Sport

Kopciuszek z Wrocławia kontra giganci z Niemiec. Borussia Dortmund da szkołę piłkarzom Śląska?

2014-08-05, Autor: Łukasz Maślanka
To będzie mecz, który zapewne dostarczy kibicom we Wrocławiu więcej emocji niż dziesięć lub nawet więcej potyczek rodzimej Ekstraklasy. Piłkarze Śląska Wrocław zmierzą się w meczu sparingowym z naszpikowaną gwiazdami Borussią Dortmund, aktualnym wicemistrzem Niemiec, w którego składzie znajdziemy m.in. kilku świeżo upieczonych mistrzów świata z Mundialu w Brazylii.

Reklama

Ostatnie kilka lat były dla fanów piłki nożnej we Wrocławiu czasem pewnej hossy. Przede wszystkim dlatego, że Śląsk sięgał po kolejne sukcesy i w trzy sezony obskoczył całe ligowe podium - od miejsca nr 2 po mistrzostwo, by zakończyć na miejscu nr 3. A sukcesy w naturalny sposób otwierały drzwi na boiska Europy. I tak zarówno na stary stadion przy Oporowskiej, jak i ten nowy na Pilczycach przyjeżdżały ciekawe zagraniczne zespoły. Wspomnijmy tutaj tylko o Rapidzie Bukareszt, Dundee United, Hannover 96 czy Sevilli FC, która zwyciężyła w zeszłorocznej edycji Ligi Europy.
We Wrocławiu do dziś wspomina się też mecze z belgijskim Club Brugge z ubiegłego roku, gdy Śląsk na własnym stadionie pokonał faworyzowanych Belgów 1:0 po znakomitym strzale Sebino Plaku. Obrazu dopełniają mecze, które we Wrocławiu rozegrano w ramach Euro 2012, gdy na Stadionie Wrocław walczyła reprezentacja Rosji, Czech czy Polski, a także turniej Polish Masters, na który do stolicy Dolnego Śląska przyjechało m.in. holenderski PSV Eindhoven czy hiszpański Athletic Bilbao, wreszcie mecz towarzyski Brazylii z Japonią. Krótko mówiąc - było co oglądać i wrocławski futbol w ostatnich latach nosił się mniej lokalnie, a bardziej międzynarodowo.
 
Poprzedni sezon wyszedł Śląskowi znacznie gorzej niż poprzednie i wrocławianie do europejskich pucharów się nie zakwalifikowali. I, w ramach dygresji, można żałować, że Śląska brakuje w eliminacjach ligi Europy. Bo gdy spojrzeć na wyczyny Lecha Poznań przegrywającego najpierw z drużyną z Estonii, a później z zespołem z Islandii, Ruchu Chorzów remisującego bezbramkowo z zespołem z Liechtensteinu, to trudno oprzeć się wrażeniu, że w aktualnej formie wrocławianie wstydu by nie przynieśli, wręcz przeciwnie. Ale dość dygresji. W tym roku europejskich pucharów kibice we Wrocławiu nie zobaczą, za to na pocieszenie obejrzą mecz towarzyski Śląska z drużyną z absolutnego europejskiego topu ostatnich lat, czyli z niemiecką Borussią Dortmund.
 
Zespół z Dortmundu do niedawna uchodził za najbardziej polską drużynę w Europie. Wszystko dlatego, że o jego sile stanowiło trzech graczy pochodzących z naszego kraju. To obrońca Łukasz Piszczek, pomocnik Jakub Błaszczykowski i napastnik Robert Lewandowski. Tego ostatniego w Dortmundzie już nie ma, bo wybrał nowe wyzwania i wzmocnił broniący mistrzostwa Niemiec Bayern Monachium, gdzie ma być ważnym elementem w układance trenera Pepa Guardioli. Z kolei popularny “Błaszczu” dochodzi do pełni formy po poważnej kontuzji kolana, przez którą stracił dużą część poprzedniego sezonu. Jego występ w meczu ze Śląskiem stoi pod znakiem zapytania, bo choć Błaszczykowski trenuje już na pełnych obrotach, to trener Juergen Klopp może uznać, że to jeszcze nie czas, by ryzykować zdrowiem jednego ze swoich najważniejszych piłkarzy. I wygląda na to, że we Wrocławiu na pewno zagra tylko Łukasz Piszczek.
 
W meczu testowym ze Śląskiem Wrocław w barwach Borussi nie zobaczymy też najpewniej jej piłkarzy opromienionych świeżo wywalczonym na Mundialu w Brazylii mistrzostwem świata. Bramkarz Roman Weidenfeller i stoper Mats Hummels odpoczywają jeszcze na urlopach, a Marco Reus stawia pierwsze kroki w poważniejszym treningu po wyleczeniu poważnej kontuzji kostki. Ale nawet mimo tych ubytków kadrowych Borussia jest zespołem, który warto obejrzeć na żywo. Widać to zresztą po zainteresowaniu kibiców meczem we Wrocławiu. Dotychczas sprzedano ok. 30 tys. biletów, co oznacza, że rok po meczu z Sevilla FC, gdy na Stadionie Wrocław zasiadł komplet widzów, arena ta znów ugości tylu fanów, ile - tak na dobrą sprawę - powinna gościć, by atmosfera na meczu była godna zapamiętania. Trener Klopp zabierze do Wrocławia takich piłkarzy, jak Włoch Ciro Immobile (król strzelców poprzedniego sezonu we włoskiej Serie A, przymierzany do roli następcy Roberta Lewandowskiego), znakomity obrońca Neven Subotić czy błystkotliwy rozgrywający z Armenii Henrik Mkhitaryan (kosztował prawie 30 mln euro!). Ze Śląskiem powinni zagrać także inni mistrzowie świata grający dla Borussi: pozyskany niedawno z SC Freiburg Matthias Ginter, Erik DurmKevin Grosskreutz. Spodziewany jest też występ dwóch nowych piłkarzy drużyny z Dortmundu, mających za sobą grę na Mundialu w Brazylii: napastnika Kolumbii Adriana Ramosa i pomocnika z Korei Południowej Ji Dong-won.
 
Powyższy, pobieżny przegląd składu drużyny trenera Juergena Kloppa pokazuje, jak wymagający rywal czeka na piłkarzy Śląska. I wydaje się, że drużyna z Dortmundu - choć we Wrocławiu gościć będzie zaledwie przez kilka godzin - sparingu z wrocławskim zespołem nie potraktuje jak spacerku. Wszystko dlatego, że tegoroczny okres przygotowawczy do sezonu z powodu Mundialu jest bardzo krótki, w Borussi przeprowadzono sporo transferów, z drużyny odszedł jej najlepszy strzelec Robert Lewandowski, a już za kilka dni Borussia zmierzy się z Bayernem Monachium w meczu o Superpuchar Niemiec. Szkoleniowiec ekipy z Dortmundu musi zatem wykorzystać każdą okazję, by poukładać swój zespół i Śląsk nie dostanie taryfy ulgowej.
 
W Śląsku do meczu z Borussią podchodzą z ciekawością. Dla trenera Tadeusza Pawłowskiego sparing z tak renomowanym rywalem jest jak cenny prezent, bo pozwoli mu otrzaskać w boju kilku młodych piłkarzy, których Śląsk pozyskał w wakacje. Bo oczywiście Michał Bartkowiak, Karol Angielski czy Waldemar Gancarczyk w lidze rywalizować będą na ogół z solidnymi ligowcami czy wręcz przeciętniakami grającymi na jednej nodze, ale jeśli już mają zdobywać doświadczenie, to lepiej, by uczyli się od Piszczka, Grosskreutza, Svena Bendera czy Ciro Immobile.
 
- Ten mecz potrzebny jest nam do tego, żebyśmy nauczyli się grać w piłkę, żeby każdy z nas mógł zobaczyć lepszego zawodnika na jego pozycji, inną możliwość zagrania czy poruszania się po boisku. Tego możemy nauczyć się w bezpośredniej konfrontacji. Takie mecze są atutem i nie ma znaczenia, że to towarzyska potyczka. Nie jesteśmy ani nie będziemy zmęczeni i nie wpłynie to na naszą postawę fizyczną w kolejnych meczach. Lepiej rozegrać sparing z taką drużyną niż ze słabszą - mówi pomocnik Śląska Sebastian Mila w rozmowie z portalem Eurosport.onet.pl.
 
Warto też pamiętać, że przez cały czas trwają próby wykreowania mody na piłkarski Śląsk we Wrocławiu. Emocje, których (z rzadka) dostarcza polska liga, nie są argumentem za tym, by kupić bilet czy nawet karnet i śledzić potyczki Śląska. Zwłaszcza, że niektóre ze spotkań polskiej ligi potrafią wręcz uśpić widza. Dlatego wrocławianie muszą szukać kreatywnych rozwiązań w marketingu i rozbudowywać sieć sprzedaży biletów, a przede wszystkim wygrywać swoje mecze i bić się o sukcesy. A od czasu do czasu oferować takie piłkarskie perełki, jak mecz z Sevilla FC czy ten sparingowy z Borussią Dortmund. I to, czy kibic po meczu z ekipą z Dortmundu połknie bakcyla Śląska Wrocław jest nawet ważniejsze od wyniku tego spotkania.
 
Mecz towarzyski, Śląsk Wrocław - Borussia Dortmund, środa (6 sierpnia br.), Stadion Miejski przy Alei Śląskiej 1 we Wrocławiu, godz. 17.
Oceń publikację: + 1 + 1 - 1 - 0

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Najczęściej czytane

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Czy ulica Szczytnicka powinna być deptakiem?



Oddanych głosów: 1934