zamknij

Sport

Klaudia Felak: Nie potrafiłabym rozstać się z siatkówką [WYWIAD]

2019-02-25, Autor: prochu

Swój pierwszy sezon w Lidze Siatkówki Kobiet spędza w Volley Wrocław. Niestety do tej pory nie dane było jej zbyt dużo pograć. Kontuzja kolana wykluczyła ją na kilka miesięcy. Ale ona się nie poddaje i mocno walczy o powrót na parkiet. O niespodziewanym urazie, pozytywnym podejściu do życia i o tym, że chciałaby zwiedzić cały świat - opowiada Klaudia Felak.

#VolleyWrocław to twój pierwszy seniorski klub. Dużym przeżyciem było dla Ciebie wejście na parkiety ekstraklasy?
Oczywiście! Szczerze przyznam - nie spodziewałam się, że stanie się to tak szybko. Zeszły sezon spędziłam w drużynie pierwszoligowej z Poznania. Owszem, dostawałam szanse gry, ale nie na tyle, by pomyśleć, że już za rok będę grać w najwyższej lidze. Było to dla mnie ogromne zaskoczenie i nie ukrywam, że jak najszybciej chciałam tego spróbować. Niestety do tej pory nie miałam ku temu zbyt wielu okazji.

Reklama

Dla młodej dziewczyny to spełnienie marzeń czy raczej masa wyrzeczeń?
W moim przypadku było to spełnienie marzeń. Chciałam wspinać się po szczeblach kariery, jak najwyżej, rozwijać siebie i swoje umiejętności. Z drugiej strony jest to nasza praca, która wymaga od nas sporo wysiłku. Z wielu rzeczy trzeba zrezygnować.

Ile lat miałaś, gdy wyprowadziłaś się z domu?
Piętnaście. Trafiłam wtedy do drużyny z Konstantynowa Łódzkiego. To była moja pierwsza dalsza wyprowadzka, która zmieniła życie i nauczyła samodzielności. Tak naprawdę z rodzinnej Rawy Mazowieckiej do Łodzi nie miałam daleko (dzieliło nas niecałe 60 kilometrów), ale ze względu na treningi i wyjazdy nie byłam w domu częstym gościem. Trudno pogodzić powrót do rodziców z terminarzem rozgrywek, więc przyjeżdżałam z reguły co 3-4 tygodnie.

Czy wyobrażenia, które miałaś o grze w najwyższej lidze pokryły się z rzeczywistością?
Zawsze w marzeniach widzimy wszystko przez różowe okulary, a rzeczywistość czasem wygląda inaczej. Były takie sprawy, które potoczyły się inaczej niż tego oczekiwałam. Jedną z nich jest moja kontuzja.

Wykluczenie z gry na trzy czwarte sezonu. Zapewne nie tak wyobrażałaś sobie swój debiut w Lidze Siatkówki Kobiet.
Jakoś nie docierało do mnie wcześniej, że w ogóle może przydarzyć mi się jakikolwiek uraz.

Pomyślałaś sobie wtedy "No i po co mi była ta cała siatkówka"?
Nie, właśnie nie. Aż do momentu, gdy usłyszałam diagnozę, byłam przekonana, że wszystko jest dobrze. Przynajmniej tak mówili lekarze i tak też nastawiłam się mentalnie. Ostatecznie sprawa okazała się poważniejsza i w związku z tym pojawiła się operacja, a teraz walka podczas rehabilitacji.

Zdawałaś sobie sprawę, że wykluczy cię to na tak długi okres?
Szczerze to nie. Nie sadziłam, że jest to tak poważna kontuzja. Dawałam sobie 3 miesiące na powrót do gry, ale nie więcej. Chciałam jak najszybciej wrócić na boisko. Dużo rozmawiałam z naszym fizjoterapeutą - Arturem Hnidą, o takich kontuzjach. Dzięki niemu i jego profesjonalnej opiece czas oczekiwania na ostateczną decyzję upływał spokojniej. Diagnoza, którą usłyszałam wybiła mnie trochę z rytmu. Teraz czeka mnie jeszcze długa rehabilitacja. Nie wybiegam jakoś daleko w przyszłość. Każdego dnia ciężko pracuję, by wrócić do pełnej sprawności.

Jest trudno?
Jest. Przede wszystkim to praca na ciągłym bólu i walka z samą sobą. Trochę mnie to na razie przeraża, ale coraz bardziej wierzę, że będzie dobrze. Powoli staram się łamać te wszystkie bariery, które mam w głowie. Kilka już złamałam, więc chyba jestem na dobrej drodze!

Co jest dla Ciebie najgorsze w tej sytuacji?
Niemoc i bezradność. Jak widzę, że dziewczyny sobie na przykład w jakimś meczu nie radzą, to mam ochotę przerzucić buty i wskoczyć na boisko, by im jakoś pomóc. Wiem jednak, że nie mogę i nic w tej kwestii nie zrobię. Mogę je wspierać mentalnie: krzyknąć dobrym słowem czy mocno kibicować.

Co byś robiła, gdybyś nie grała w siatkówkę?
Trudne pytanie. Nigdy o tym nie myślałam, naprawdę. Od zawsze miałam w głowie, że chcę grać. Oczywiście temat poważnych studiów plątał się gdzieś w myślach, ale ogromnie trudno jest pogodzić profesjonalny sport z nauką. Na ten moment studiuję w specjalnej szkole, która jest przyjazna sportowcom.

Kiedy postanowiłaś, że siatkówka to to, co chcesz robić w życiu?
Przełom nastąpił po wyprowadzce z domu. To dość wcześnie, ale jak ktoś się decyduje na taki krok i deklaruje, że chce grać w klubie, który nie jest w rodzinnym mieście, to o czymś to świadczy. Do Konstantynowa przeprowadzałam się z myślą, że będę kiedyś profesjonalną siatkarką. To była moja deklaracja. Chciałam robić coś więcej niż tylko uczyć się tej dyscypliny, która mi towarzyszy od zawsze. Nie potrafiłabym się z nią rozstać. Trudno byłoby przeorganizować sobie czas, bo w głowie mam poukładane, co robię codziennie: kiedy wychodzę na trening, kiedy wracam, co jem. To jest już rutyna, której się nie pozbędę. Jak mam dzień wolny, to już jest dziwne, bo nie mam co ze sobą zrobić.

Jak zaczęła się Twoja przygoda z siatkówką?
Na pierwszy trening poszłam w trzeciej klasie podstawówki. Namówiła mnie do tego moja wychowawczyni ze szkoły, której córka grała wówczas w ekstraklasie. Wciąż powtarzała mi, że będę wysoka, więc czemu by nie spróbować? Strasznie ją lubiłam i poszłam. Jak widać, ogromnie mi się spodobało. Pamiętam, jak na początku chodziłam na treningi ze znacznie starszymi dziewczynami, bo nie było jeszcze sekcji dostosowanej do mojego wieku. Chciałam tam być i chociażby patrzeć, jak one trenują. Z samego obserwowania już się czegoś uczyłam. Wtedy nawet młodziczki były dla mnie czymś niewyobrażalnym. Zastanawiałam się, jak można tak grać!

Dlaczego ten sport jest dla Ciebie taki wyjątkowy?
Myślę, że gdyby nie siatkówka nie byłabym taką otwartą osobą. Na świat i na ludzi. Jestem z natury nieśmiała i raczej staram się pozostawać w cieniu. Teraz to się powoli zmienia. Sport uczy otwartości na drugiego człowieka i budowania relacji. Chociażby w drużynie, gdy trzeba stworzyć "team spirit", który jest niezbędny. Nie potrafię jednak jednoznacznie powiedzieć, dlaczego siatkówka jest wspaniała. Po prostu jest! W żadnym innym sporcie bym się nie odnalazła tak, jak w tym.

Co byś chciała osiągnąć w siatkówce? Masz jakieś cele, marzenia?
To dość pospolite marzenie, ale chciałabym spróbować swoich sił za granicą w jakimś mocnym klubie. Nie mam jeszcze określonego kierunku, dokąd bym chciała jechać. Tak jak nie spodziewałam się tego, w jakim zawrotnym tempie trafię na parkiety LSK, tak może życie samo pokaże mi drogę. Nie stawiam sobie celów. Dążę do tego, by każdego dnia stawać się lepszą, a potem wszystko się wyklaruje. Nigdy nie wiesz, czego masz się spodziewać. Trafi ci się nieprzewidziana kontuzja i już wybija cię z rytmu. Wychodzę z założenia, że trzeba żyć z dnia na dzień.

A marzenia pozasportowe?
Jest ich trochę. Głównie marzy mi się zwiedzić kawałek świata. Bardzo bym chciała pojechać do Tulum w Meksyku i tam spędzić bajkowe, wymarzone wakacje. Mam też apetyt na taką podróż dookoła świata, bo w każdym miejscu jest coś pięknego i wartego zobaczenia. Jestem osobą, która uwielbia próbować nowych rzeczy. Lubię chodzić po restauracjach i kosztować nowe dania. Aktualnie zasmakowałam w kuchni azjatyckiej. A ile potraw jeszcze nie odkryłam? One na mnie czekają!

Tak na zakończenie: słowo, które najbardziej kojarzy ci się z siatkówką to...
Przyjaźń. Albo nie, ludzie! Zdecydowanie ludzie.

Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy miasto powinno wydać zgodę na wywiercenie dziury w schronie na placu Strzegomskim?





Oddanych głosów: 880