Sport

Koniec epoki Tarasiewicza w piłkarskim Śląsku

2010-09-25, Autor: Łukasz Maślanka
Zaczynał, gdy piłkarski Śląsk Wrocław był na dnie i mierzył siły z takimi potęgami jak Swornica Ciurex Czarnowąsy. Dziś nasi przegrywają z Widzewem i Legią, ale przecież całkiem niedawno wygrali Puchar Ekstraklasy. Wraz z dymisją trenera Ryszarda Tarasiewicza kończy się pewna epoka w dziejach piłkarskiego Śląska Wrocław. Czy jej bilans można uznać za dodatni?

Reklama

Ryszard Tarasiewicz pierwszą przygodę w roli trenera Śląska zaliczył w latach 2004-2006. Wtedy wyprowadził zespół z bagiennych stref polskiego futbolu. Wrocławska ekipa, ciesząca się w Polsce uznaniem i renomą, walczyła wtedy w ówczesnej trzeciej lidze. Jej rywalami były takie tuzy, jak Włókniarz Kietrz, Arka Nowa Sól, Walka Makoszowy czy TOR Dobrzeń Wielki. Popularny “Taraś” postawił Śląsk na nogi i w 2006 r. wprowadził go na zaplecze ekstraklasy.

Wtedy jednak górę wziął konflikt właścicielem klubu, Edwardem Ptakiem. Tarasiewicz trzasnął drzwiam i tyle go we Wrocławiu widzieli. Pojechał do odległego Białegostoku, gdzie przez kilka miesięcy prowadził Jagiellonię. Sukcesów jednak nie zaliczył.
W 2007 r. wrócił do Wrocławia. I rozpoczął z klubem z Oporowskiej długi marsz w górę.
Rok 2008 - awans do Ekstraklasy.
Wiosna 2009 r. - triumf w Pucharze Ekstraklasy i zdobycie dla Śląska pierwszego trofeum od 22 lat, a także 6. miejsce na koniec sezonu Ekstraklasy. Wywalczone przez drużynę w dobrym stylu i przy akompaniamencie ciepłych słów i oklasków. Ba, Tarasiewicz wspominał coś o fotelu trenera polskiej reprezentacji...

Wtedy Tarasiewicz wydawał się być symbolem Śląska. I chyba mało kto wyobrażał sobie, by na ławce trenerskiej wrocławskiej ekipy zasiadał kto inny, niż właśnie on. Okazało się jednak, że rację mieli ci obdarzeni bujną wyobraźnią. Bo stało się - Tarasiewicz został zawieszony i jego powrotu do roli szkoleniowca wrocławian nie wydaje się możliwy. Już zwolniła się blokada maszyny losującej nowego trenera.

Pięć lat w roli trenera drużyny piłkarskiej to szmat czasu. A tak długo właśnie Ryszard Tarasiewicz prowadził wrocławski Śląsk. Już sam ten fakt, obok jego wspaniałych sukcesów osiąganych w trakcie kariery zawodniczej, zapewni mu najważniejsze miejsce w klubowych kronikach. Ale kibice Śląska powinni być wdzięczni Tarasiewiczowi także za to, że przywrócił klub na należne mu miejsce. Bo Śląsk jest dziś w gronie najlepszych polskich ekip.

A mało tego - Tarasiewicz przeszedł ten swoisty szlak bojowy z piłkarzami, których trudno nazwać nawet wyższej klasy średniakami. Tacy gracze, jak Sebastian Dudek, Krzysztof Ulatowski czy Krzysztof Wołczek pamiętają najczarniejsze czasy dla Ślaska. Również Dariusz Szytlka czy Marek Gancarczyk tułali się po klepiskach w Turku czy Pruszkowie. Dziś piłkarze ci nadal są w kadrze Śląska. Radzą sobie ze zmiennym szczęściem, to fakt. Ale to dzięki ich pracy dziś możemy emocjonować się potyczką z krakowską Wisłą czy poznańskim Lechem.

Były przy Oporowskiej takie czasy, że masażyści wsypywali piłkarzom do wody pluszza mówiąc, że to odżywki, taka bieda trzeszczała w klubie. Były czasy, kiedy do zdezelowanego budynku klubowego wchodził każdy, kto chciał i raz ktoś zaszedł tak daleko, że wyniósł laptopa jednego z pracowników. Były wreszcie czasy, kiedy piłkarze grywali mecze np. w Zabierzowie, gdzie boisko znajdowało się przy budynku miejscowej szkoły. A spiker na pomeczową konferencję prasową zapraszał do... szkolnej stołówki. Tak, drodzy Państwo, właśnie w takich realiach funkcjonował kiedyś Śląsk. I nie było to wcale dawno temu.

Dziś kibice wrocławskiej ekipy mogą wybrzydzać, że ich zawodnicy nie poradzili sobie ze słabą Legią Warszawa. Albo że sędzia puścił spalonego przy golu na wagę zwycięstwa dla Lecha Poznań. Albo, że piłkarze z Ameryki Południowej są za drodzy, a taka perła, jak ściągnięty za prawie milion euro Cristian Omar Diaz, zdarza się rzadko. To chyba ciut przyjemniejsze dylematy niż rozważania, czy każdy się zmieści na drewnianych ławkach w sektorze dla gości stadionu w Łowiczu?

Śląsk ma przed sobą wspaniałe perspektywy. Rośnie nowy, piękny klubowy stadion, właściciel jest jednym z najbogatszych Polaków i drużynie nie grozi nagła śmierć z braku gotówki. Co odważniejsi snują też marzenia o grze na boiskach Europy. Kto myślał w ten sposób choćby wiosną 2008 r.? Jestem pewny, że nikt.

Działacze Śląska uznali, że projekt o nazwie “Drużyna Ryszarda Tarasiewicza” stracił potencjał rozwoju. Wrocławianie od początku 2010 r. słabują. Wiosną niemal spadli z Ekstraklasy, a nowy sezon rozpoczęli fatalnie i są na przedostatnim miejscu w lidze. To obciąża konto Tarasiewicza. Być może zawiódł jako taktyk, być może nie potrafił odpowiednio przygotować piłkarzy pod względem kondycyjnym. Możliwe, że dla swoich graczy był za dobry, traktując ich jak dorosłych ludzi, a nie jak zgraję leniwych imprezowiczów, którzy tylko czekają, by na treningu się poobijać. Możliwe też, że zwyczajnie źle dobierał piłkarzy i przegapił moment, kiedy widać było, że niektórzy z jego pupili lepiej grać nie będą i trzeba ich godnie pożegnać. Możliwe wreszcie, że nie miał ręki do młodych piłkarzy i wielu, jak Kamil Biliński czy Dariusz Góral, od Śląska się odbiło.

To wszystko prawda i dlatego dziś Tarasiewicz nie trzyma już sterów Śląska. Odchodzi w kontrowersyjnej atmosferze. Część kibiców żegna go z szacunkiem, doceniając to, że przywrócił Śląskowi należne mu miejsce i z takim oddaniem pracował dla klubu. Ale są też bohaterowie ostatniej godziny, którzy gardłują, że od dawna uważali “Tarasia” za miernotę i nareszcie zarząd klubu pośrednio przyznał im rację. I że najlepiej, by dał sobie spokój z trenerką, bo nic nie umie. Cóż, papier zniesie wszystko, internet jeszcze więcej, a trolling to już zjawisko kulturowe.

Skończyła się epoka trenera Ryszarda Tarasiewicza. Epoka, która przyniosła kilka sukcesów, wiele pozytywnych recenzji za grę zespołu, no i sporą czarę goryczy, która przelała się w tym sezonie. Była to jednak pozytywna epoka. Bo Śląsk jest tam, gdzie powinien być. I na pewno czeka go ciekawa przyszłość. Klub jest stabilny, opiera się na mocnych fundamentach. Jeśli nikt tego nie zepsuje, już za rok - dwa Śląsk będzie dumą Wrocławia i Dolnego Śląska. I warto pamiętać, kto wprowadził klub na ścieżkę sukcesów.Przeczytaj także o 5 z rzędu przegranym meczu Śląska, w Kielcach z Koroną.
Oceń publikację: + 1 + 0 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Komentarze (2):
  • ~ 2010-09-25
    19:22:00

    0 0

    Wreszcie koniec Nikosia Dyzmy polskiej trenerki. Szkoda tylko, że zostawił po sobie spaloną ziemię. Teraz ktoś musi posprzątać po nim ta stajnię Augiasza, wyplenić kolesiostwo i minimalizm.

  • ~ 2010-09-25
    20:19:40

    0 0

    po pierwsze Zielono - Biało - Czerwoni czy tam naprawde takie matoły pracują w redakcji

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy nazwanie tramwaju imieniem Krzysztofa Balawejdera to dobry pomysł?



Oddanych głosów: 1595