zamknij

Sport

Koszmarny start sezonu Śląska. Wrocławianie przegrali trzeci mecz z rzędu!

2021-09-15, Autor: Bartosz Królikowski

Fatalne rozpoczęcie sezonu koszykarzy Śląska trwa. WKS zagrał kolejny słaby mecz i sensacyjnie przegrał w Hali Orbita z Twardymi Piernikami Toruń 68:70. To już trzecia porażka wrocławian z rzędu.

Reklama

Początki bywają trudne i niestety w tym sezonie póki co przekonują się o tym koszykarze Śląska Wrocław. WKS został od razu rzucony na głęboką wodę, pojechał wpierw do wicemistrza, a potem do mistrza Polski. Jedynych dwóch drużyn, które ubiegły sezon zakończyły wyżej. Skończyło się to dwoma porażkami. Widać było jak na dłoni, że ten zespół ma potencjał, bardzo duży, niemniej wciąż jest w budowie, a pech chciał że dwa na papierze najtrudniejsze wyzwania w fazie zasadniczej EBL, wrocławianie dostali na samym początku. Gotowi na nie nie byli.

WKS nie przekroczył w żadnym z nich granicy 75 zdobytych punktów. Takiej swoistej granicy przyzwoitości, choć na zespoły pokroju Zastalu Zielona Góra czy Stali Ostrów Wielkopolski to z reguły też za mało. Gra ofensywna nie była płynna. Śląsk nieraz dawał się zbyt łatwo odpychać od kosza, a znajdowanie dobrych pozycji rzutowych przychodziło z trudem. Widać to zresztą po skuteczności. Zaledwie 43% celnych rzutów z gry w jednym meczu i 44% w drugim. Bardzo mało. Było też za mało liderów punktowych. Po jednym na mecz tak naprawdę (Cyril Langevine i Kodi Justice). W kluczowych momentach zaś, defensywa nie była jeszcze na tyle szczelna, by te problemy przykryć.

Pierwszego zwycięstwa w sezonie trzeba było zatem szukać w domu, w Hali Orbita. W poprzedniej kampanii niewielu drużynom udało się pokonać w niej Śląsk i WKS miał zamiar zrobić wszystko, by i w tym to miejsce było dla przeciwników piekłem. Pierwszym domowym rywalem wrocławian był zespół Twarde Pierniki Toruń. Drużyna z miasta Kopernika zaczęła sezon również od dwóch wyjazdów. Najpierw po wyrównanym, twardym boju pokonali 91:89 Trefl Sopot. Jednak w drugim starciu torunianie zostali zmieceni z powierzchni parkietu przez Legię Warszawa 68:105. Ich forma zatem również była niewiadomą.

Pierwsza kwarta była w wykonaniu Śląska bardzo solidna, zwłaszcza pod kątem rzutów za trzy punkty. Wrocławianie trafili cztery takie, a celnością popisał się zwłaszcza Justin Bibbs. Sporo punktów w tej części spotkania zdobyli także Aleksander Dziewa oraz Kerem Kanter. Mimo to wynik długo pozostawał „na styku”. Jeszcze na 2 minuty przed końcem kwarty WKS prowadził tylko 18:17. Jednak ostatnie akcje należały do nich, co pozwoliło odskoczyć na sześciopunktowe prowadzenie 24:18.

WKS świetnie rozpoczął również drugą kwartę. Zawodnicy Petara Mijovicia bardzo dobrze grali w defensywie. Ich rywale przez ponad 5 minut rzucili tylko 4 punkty, co Śląsk wykorzystał bardzo skutecznie. Wciąż dobre spotkanie rozgrywał Kerem Kanter, który w pierwszej połowie był najskuteczniejszym z wrocławian. Niestety jeszcze przed przerwą, Śląskowi przydarzył się niemały zastój w grze. Prowadzili już nawet 12 punktami, ale końcówka partii nr 2 była w ich wykonaniu fatalna. Dali się za bardzo rozkręcić gościom pod własnym koszem, a sami zacięli się w punktowaniu na ponad 2 minuty. Tym sposobem do szatni zeszli prowadząc, ale tylko 38:37.

W poprzednich dwóch spotkaniach, trzecie kwarty były zmorą Śląska. Zarówno w Zielonej Górze, jak i w Ostrowie Wielkopolskim, wrocławianie właśnie w nich ponosili największe straty, których nie byli później już w stanie odrobić. Tym razem udało im się uniknąć takiego losu. W tej kwarcie przebudził się Cyril Langevine, który jak dotąd nie grał dobrego meczu. Zdobył w niej więcej punktów niż przez całą dotychczasową grę (6). WKS dzięki dwóm trójkom Bibbsa i Kantera w końcówce, przed ostatnią kwartą prowadził 58:52.

Mogłoby się wydawać, że przewaga 6 pkt, choć oczywiście nie ogromna ani nie decydująca, powinna wprowadzić przede wszystkim nieco spokoju w szeregach WKS-u. W końcu w poprzednich dwóch starciach, w ostatnie kwarty wchodzili na dwucyfrowych minusach. Niestety jednak w tym sezonie póki co nic ze Śląskiem takie proste nie jest. Wrocławianie przez długi czas grali fatalnie. W niespełna 7 minut rzucili zaledwie 4(!) punkty, co torunianie nawet mimo przeciętnej gry, musieli wykorzystać i w pewnym momencie prowadzili nawet 66:62.

Wszystko rozstrzygnęła końcówka. Na 2 minuty przed upływem czasu mieliśmy remis 68:68. Wtedy też zaczął się pokaz fatalnej skuteczności. Ani jedni, ani drudzy nie mogli trafić. Dopiero na 22 sekundy przed końcem, 2 punkty zdobył James Eads III, ale co ciekawe potrzebował do tego 3 rzutów. Pytanie było tylko, dlaczego defensorzy Śląska pozwolili mu aż dwukrotnie zebrać piłkę? Nie wiadomo, ale wiadomo że to kosztowało ich utratę zwycięstwa. W ostatniej akcji trójki nie trafił Kodi Justice. To przesądziło, że WKS przegrał 3 mecz z rzędu.

Tak jak dwa pierwsze mecze można było jeszcze usprawiedliwiać klasą rywali i wyjazdami, tak tutaj niestety mankamenty w grze Śląska jeszcze się nasiliły. Zaledwie 41% skuteczności z gry, dwucyfrowy wynik punktowy tylko u dwóch zawodników, dużo przestojów w grze i porażka na własne życzenie tak naprawdę. O tym jak bardzo do pokonania byli dziś rywale najlepiej świadczy to, że w statystykach ofensywnychTwarde Pierniki wyglądały… jeszcze gorzej. Oni po prostu wykorzystali słabości Śląska, a w końcówce oddali ten jeden celny rzut więcej. Tylko tyle i aż tyle. WKS na chwilę obecną jest po prostu bez formy, a trener Mijović ma mnóstwo pracy, bo trzy porażki w trzech pierwszych meczach to już wynik fatalny, a gra nie wykazuje póki co symptomów poprawy.

O przełamanie parszywej serii Śląsk powalczy w poniedziałek 20 września, gdy w Hali Orbita podejmą Astorię Bydgoszcz.

WKS Śląsk Wrocław – Twarde Pierniki Toruń 68:70 (24:18, 14:19, 20:15, 10:18)

Śląsk: Kanter 16, Justice 7, Dziewa 8, Jovanović 6, Ramljak 3 oraz Kolenda 7 Karolak 0, Gordon 0, Langevine 6, Tomczak 0, Bibbs 15, Zagórski 0

Trener: Petar Mijović

Pierniki: Watson 14, Cel 14, Eads III 15, Diduszko 4, Thompson 7 oraz Kołodziej 12, Grochowski 0, Samsonowicz 4, Janczak 0, Sowiński 0

Trener: Ivica Skelin

Oceń publikację: + 1 + 2 - 1 - 2

Obserwuj nasz serwis na:

Zamieszczone komentarze są prywatnymi opiniami Użytkowników portalu. Redakcja portalu www.tuwroclaw.com nie ponosi odpowiedzialności za ich treść.

Alert TuWrocław

Byłeś świadkiem wypadku? W Twojej okolicy dzieje sie coś ciekawego? Chcesz opublikować recenzję z imprezy kulturalnej? Wciel się w rolę reportera www.tuwroclaw.com i napisz nam o tym!

Wyślij alert

Sonda

Zawodnik PunchDown w ciężkim stanie. Kto zawinił?




Oddanych głosów: 183