udanym bloku minimalnie dotyka siatki, tak im zabrakło dziś nieco szczęścia. Ale i lepszej dyspozycji, bo po udanej pierwszej połowie mieli wszystko w swoich rękach. Przydarzyły im się kryzysy, których nie przezwyciężyli. Zabrakło też lepszej gry niektórych ważnych graczy. Zwłaszcza Ivan Ramljak tym razem nie trafił ani jednego rzutu z gry.

Wrocławianie mają jeszcze dwie szanse na zamknięcie tego pojedynku. Kolejną w Sopocie, jeszcze kolejną (jeśli będzie trzeba) we Wrocławiu. Z pewnością nie chcą jednak wyjątkowo wracać do Hali Orbita na kolejny mecz. Aby nie musieć tego robić muszą wygrać sopocki rewanż. Ten mecz już w środę 7 kwietnia o 17:35.

Trefl Sopot – WKS Śląsk Wrocław 92:90 p.d. (15:19, 24:26, 21:12, 21:24, 11:9)

Trefl: Łukasz Kolenda 16, Olejniczak 18, Michał Kolenda 8, Leończyk 4, Radicević 11 oraz Ziółkowski 0, Omot 11, Paliukenas 10, Kowalenko 0, Pułkotycki 0, Moten 3, Gruszecki 11

Trener: Marcin Stefański

Śląsk: Gibson 11, Dziewa 16, Jovanović 20, Gabiński 3, Ramljak 2 oraz Stewart 22, McCauley 6, Gordon 0, Wójcik 0, Szlachetka 10, Tomczak 0, Żeleźniak 0

Trener: Oliver Vidin

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jaką nazwę powinien nosić skwer przy Zakładzie Karnym przy ul. Kleczkowskiej?




Oddanych głosów: 883