Sport

Kolejna zmiana trenera Śląska. To już nie kryzys, to zaczyna wyglądać jak kabaret [KOMENTARZ]

2015-12-07, Autor: Łukasz Maślanka
Nic dziwnego, że piłkarski Śląsk Wrocław tym sezonie gra tragicznie i jest na ostatnim miejscu Ekstraklasy. Trudno, aby zespół miał funkcjonować dobrze, skoro klub jest zarządzany metodą chaosu, a sytuacja w nim przypomina czeski film klasy B.

Reklama

Zacznijmy od faktów z ostatnich dni. W ciągu tygodnia przez Śląsk Wrocław przeszło personalne tornado. W ubiegły wtorek wrocławianie pechowo zremisowali w Niecieczy z Termaliką. Dzień po meczu klub poinformował, że trener Tadeusz Pawłowski do końca roku będzie na urlopie - oficjalnie z powodów rodzinnych. Na ławce trenerskiej miał go zastąpić Grzegorz Kowalski, w klubie zatrudniony ok. miesiąc temu. Kowalski poprowadził Śląsk w jednym meczu, w którym wrocławianie przegrali 0:1 z Lechią Gdańsk. Dzień po meczu Kowalskiego zwolniono. Pracę stracił też… Tadeusz Pawłowski. Nowym trenerem Śląska został 66-letni Romuald Szukiełowicz, z pracy wyrzucono wieloletniego trenera bramkarzy Tomasza Hryńczuka. Teraz Szukiełowiczowi pomagać będzie pracujący od niedawna w klubie Dariusz Sztylka, a także byli gracze Śląska: Zbigniew MandziejewiczJanusz Jedynak.
Aby podsumować te informacje, najlepiej nadaje się słowo chaos. W ciągu tygodnia klub przedstawił dwa sprzeczne ze sobą stanowiska dotyczące trenera Pawłowskiego. Najpierw, że popularny “Tedi” został urlopowany. Nie minął nawet tydzień, kiedy poinformowano, że Pawłowskiego zwolniono z pracy. W ten sposób upokorzono człowieka, który Śląsk ma w sercu, który zostawił tony potu i zdrowia na boisku jako piłkarz, a jako trener też radził sobie całkiem nieźle. Najpierw go urlopowano, później zwolniono po porażce w meczu, w którym nie było go nawet na ławce trenerskiej Śląska. Równie komiczna, ocierająca się o farsę jest sytuacja z trenerem Kowalskim. “Wyjęto go” ze Ślęzy Wrocław na mniej więcej miesiąc. I wyrzucono z pracy po jednej porażce. Polityka kadrowa godna zakładu zbytu płodów rolnych z późnych lat 80. XX w.

Trener Tadeusz Pawłowski radził sobie z prowadzeniem Śląska do momentu, kiedy miał do dyspozycji w miarę solidny skład. Rok temu o tej porze Śląsk był rewelacją ligi. Od tego czasu trenerowi Pawłowskiemu z zespołu “wyjęto” Sebastiana Milę, Marco PaixaoRoberta Picha. W ich miejsce ściągano piłkarzy, którzy kompletnie się nie sprawdzają, jak Kamila BilińskiegoPetera Grajciara. Byli też w Śląsku piłkarze, którzy przez klub przelecieli jak meteory, np. Bartosz Machaj, Milos Lacny, wcześniej Waldemar Gancarczyk... Budowanie zespołu grającego w piłkarskiej Ekstraklasie metodą z łapanki na ogół kończy się tak, jak teraz kończy Śląsk. Czyli na dnie tabeli.

Trudno, aby było inaczej, skoro zmuszony do oszczędzania każdej złotówki Śląsk postawił na szukanie graczy dostępnych za darmo, z kartą zawodniczą na ręku. Mila, Marco Paixao i Pich potrafili pociągnąć grę Śląska. Ich odejście było jak przetrącenie kręgosłupa drużyny. Takiej kontuzji nie leczy się, kładąc na plecy zimny okład i kazać choremu biec sprintem. Nie sposób oczekiwać od malarza tworzenia wielkich dzieł, gdy doznał wypadku i stracił w nim obie ręce. A takie były oczekiwania w Śląsku. Oszczędzamy, nie zastępujemy wartościowych piłkarzy zawodnikami o podobnej klasie, tylko szyjemy, z czego mamy i i zawodnikami, którzy drodzy nie są, bo na takich nas nie stać. I może jakoś to będzie. Nie wyszło? Zwolnimy trenera.

Takich historii związanych ze Śląskiem Wrocław w ostatnich miesiącach było więcej. Kilka tygodni temu z klubem pożegnał się trener przygotowania fizycznego Marek Świder. Rok temu “Puyola” zazdrościła Śląskowi cała piłkarska Polska, bo efekty jego pracy były znakomite. Teraz Świdrowi zakomunikowano przez media i stronę internetową klubu, że zakres jego obowiązków został zmniejszony. Trener Świder prosił o wyjaśnienie sytuacji, ale się nie doprosił, złożył więc wypowiedzenie. Z kolei na początku br. do Śląska trafił młody napastnik z Rumunii Andrei Ciolacu. Dostrzeżono w nim talent, podpisano umowę, dano solidną pensję. Tymczasem Ciolacu w Ekstraklasie zagrał okrągłe zero minut. Pod koniec poprzedniego sezonu cofnięto go do drużyny rezerw, a gdy chciał rozwiązać kontrakt, w Śląsku usłyszał, że tak się stanie, jeśli odda pieniądze zarobione we Wrocławiu.

Każda z tych sytuacji pokazuje, że Śląsk Wrocław to najgorzej zarządzany klub w Ekstraklasie, a kto wie, czy w pierwszej lidze nie ma lepiej poukładanych zespołów. Fama poszła w świat i Śląsk kojarzy się jako nieprzewidywalny, arogancki, nie liczący się z personelem pracodawca. I jako firma, która nie zawaha się nawet publicznie upokorzyć swoich pracowników. Dodajmy do tego sytuację finansową oraz właścicielską klubu, która jest równie stabilna jak chód pijanego człowieka idącego na szczudłach. Miasto Wrocław ma w Śląsku 49 proc. udziałów i chce je sprzedać, a w 2016 r. klub dostanie od gminy tylko 3 mln zł - zdecydowanie mniej niż w poprzednich latach. Chęć zakupu miejskich udziałów zgłosiło Wrocławskie Konsorcjum Sportowe, do którego obecnie należy 51 proc. akcji Śląska. Ale w rozmowach na linii miasto - WKS jest pat. Strony zupełnie nie mogą się porozumieć ws. transakcji, a przyszłość Śląska znowu - po latach przepychanek miasta z byłym udziałowcem większościowym Zygmuntem Solorzem - rysuje się w czarnych barwach.

W takiej atmosferze trudno wykonywać swoje obowiązki na 100 proc. Nie usprawiedliwiamy piłkarzy, bo wielu z nich też ma swoje za uszami, zwłaszcza kardynalne błędy, które nie powinny zdarzać się nawet juniorom. Ale jeśli firma nie jest stabilna, to trudno zmienić załogę w dobrze naoliwiony mechanizm. A w zespole piłkarskim wszystkie elementy, nawet drobiazgi, muszą być zgrane idealnie. W Śląsku Wrocław tego nie ma, jest za to rosnący chaos, który przy okazji kompromituje klub w piłkarskiej Polsce. Póki co, trenerem zespołu został 66-letni Romuald Szukiełowicz, który zbliża się już do emerytury, a teraz przyszło mu ratować Śląsk przed kompromitacją, którą będzie spadek z ligi. To nominacja zaskakująca i ciekawe, czy bardziej renomowany trener nie chciał iść do Śląska czy też klubowi zabrakło pieniędzy na lepsze nazwisko trenerskie. A jak tak dalej pójdzie, to Śląsk zleci z Ekstraklasy z hukiem, a grać w nim nie będą chcieli nawet piłkarze bez kontraktów i po ciężkich kontuzjach. Bo w atmosferze amatorszczyzny nie da się walczyć o sukcesy.
Oceń publikację: + 1 + 8 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Jak powinniśmy świętować 11 listopada?





Oddanych głosów: 1236