zamknij

Sport

Kolejne zwycięstwo WKS-u! Koszykarski Śląsk wygrywa szósty raz z rzędu i wraca na podium

2021-01-24, Autor: Bartosz Królikowski

Twierdza Orbita obroniona, szóste zwycięstwo z rzędu dopisane, a oni wrócili na ligowe podium. Koszykarze Śląska Wrocław potwierdzili znakomitą formę i pokonali na własnym boisku Pszczółkę Start Lublin 91:77.

Pięć zwycięstw z rzędu, absolutna dewastacja w Świętej Wojnie z Anwilem Włocławek (107:77) i trzy mecze z rzędu z przekroczoną granicą 100 pkt. Koszykarze Śląska Wrocław od ponad miesiąca są nie do zatrzymania i coraz wygodniej rozsiadają się w ligowej czołówce. Ich obecność w niej z meczu na mecz wydaje się coraz mniejszą niespodzianką. Zespół Olivera Vidina w ostatnim czasie to zespół skuteczny, grający przynajmniej solidnie w każdym aspekcie gry i niesamowicie imponujący jeśli chodzi o rzuty za trzy punkty. Ktoś powiedziałby, że ich ostatni rywale, Anwil Włocławek, Polpharma Starogard Gdański i Asseco Arka Gdynia to drużyny trawione wieloma problemami, a wygranie z nimi obecnie było obowiązkiem. Ale rolę faworyta też trzeba umieć udźwignąć.

Reklama

Nie zmienia to jednak faktu, iż Pszczółka Start Lublin to najmocniejszy na papierze rywal Śląska od dobrego miesiąca. Zespół ze wschodu Polski na pięć ostatnich spotkań przegrał tylko jedno (u siebie ze Stalą Ostrów Wielkopolski). W tabeli trzyma się czołówki, okupując aktualnie szóste miejsce, z zaledwie trzypunktową stratą do podium. Przed Śląskiem stanęło zatem niemałe wyzwanie. Warto jednak pamiętać, że Hala Orbita to w tym sezonie istne piekło dla rywali. Odkąd na początku września wygrał tu Zastal Zielona Góra, osiem kolejnych drużyn zostało odprawionych z kwitkiem.

Wrocławianie dość kiepsko rozpoczęli to spotkanie, bowiem o ile do pozycji rzutowych dochodzili w miarę łatwo, tak ze skutecznością było gorzej. Kilka niecelnych rzutów w pierwszych minutach poskutkowało szybkim prowadzeniem gości 12:6. Wraz z upływem czasu zawodnicy Olivera Vidina łapali dobry rytm, przede wszystkim znacznie uszczelniając swoją obronę. Ich rywale utknęli z 12 pkt na liczniku na dość długo, dzięki czemu wrocławianie zniwelowali straty. Dobra postawa choćby Aleksandra Dziewy w końcówce pierwszej kwarty pozwoliła Śląskowi triumfować 22:17.

Druga kwarta była wręcz wypełniona ostrą, fizyczną walką. Zawodnicy obu drużyn nie bawili się w półśrodki, grali szybko, mocno i bez zawahań. Dość powiedzieć, że wrocławianie aż czterokrotnie efektownie blokowali rywali. Dla Śląska jednak ważne było to, że skuteczność stała po ich stronie. Przede wszystkim zaczęli trafiać za trzy, gdyż ten element w pierwszej kwarcie był u nich nieco uśpiony. Gdzie trójki, tam Elijah Stewart. Po słabym początku Amerykanin wziął sprawy w swoje ręce, nakręcając niemal każdą akcję WKS-u. Wrocławianie do końca kwarty utrzymali przyzwoitą skuteczność, które ogólnie w pierwszej połowie meczu stała u nich na poziomie 50%, dzięki czemu na przerwę schodzili prowadząc 49:35.

Po powrocie na boisko gra zdecydowanie się wyrównała, a Śląsk miał kłopoty z zatrzymaniem graczy gości, którzy zaliczyli swoją najlepszą punktowo kwartę w meczu (21 pkt). W ważnym momencie klasę pokazał jednak Ben McCauley. Amerykanin trafiał kluczowe rzuty, w tym ten na samo zakończenie kwarty nr 3. Dzięki jego dobrej postawie, Śląsk przed decydującą partią zachował wciąż dość wysoką, jedenastopunktową przewagę 67:56. Postawa gości w tej kwarcie była jednak ostrzeżeniem, że oni jeszcze broni nie składają.

Dla WKS-u kluczowe było zachowanie zimnej krwi i mocny początek kwarty. To na ich szczęście pomogli zapewnić Strahinja Jovanović i Kyle Gibson, który trafił piekielnie ważną trójkę. Wrocławianie podkręcili też tempo w defensywnie, grając bardziej agresywnie oraz mocno naciskając rywali, gdy tylko ci mieli piłkę. Zawodnicy Startu swoich szans poszukali w rzutach za trzy i przyznać trzeba, że Kamil Łączyński, a także Thomas Davis napędzili gospodarzom nieco stracha. Dla Śląska były to jednak tylko chwilowe turbulencje. Niezwykle ważną rolę w tej kwarcie odegrał Strahinja Jovanović, skutecznie kończący kluczowe akcje. Gdy z kolei na minutę przed końcem trójkę trafił McCauley, WKS mógł już pewnie witać się z dwoma punktami za triumf. Ostatecznie Śląsk pokonał Start Lublin 91:77.

Do końca rundy zasadniczej jeszcze sporo meczów, ale pytania o ewentualną walkę o medale są w stosunku do Śląska coraz bardziej zasadne. Start Lublin miał być dla nich testem, gdyż w ostatnich trzech meczach rywalizowali z drużynami, którym w tym sezonie daleko do miana czołowych. Jeśli to był sprawdzian, to zaliczyli go na 5. Jak to w ostatnich tygodniach z reguły bywa, kluczowe role odegrali Elijah Stewart, Strahinja Jovanović, który zwłaszcza w ostatniej kwarcie pokazał klasę oraz Ben McCauley, który z meczu na mecz wygląda na coraz większe wzmocnienie tej drużyny.

Dla wrocławian to już ósme z rzędu zwycięstwo we własnej hali, a szóste z rzędu ogólnie. WKS dzięki temu powraca też na trzecią pozycję w tabeli. Następne spotkanie wrocławianie rozegrają również w Hali Orbita. Już w sobotę 30 stycznia o 20:15 zagrają w niej z Treflem Sopot.

WKS Śląsk Wrocław – Pszczółka Start Lublin 91:77 (22:17, 27:18, 18:21, 24:21)

Śląsk: Gibson 15, McCauley 18, Dziewa 6, Jovanović 16, Ramljak 10 oraz Stewart 22, Gordon 0, Wójcik 0, Gabiński 0, Szlachetka 2, Tomczak 2, Marchewka 0

Trener: Oliver Vidin

Pszczółka Start: Franke, Łączyński, Borowski, Laksa, Searcy oraz Jeszke, Dziemba, Gospodarek, Pelczar, Davis, Szymański

Trener: Dawid Dedek

Oceń publikację: + 1 + 5 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy epidemia i lockdown to dobry moment na otwarcie nowej restauracji?




Oddanych głosów: 121