zamknij

Kultura

Jolanta Kaleta: „Gdy wybuchła epidemia ospy, Wrocław otoczono kordonem” [WYWIAD]

2020-03-19, Autor: Michał Hernes

– Kiedy ospa pojawiła się we Wrocławiu, natychmiast miasto zamknięto i otoczono ścisłym kordonem. Nie mogę powiedzieć, że mysz się nie prześliznęła, bo ponoć ktoś się wydostał i dlatego pojawiły się przypadki zachorowań w innych miejscowościach, ale tam już wiedziano, z czym mają do czynienia i jak postępować – mówi wrocławska pisarka Jolanta Kaleta, autorka cyklu „Wojna i miłość”.

Michał Hernes: Zapewne powstaną kiedyś książki historyczne o obecnej sytuacji i zmaganiach z pandemią koronawirusa. Gdyby pisała pani taką książkę, o czym mogłaby ona opowiadać - o zwykłym bohaterstwie, o ludzkich dramatach, czy o rozdzielonych rodzinach i miłosnych dramatach?
Jolanta Kaleta: Na myśl przychodzi mi raczej powieść sensacyjno-katastroficzna, o parze dziennikarzy, którzy wpadają na trop spisku uknutego przez wielkich tego świata. W obliczu ogromnego przeludnienia i zaciskającej się nam na szyi katastrofie klimatycznej, z którą rządzący nie potrafią sobie poradzić, za pomocą wirusa chcą przetrzebić ludzkość, pozbywając się osobników starych i chorych, jako najmniej produktywnych, a obciążających budżety wszystkich państw. Oczywiście nasi dzielni dziennikarze wpadają na trop spisku, a dzielni naukowcy w ostatnim momencie opracowują szczepionkę, która ratuje ludzkość. Aby sprawiedliwości stało się zadość i dobro zwyciężyło, to pomysłodawcy spisku, na przykład prezydent USA oraz ze dwóch innych wielkich przywódców, zarażają się koronawirusem przed wynalezieniem szczepionki i umierają.

Reklama

Ale ja takiej powieści nigdy nie napiszę, bo podobnych powstało już tysiące, choć może wirus nie nazywał się koronawirus tylko bardziej tajemniczo. Natomiast w mojej ostatniej powieści „Wojna i miłość” sięgnęłam po tematykę epidemii bardziej na poważnie. Moja bohaterka doświadcza epidemii ospy prawdziwej oraz odry, które to choroby dziesiątkowały ludzi podczas I wojny światowej.

Jak to wyglądało w czasach wrocławskiej epidemii ospy?
Doskonale to pamiętam, choć byłam wówczas dzieckiem. Ale każde dramatyczne wydarzenie zapada w pamięci głębiej niż te mniej emocjonujące. Z drugiej strony jako dziecko kompletnie nie miałam świadomości, że zagrożenie jest tak poważne. Być może dlatego, że rodzice nas nie straszyli, a w tamtych czasach dostęp do wiedzy był bardzo ograniczony.

Ospa prawdziwa jako choroba była lekarzom znana jedynie teoretycznie, bo w zasadzie żaden z nich nie widział chorego na ospę na oczy. Uważano ją za opanowaną dzięki powszechności szczepień. Toteż kiedy pojawił się chory z nietypowymi objawami, początkowo nikt nie przypuszczał, że mają do czynienia ze śmiertelnym zagrożeniem. Ta zwłoka przyczyniła się do rozszerzenia się zakażeń. Przynajmniej tak to wówczas nam, obywatelom, tłumaczono.

W gazetach i telewizji podawano tylko to, co władza uznała za słuszne, ale pamiętam, że porad, jak postępować, jak się zachowywać, aby uniknąć zarażenia, było naprawdę dużo. Był to także okres wakacji, więc problem zamykania szkół nie istniał, a w tamtych czasach nie podróżowano tyle, co dziś. Ja i mój brat po zaszczepieniu zostaliśmy wysłani na kolonie nad morze organizowane przez zakład pracy naszego ojca. Być może była to taka metoda, aby dzieci ochronić.

Jakie są podobieństwa i jakie różnice między tamtą a obecną epidemią?
W zasadzie trudno cokolwiek porównywać, bo to i czas zupełnie odmienny i choroba z gruntu inna. Jedynym podobieństwem jest sposób roznoszenia się wirusa - drogą kropelkową, choć ospą można się zarazić także innymi drogami. Reszta to chyba same różnice.

Kiedy ospa pojawiła się we Wrocławiu, natychmiast miasto zamknięto i otoczono ścisłym kordonem. Nie mogę powiedzieć, że mysz się nie prześliznęła, bo ponoć ktoś się wydostał i dlatego pojawiły się przypadki zachorowań w innych miejscowościach, ale tam już wiedziano, z czym mają do czynienia i jak postępować.

Dziś natomiast Chiny trzymały w tajemnicy, że mają epidemię wywołaną przez nowego wirusa, a na dodatek później, kiedy już było wiadomo, że grozi nam nie tyle epidemia, co pandemia, nikt przed Chińczykami i podróżującymi z Chin nie zamknął granic. Przez kolejne tygodnie, a nawet miesiące, wszyscy mogli swobodnie podróżować po świecie, roznosząc wirusa. Dlatego ustalenie, kto do danego kraju chorobę przywiózł, kiedy i z kim się kontaktował okazało się w zasadzie niemożliwe do ustalenia.

Natomiast w 1963 roku dość szybko ustalono z kim pacjent „zero”, jak to dziś mówimy, miał kontakt i te osoby zostały poddane przymusowej kwarantannie. I nie w domu, jak to jest obecnie, lecz w specjalnie w tym celu utworzonych izolatoriach. Kolejnym krokiem były przymusowe szczepienia. Choć to wydaje się nie do uwierzenia, w ciągu miesiąca sytuacja została opanowana, a po dwóch stan epidemii odwołano. Jak możemy przeczytać w Internecie ospą zaraziło się wówczas 99 osób, a jedynie 7 zmarło.

Dziś nie mamy szczepionki na koronowirusa i to jest ta różnica, ale należy pamiętać, że śmierć wywołana ospą prawdziwą w czasach, kiedy nie znano na nią szczepionki, zbierała o wiele większe żniwa, w granicach od 30% do 90%. Koronawirus aż tak dużej śmiertelności nie powoduje, przynajmniej na razie. A więc te dwie epidemie są nieporównywalne.

Natomiast warto zerknąć na pandemię „hiszpanki’, czyli grypy wywołanej prawdopodobnie także wirusem azjatyckim w latach 1918-1919. Ogarnęła cały świat i pochłonęła od 20 do 50 milionów ofiar śmiertelnych. Ale procentowo, w stosunku do globalnej liczby ludności, to też nie jest dużo. Niektórzy szacują, że obecnie może być podobnie, choć ja bym aż tak pesymistyczna nie była. Dziś medycyna i higiena stoją na znacznie wyższym poziomie, przynajmniej w większości krajów, populacja jest w dobrej kondycji fizycznej. Wówczas było to koniec wojny i czas powojenny. Panowały nędza, niedożywienie a nawet głód. Błędem okazało się także powszechne przekonanie, że maseczka na twarzy daje pewną ochronę. Dziś wiemy, że to nie jest prawda.

Nie brakuje historii o rodzinach i zakochanych w sobie osobach, które rozdzieliła pandemia koronawirusa. Czytałem, że ktoś utknął z jej powodu za granicą, problemy mają także Ukraińcy, którzy mogą stracić pracę i prawo do pobytu w Polsce. Słyszałem również historię so Ukraińcu, który na chwilę wyjechał do rodziny i nie może wrócić do polskiej dziewczyny. Które z tych historii wydają się pani szczególnie interesujące i mogłyby być kanwą melodramatu?
Poza przypadkami śmierci, która dotyka niektóre osoby, a może dotknąć jeszcze więcej, poza bankructwem, które może dotknąć wiele firm, nie są to prawdziwe dramaty, zwłaszcza w dzisiejszych czasach. Mamy Internet, telefony, w Europie i świecie mamy raczej systemy demokratyczne, a dyktatury nie są tak krwawe jak kiedyś. Czas epidemii się skończy i wszystko się ułoży – pracownik znajdzie nową pracę, dziewczyna, jak kocha to poczeka, a jak nie kocha, to lepiej, że się wydało wcześniej niż później, narzeczony też się w końcu odnajdzie. To trochę potrwa, ale co się odwlecze, to się ucukruje.

Owszem, można napisać powieść, jak to zakochani mieli wziąć ślub, termin zaklepany, przyjęcie weselne zmówione i opłacone, bo dziś te rzeczy załatwia się z  rocznym wyprzedzeniem, albo nawet dwuletnim, a tu narzeczony utknął nam gdzieś na Bali czy Dominikanie. I jakby tego było mało, poznaje tam dziewczynę, którą jak raz zostawił narzeczony, więc ona pojechała na zagraniczną wycieczkę, aby leczyć złamane serce. Czekając na lot czarterowy do kraju, szwendają się po plaży, oglądają zachody słońca, aż w końcu się w sobie zakochują. Czyli nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Tylko to też już było i mnie nie nęci. Mamy wokół nas o wiele poważniejsze dramaty - wojny, głód, nędzę, mafię oraz katastrofę klimatyczną, która zabija więcej ludzi niż koronawirus. To są tematy warte powieści.

Z pewnością wyobraźnię może poruszyć świat po epidemii. Ale i tutaj mamy kilka scenariuszy. Od katastroficznych poczynając, a na słodko-sielankowych, jak to ludzkość zmądrzała, kończąc. Ale ja raczej wolę pisać o przeszłości niż o przyszłości. Może dlatego, że przeszłość tak bardzo rzutuje na naszą teraźniejszość i przyszłość.

Czy te historie są dla pani inspirujące jako pisarki?
Niewątpliwie wszystkie dramatyczne wydarzenia wpływają na pisarza inspirująco i pobudzają jego wyobraźnię. Myślę, że ta wyobraźnia pracuje też na zdwojonych obrotach u wszystkich ludzi. Każdy ma już jakąś swoją wizję tego, co nas czeka, wielu  ma swoje koncepcje, skąd to się wzięło.

W sieci już pojawiają się mrożące krew w żyłach teorie spiskowe, a to świadczy, że wyobraźnia pracuje. Ta niejako przymusowa kwarantanna, a w zasadzie dla większości dobrowolne zamknięcie się w domu, jest przygnębiająca, ale ma też i tę dobrą stronę, że mogę więcej czasu poświęcić na pracę nad powieścią. Na szczęście wcześniej zgromadziłam potrzebny mi materiał w postaci książek, opracowań i dokumentów, więc zamknięte biblioteki mnie nie ograniczają, i wolny czas, którego teraz mam aż za dużo, mogę poświęcić na pisanie. Jednak bym skłamała, że tryskam radością i uśmiech nie schodzi mi z twarzy. Staram się nie myśleć w czarnych barwach o tym, co może nas czekać, aby nie popaść w zbyt ponury nastrój. W końcu zawsze można sobie pomyśleć, że taka epidemia to pryszcz w porównaniu z wiecznością i bezmiarem Wszechświata.

Czy rzeczywistość przerasta fikcję, czy niekoniecznie?
Moim zdaniem tak. Tak twierdził także Mark Twain w jednej ze swoich książek. Czy zanim doszło do Holocaustu, jakiś pisarz wymyślił tak potworną zbrodnię? Nie. Czy zanim doszło do wyprodukowania bomby atomowej, w jakiejś powieści natknęliśmy się na taki pomysł? Nie. Jednak trzeba przyznać, że wielu pisarzy powieści science fiction wyprzedziło rzeczywistość. Na przykład opisany przez Lema w jednej z jego powieści czytnik, podróż człowieka na księżyc, komputer, spotkania w wirtualnej rzeczywistości czy drukowanie przedmiotów, opisane przeze mnie w powieści „Obcy w antykwariacie”, choć była to tylko legitymacja. Dziś Chińczycy wydrukowali szpital na tysiąc osób.

Proszę zwrócić uwagę, że w głowach pisarzy legną się rzeczy, które służą ludzkości, natomiast nie rodzą się pomysły, jak ją zniszczyć. To znaczy, że człowiek jest z gruntu dobry, tylko muszą zaistnieć okoliczności, które uczynią z niego bestię. Natomiast przeróżne epidemie przewidywano w tysiącach powieści, od lat mnożą się różne katastroficzne wizje końca świata, ale one bazują na tym, co już w historii przerobiliśmy, a przerobiliśmy naprawdę wiele. No może z wyjątkiem wojen z obcymi cywilizacjami. Choć o UFO pisze się od lat, na razie jest bardziej fiction niż science.

Jaki wpływ na odbiór pandemii i ludzkie reakcje mają media oraz powszechny dostęp do informacji?
Jak wszystko, tak i dostęp do informacji ma swoje plusy i minusy. Zależy, z którego punktu widzenia patrzymy. Plus to niewątpliwe fakt, że powinniśmy wiedzieć. Wiedza to podstawa. Z drugiej strony łatwość przekazywania różnych informacji, bywa że niesprawdzonych, powoduje chaos w naszych głowach. Są też tacy, którzy wypisują rzeczy zmyślone, bo mogą. Kiedyś mówiono, że papier jest cierpliwy i każdą bzdurę wytrzyma. Internet jest jeszcze bardziej cierpliwy.

Media, czyli czwarta władza, czasami zamieniają się w pierwszą i kreują naszą rzeczywistość. Przed wielu laty, my Polacy, podchodziliśmy do informacji podawanych w gazetach czy telewizji bardzo sceptycznie, z góry zakładając, że nas okłamują. Było w tej postawie wiele racji. Kiedy w Polsce zmienił się ustrój, mam takie wrażenie, że darzymy wybrane przez nas media nieograniczonym zaufaniem, a już najbardziej Internet.

A przecież wiemy, jaki jest mechanizm funkcjonowania Internetu, że nie wszystko jest sprawdzone, że każdy wszystko może napisać, co tylko dusza zapragnie, a nawet celowo wprowadzać nas w błąd. I czyni to nie tylko Internet. Dlatego tak ważne jest posiadanie minimum wiedzy o otaczającym nas świecie wyniesionej z szkolnych czy akademickich podręczników oraz logiczne myślenie i zdrowy rozsądek. Czytając przeróżne posty, porady a zwłaszcza apokaliptyczne wizje czy spiskowe teorie dziejów, znajdziemy tam perełki, mogące się stać zaczynem powieści. Ale to dotyczy wszystkich tematów, nie tylko epidemii.

Czy martwi się pani o świat, Polaków, wrocławian i Wrocław, czy też jest pani optymistką?

W zasadzie staram się zachować optymistyczne podejście do tego, co się dzieje. Jestem historykiem, więc wyciągam wnioski z przeszłości, bo ponoć historia kołem się toczy. Nasz dzień dzisiejszy jest przeszłością dla naszych dzieci, a nieomal prehistorią dla wnuków czy prawnuków. Jak popatrzymy na pandemię „hiszpanki”, to świat się po niej nie skończył. Ci co przeżyli, a większość przeżyła, zakasali rękawy i wzięli się do roboty, aby odbudować świat po wojnie. Rozwinęła się nauka i technologia. Czy ludzie czegoś się nauczyli? Można powiedzieć, że niczego.

Wciąż liczy się tylko pieniądz i dobra materialne, bogacenie się za wszelką cenę i każdym kosztem. Nikt już o wydarzeniach sprzed stu lat nie pamięta. Nawet doszliśmy do takich absurdów, że neguje się dobrodziejstwo szczepionek. I teraz będzie podobnie. Pandemia pochłonie ileś ofiar, ale z pewnością nie zabije nas wszystkich. Jak tylko się skończy, świat wróci na swoje dawne tory. Ci, którzy przeżyją, będą musieli zakasać rękawy, aby rozkręcić gospodarkę, która może być w recesji. Ludzie nadal będą gromadzić dobra, gonić za pieniądzem, skakać sobie do oczu z byle powodu, a politycy będą nas okłamywać i nami manipulować. Za sto lat, jak dobrze pójdzie, nikt o koronawirusie nie będzie pamiętał.  

CZYTAJ TEŻ: "FASCYNUJE MNIE WROCŁAW SPRZED TYSIĘCY LAT, ZWANY WROTIZLĄ" [WYWIAD]

Ile według ciebie potrwa walka z pandemią koronawirusa?





Oddanych głosów: 16136

Fakty i mity o koronawirusie. Co o nim wiesz? [QUIZ]

Fakty i mity o koronawirusie. Co o nim wiesz? [QUIZ]

W połowie grudnia rozpoczęła się epidemia koronawirusa, wywołującego chorobę zakaźną. To wtedy stwierdzono pierwsze przypadki zachorowań w Chinach. Teraz koronawirus jest już obecny nie tylko w Azji, ale też w Ameryce, Afryce, Australii i Europie. Sprawdź, czy to, co o nim wiesz, jest oparte na faktach.

Rozwiąż quiz

Oceń publikację: + 1 + 9 - 1 - 7

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy organizowanie 11. edycji Brave Kids w trakcie pandemii to dobry pomysł?





Oddanych głosów: 187